Czy Laurent za dużo gada… Nie powiedziałaby. Ani, że jest niezdarny – natomiast nie skomentowała już słów Pandory, zachowując zdanie dla siebie. Nie znały się wcale, no tyle co z opowieści Laurenta mówionych tak Victorii jak i Pandorze najwyraźniej.
Brenna wyjaśniła już gdzie pracują, chociaż zawód Victorii widoczny był jak na dłoni – była w charakterystycznym, czarnym mundurze aurorów, wiązanych, czarnych butach, na pasku miała srebrną klamrę w kształcie litery M.
– Nie przepraszaj – powiedziała miękko Laurentowi, bo tak naprawdę to nie miał za co przepraszać. To musiał być dla niego szok, tak sądziła, patrząc na to jak się teraz prezentował, jaką miał minę. Nie był też chyba przyzwyczajony do działania pod aż taką presją. Ale dlatego miał ich – ludzi, którzy mogli i przede wszystkim chcieli go wesprzeć, niezależnie od tego, co działo się w ich własnym życiu.
Odetchnęła trochę, choć może niewidocznie, kiedy Laurent stwierdził, że przeniesie się do Bulstrode’ów – dobrze. Wszystko byłoby dobre, byle tu nie zostawał sam. Później musiała natomiast zmarszczyć brwi, by nadążyć za Pandorą i jej tokiem myślenia. Zupełnie nie rozumiała tego pomysłu dlaczego Brenna miałaby tutaj zostawać, a już w ogóle sama. Przecież to było niedorzeczne.
– Oczywiście, że warto się z tym zgłosić – odpowiedziała Brennie i wtedy wtrącił się Atreus, na co Victoria wskazała w jego kierunku dłonią. – Właśnie dlatego. To już nie jest tylko czyste przypuszczenie i jednorazowa sytuacja. Poza tym chyba nie sądzicie, że tylko dzisiejsza noc jest zagrożeniem. Niestety, ale uważam, Laurent, tak jak ci pisałam, że powinieneś się na jakiś czas przyczaić, nie tylko na dzisiaj. Co najmniej na kilka dni – nie wiedziała co jej na to odpisał, o ile cokolwiek, ale nie zmieniało to faktu, że ucieczka dzisiaj, by w kolejne dni sobie beztrosko hasać po świecie, była skrajnie nieodpowiedzialna i niebezpieczna. – A niezależnie od tego, czy zgłoszenie zostanie potraktowane poważnie czy nie, to sama też tu zostanę, skoro Laurenta tu nie będzie – nie rozumiała, dlaczego Brenna w ogóle wyrzuciła ją z tego równania. Czemu miałaby tu ściągać swojego brata albo Lucy, skoro miała na miejscu Atreusa i ją? Dlaczego Victoria miałaby zgłosić sprawę aurorom, a potem umyć rączki i pójść spać? Przecież to był też jej przyjaciel. Jedna z ważniejszych osób w jej życiu, chociaż być może Longbottom nie zdawała sobie z tego sprawy, bo długi czas z Laurentem zachowywali się tylko tak, jakby po prostu się jedynie znali ze szkoły. Ale z drugiej strony – to by się tutaj teraz nie fatygowała. – Nie rozumiem czemu chcesz tutaj ściągać swoją rodzinę, skoro my tutaj jesteśmy – była tu ona, był Atreus. Pandory nie znała, nie wiedziała na co ją stać, ale była cywilem, natomiast rozumiała, że chciała pomóc bratu. Victoria nie wiedziała, czy w jakikolwiek sposób była przeszkolona w magii bojowej, czy nie.
Pandora usiadła, zaprosiła Laurenta by i on usiadł i wtedy Victoria westchnęła i jeśli blondyn dał się namówić siostrze, to i Lestrange wepchnęła się na kanapę, z drugiej strony Prewetta.
– Nie martw się, wszystko się poukłada. Tylko może dla bezpieczeństwa nie otwieraj listów póki nie będziesz mieć pewności, że nie są obłożone jakąś magią – powiedziała ciszej. Nie po to, żeby reszta nie mogła słyszeć jej słów, a po prostu nie było sensu mówić jakoś strasznie głośno.