14.10.2023, 02:01 ✶
Absolutnie nie miał zamiaru zakładać nowej, swojej własnej rodziny, bo tak którą już posiadał, wystarczała mu w pełni. Podobało mu się jego miejsce w świecie, tak samo jak i podobali mu się ludzie, którymi się otaczał, a w których gronie znajdowała się Septima. Podobnie jak ona widziała w swojej przyszłości jego, tak i on za każdym razem gdy myślał o swojej, dopatrywał się tam jej sylwetki. Jej rola nigdy nie była do końca sprecyzowana, zmieniając się czasem, ale zawsze była obecna gdzieś obok niego.
Wizja zawarcia małżeństwa, całe te jego domysły i plany nieco psuła. Czuł, że stanięcie na ślubnym kobiercu z jakąś kobietą zwyczajnie ograniczałoby obecność Ollivander w jego życiu w sposób, który absolutnie mu się nie podobał, bo nie był jego wyborem. To tak, jakby ktoś nagle wyrwał mu z rąk trzonek od miotły, na której właśnie leciał i musiał zdać się całkowicie na te dziwne obce decyzje.
Timmy powitał skrzat, zaraz jednak teleportując się sprzed jej nosa i pojawiając obok Leviathana, informując go o przybyciu gościa. Zaraz więc kobieta usłyszała kroki, kiedy przeszedł obok domu z tyłów, uśmiechając się do niej lekko. Porwał ją w objęcia, zamykając w mocnym, przyjacielskim uścisku i na moment podrywając z ziemi.
Jej widok sprawił, że zrobiło mu się nieco lepiej na sercu, chociaż na twarzy wciąż znajdował się pewien posępny cień, czający się w kącikach oczu czy ust.
- Dziękuję, że pojawiłaś się tak szybko - jego ton był miękki, a jego spojrzenie uciekło tylko na chwilę, kiedy skinął głową na skrzata, dając mu znać, że może sobie już iść. - Tak sobie pomyślałem, może pójdziemy nad wodę? To krótki spacer, a nie wydaje się, żeby pogoda miała wywinąć jakiś nieprzyjemny żart, co ty na to? - i było w jego słowach chyba trochę nadziei, bo mimo że teoretycznie nie powinien się nudzić, przez ostatnie dni, to miał wrażenie że od wczorajszego dnia tak dobrze znane cztery ściany jego domu zdążyły mu tylko zbrzydnąć.
Wizja zawarcia małżeństwa, całe te jego domysły i plany nieco psuła. Czuł, że stanięcie na ślubnym kobiercu z jakąś kobietą zwyczajnie ograniczałoby obecność Ollivander w jego życiu w sposób, który absolutnie mu się nie podobał, bo nie był jego wyborem. To tak, jakby ktoś nagle wyrwał mu z rąk trzonek od miotły, na której właśnie leciał i musiał zdać się całkowicie na te dziwne obce decyzje.
Timmy powitał skrzat, zaraz jednak teleportując się sprzed jej nosa i pojawiając obok Leviathana, informując go o przybyciu gościa. Zaraz więc kobieta usłyszała kroki, kiedy przeszedł obok domu z tyłów, uśmiechając się do niej lekko. Porwał ją w objęcia, zamykając w mocnym, przyjacielskim uścisku i na moment podrywając z ziemi.
Jej widok sprawił, że zrobiło mu się nieco lepiej na sercu, chociaż na twarzy wciąż znajdował się pewien posępny cień, czający się w kącikach oczu czy ust.
- Dziękuję, że pojawiłaś się tak szybko - jego ton był miękki, a jego spojrzenie uciekło tylko na chwilę, kiedy skinął głową na skrzata, dając mu znać, że może sobie już iść. - Tak sobie pomyślałem, może pójdziemy nad wodę? To krótki spacer, a nie wydaje się, żeby pogoda miała wywinąć jakiś nieprzyjemny żart, co ty na to? - i było w jego słowach chyba trochę nadziei, bo mimo że teoretycznie nie powinien się nudzić, przez ostatnie dni, to miał wrażenie że od wczorajszego dnia tak dobrze znane cztery ściany jego domu zdążyły mu tylko zbrzydnąć.