14.10.2023, 08:30 ✶
Gdy tylko kątem oka dostrzegła ruch za przeszkloną witryną, zamknęła zeszyto-notatnik. Schowała go pod ladą, starannie okręcając tak, by znajdował się grzbietem w jej stronę. Tak, chyba leżał w ten sposób zanim go wzięła. Jeszcze tylko poprawiła kąt, pod którym leżał, gdy w tej chwili do Fiolki weszła Avelina. Paxton od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Może wyczuła dziwne napięcie, które unosiło się w sklepie i sprawiało, że powietrze gęstniało niczym zupa. Miała wrażenie, że zaraz będzie można wbić w nie łyżkę i ta zostanie w miejscu. Zanim zrzuci na nią prośbę, musi oczyścić wnętrze sklepu, tak się nie da rozmawiać.
- Zwykła sprzeczka na linii matka-córka - Olivia uśmiechnęła się blado, odgarniając kosmyk rudych włosów sprzed czoła. Zdawała sobie sprawę, że były jej atutem, jednak nigdy nie mogła zdobyć się na to, by o nie należycie zadbać na tyle, by przyciągały wzrok, były jędrne i sprężyste, a swoim blaskiem zwracały uwagę postronnych. A przecież sprzedawała eliksiry na włosy. No cóż, mugole na to chyba mówili, że szewc z butami chodzi. Czy jakoś tak. - Dawno cię nie widziałam.
Quirke ześlizgnęła się z chyboczącego stolika, by stanąć na skrzypiącej desce. Nawet się nie skrzywiła na nieprzyjemny dźwięk. Wyminęła ladę i mocno uściskała Avelinę, dużo mocniej niż zazwyczaj. Pachniała piżmem i paczulą, przełamanych bergamotką - dziwną mieszanką perfum, które przyjemnie drażniły nos. Były ciężkie w odbiorze, trochę niepasujące do pory roku, ale Avelina zdawała sobie sprawę z tego, że Olivia niezbyt robiła wszystko, by dopasować się do otoczenia. Nawet jeśli chodziło o głupie perfumy.
- Wyglądasz blado. to ja powinnam pytać, czy wszystko w porządku - odsunęła koleżankę na długość wyciągniętego ramienia i przyjrzała jej się przenikliwym wzrokiem. - Masz bladą skórę i większe sińce. Mało sypiasz.
Bardziej stwierdziła, niż zapytała. Sięgnęła do przepastnej kieszeni luźnych spodni na gumce, by wyciągnąć klucz. Zamknęła Pękatą Fiolkę od wewnątrz. I tak nikt już nie przyjdzie. Klucz był mosiężny, duży i zdecydowanie powinien się odznaczać w kieszeni rudej, a jednak gdy ta tylko schowała go z powrotem - jakby zniknął.
- Pójdziemy do mieszkania, dobrze? Mamy nie ma, wróci za kilka dni, a ojciec ma jakieś zamieszanie w Ministerstwie. Jakiś problem z błotoryjami niedaleko, podejrzewają że ktoś wypuścił je celowo, ale ojciec twierdzi, że komuś zwiały. I teraz jest wielkie dochodzenie, bo para mugoli je zauważyła. Możesz sobie wyobrazić - na jej twarzy pojawił się uśmiech. Zwykłe odstępstwa od normalności były dla mugoli niezauważalne, ale wielki błotoryj na brzegu Tamizy nie należał do zwykłych przypadków. - Z tego co wiem, to byli ze sobą... BARDZO blisko podczas chwili, gdy to się stało. Nie mieli czasu nawet się ubrać, zanim nie zaczęli uciekać.
Quirke lubiła powielać plotki, szczególnie jeśli chodziło o tak nieznaczące, jak ta. Liczyła też trochę po cichu, że na twarzy koleżanki zagości uśmiech na wzmiankę o nagiej parze, zwiewającej przed błotoryjem w stronę Londynu.
- Zwykła sprzeczka na linii matka-córka - Olivia uśmiechnęła się blado, odgarniając kosmyk rudych włosów sprzed czoła. Zdawała sobie sprawę, że były jej atutem, jednak nigdy nie mogła zdobyć się na to, by o nie należycie zadbać na tyle, by przyciągały wzrok, były jędrne i sprężyste, a swoim blaskiem zwracały uwagę postronnych. A przecież sprzedawała eliksiry na włosy. No cóż, mugole na to chyba mówili, że szewc z butami chodzi. Czy jakoś tak. - Dawno cię nie widziałam.
Quirke ześlizgnęła się z chyboczącego stolika, by stanąć na skrzypiącej desce. Nawet się nie skrzywiła na nieprzyjemny dźwięk. Wyminęła ladę i mocno uściskała Avelinę, dużo mocniej niż zazwyczaj. Pachniała piżmem i paczulą, przełamanych bergamotką - dziwną mieszanką perfum, które przyjemnie drażniły nos. Były ciężkie w odbiorze, trochę niepasujące do pory roku, ale Avelina zdawała sobie sprawę z tego, że Olivia niezbyt robiła wszystko, by dopasować się do otoczenia. Nawet jeśli chodziło o głupie perfumy.
- Wyglądasz blado. to ja powinnam pytać, czy wszystko w porządku - odsunęła koleżankę na długość wyciągniętego ramienia i przyjrzała jej się przenikliwym wzrokiem. - Masz bladą skórę i większe sińce. Mało sypiasz.
Bardziej stwierdziła, niż zapytała. Sięgnęła do przepastnej kieszeni luźnych spodni na gumce, by wyciągnąć klucz. Zamknęła Pękatą Fiolkę od wewnątrz. I tak nikt już nie przyjdzie. Klucz był mosiężny, duży i zdecydowanie powinien się odznaczać w kieszeni rudej, a jednak gdy ta tylko schowała go z powrotem - jakby zniknął.
- Pójdziemy do mieszkania, dobrze? Mamy nie ma, wróci za kilka dni, a ojciec ma jakieś zamieszanie w Ministerstwie. Jakiś problem z błotoryjami niedaleko, podejrzewają że ktoś wypuścił je celowo, ale ojciec twierdzi, że komuś zwiały. I teraz jest wielkie dochodzenie, bo para mugoli je zauważyła. Możesz sobie wyobrazić - na jej twarzy pojawił się uśmiech. Zwykłe odstępstwa od normalności były dla mugoli niezauważalne, ale wielki błotoryj na brzegu Tamizy nie należał do zwykłych przypadków. - Z tego co wiem, to byli ze sobą... BARDZO blisko podczas chwili, gdy to się stało. Nie mieli czasu nawet się ubrać, zanim nie zaczęli uciekać.
Quirke lubiła powielać plotki, szczególnie jeśli chodziło o tak nieznaczące, jak ta. Liczyła też trochę po cichu, że na twarzy koleżanki zagości uśmiech na wzmiankę o nagiej parze, zwiewającej przed błotoryjem w stronę Londynu.