Czerwiec miał pokazać, że życie nigdy nie jest stabilne. Miał pokazać, że dotąd stąpająca twardo po ziemi Avelina w rzeczywistości idzie po cienkiej linie bez wsparcia i asekuracji tysiąc metrów nad ziemią. Wszystko się kopało, ludzie umierali, ona była targana emocjami, które przez lata zamknęła w niewielkim pudełku, gdzieś na dnie serca. To pudełko zostało rozerwane na strzępy i zniszczone wyciągając to wszystko na wierzch i tworząc w jej umyślę burzę. Dobijało ją to, ale spotkania takie jak to, w którym była zmuszona do myślenia o czymś innym powodowało, że czuła się stabilniej. Jakby Sauriel był jej kotwicą i dodawał jej siły do tego, aby jutro pójść z uniesioną głową na spotkanie z osobą, której nie chciała kochać. Jak to mówią; chcieć to nie móc, a móc to nie chcieć. Okropne były takie rozterki, bo potrzebowała stabilności, chciała otworzyć swój własny biznes z eliksirami, chciała rozwinąć sobie wiedzę, aby móc robić więcej, aby móc więcej pracować, ale przez takie rzeczy miała wrażenie, że nie wystarczy jej na to czasu. Czuła jednak przyjemność z uczenia Sauriela, a nawet wywołał u niej uśmiech.
Skinęła głową na jego słowa. Mężczyzna był nawet uroczy w tych swoich dziwnych tekstach, zawsze śmiesznie mówił, ale było to takie podobne do niego, że aż nazbyt naturalne. Trzymała się myśli, że tak ma być. Tej dziewczynie niewiele wystarczyło, aby poczuć wsparcie innej osoby. Wystarczyło, aby ktokolwiek z nią usiadł i pomilczał, napił się czegoś mocniejszego, pozwolił jej na chwilę wyluzować i stracić kontrolę nad każdym aspektem jej życia. Żeby nie musiała planować kolejnego kroku, co zrobi, gdzie pójdzie, co zje. Zaszaleć, ponieść się wyobraźni i emocjom, ale co jeśli tak się temu pochłonie, że stoczy się w ramiona nie tej osoby, której powinna? Takie rzeczy powodowały, że dziewczyna wręcz nie potrafiła już nikomu ufać, nie potrafiła się nawet otworzyć przed własnymi przyjaciółmi. Nie chciała o niczym mówić, nie chciała wspominać o swoich życiowych porażkach, czy też nawet sukcesach.
Zostawmy jednak te rozterki na później. Teraz Avelina miała przed sobą wesołego nieuka, który porwał się z motyką na słońce, bo chciał nadrobić siedem lat nauki w Hogwarcie w dorosłym życiu i to zapewne w bardzo krótkim czasie. W takim wieku jak Sauriel zapewne nie było się już cierpliwym. Gdy pojawił się skrzat, dziewczyna nie wiedziała jak się zachować więc po prostu zrobiła to, co potrafiła najlepiej: milczała. Skrzaty to był temat rzeka. Wiedziała, że jedni traktowali je dobrze, a inni paskudnie i nie wiedziała jak się do tego odnieść, bo sama nie wiele miała z nimi kontaktu, ale nigdy nie przepadała za krzywdzeniem innych stworzeń. Złapała za szklankę, gdy tylko Skrzat zniknął, a potem zaczęła obserwować Sauriela uważnie przyglądając się temu co robił. Parsknęła cicho, gdy zapałka zmieniła się w powyginane coś.
– Hm… powiedzmy, że byłeś blisko – zachichotała cicho i napiła się wody. Machnęła różdżką przywracając poprzedni kształt zapałki.
– Liczysz, że będziesz zmieniał się w kota? – zapytała jeszcze tak z ciekawości. Śmiesznie by było, gdyby Sauriel miłośnik kotów zostałby skunksem. – Chyba nie bardzo, ale ogólnie powinieneś po prostu trenować zamienianie przedmiotów w inny przedmiot. Tak jak teraz zapałka w igłę, potem zamienisz jakiś kufel w szkatułkę, aż w końcu gdy zacznie ci to wychodzić będziesz próbować zmieniać coś żywego w jakiś przedmiot. I jak opanujesz większe gabaryty przedmiotów będziemy mogli pomyśleć o animagii. Spróbuj jeszcze raz i wykonaj taki ruch – wskazała mu zapałkę i pokazała w powietrzy ruch, który powinien wykonać różdżką.
Rzut na transmutacje, aby odmienić dziwne coś Sauriela z powrotem w zapałkę.
Sukces!
Akcja nieudana
Krytyczna porazka