Tu było coś nie tak. Tak mocno nie tak. Widziała przecież jak Geraldine odpycha trupa, jak Erik oplata go ciasno linami – a ten rozerwał je, jak gdyby nigdy nic, jakby to były cieniutkie niteczki, a nie liny stworzone z samej magii. No i nie widziała jeszcze żywego trupa, który byłby odporny na ogień… o ile nie wypił wcześniej eliksiru odporności na ogień, ale te nie trwały w nieskończoność i jakoś wątpiła, by na statku był zapas takiego specyfiku, który nadal zachował swoją moc, chociaż minęły przecież dziesiątki lat i cykle zanurzania i wynurzania. No chyba, ze był Parkinsonem… Właściwie to Victoria już się zastanawiała co by się na przykład stało, gdyby na przykład ona została kiedyś wampirem – czy słońce by ją spopielało? Miała za mało danych i to była tylko chwila zastanowienia kiedyś tam. Teraz natomiast wyraźnie się zdziwiła. Ale skoro ani liny nic nie dawały, ani ogień… To jakie mieli opcje?
Mogli jeszcze spróbować odciąć im łeb. Już podnosiła dłoń z różdżką, gotowa do wykonania ataku, gdy trupy, z wyciągniętymi przed siebie rękoma, z ostrymi jak brzytwa paznokciami, szły na nich i…
Wtedy jakby wszystko się zatrzymało. Nie umiała tego wyjaśnić, nie umiała tego wytłumaczyć, bo to wszystko działo się na poziomie umysłu – w końcu nic w nich nie uderzyło, żadna fala, żadna deska ze schodów, a jednak miała wrażenie, jakby coś ją zalało. Tak jak działo się to już wcześniej, kiedy statek chciał im pokazywać różne rzeczy… Ale nic takiego się nie stało, tylko oddech jej zwolnił, serce też nie wybijało już szybkiego staccato. Wdech, wydech, wdech… Victoria mogłaby przysiąc, że usłyszała długi wydech, jak wydech kogoś, kto bardzo długo cierpiał, i teraz miał w końcu moment wytchnienia. Czerń w oczodołach ich przeciwników nagle przestała być tak intensywna, a ogień, którym okalała jednego z nich – zapłonął, dokładnie tak, jak powinien to zrobić.
Krzyk, jaki ich dobiegł, który można było określić mianem wściekłego, zaalarmował Victorię. Nie mieli czasu na zabawę w ciuciubabkę.
– Z drogi – warknęła do trupów, wedle swojej wcześniejszej myśli, chcąc spróbować za pomocą magii ściąć łeb płonącemu trupowi, żeby mieć pewność, że przestanie się ruszać. Miała nadzieję, ze Geraldine i Erik poradzą sobie z drugim. A potem chciała po prostu jak najszybciej zbiec po schodach na dół, wedle wcześniejszego planu – o ile jej towarzysze poradzą sobie w drugim trupem.
Kształtowanie
Sukces!
Slaby sukces...