12.11.2022, 01:47 ✶
Nikt chyba nie zdziwił się, widząc ją tutaj, że pierwszy raz znajdowała się w takiej sytuacji. Nic dziwnego, żadna z niej była awanturniczka, więc czemu miałaby znajdować się często w chwili, gdy krew lała się i to wcale nie metaforycznie. Przyjmowanie bodźców nie wydawało się łatwe z jej chorobą, teraz było jednak zupełnie zaskakujące, a nawet obecność jej kuzynki jak się okazało gdy nieznajoma podeszła bliżej nie wydawała się pomóc. Oczywiście, gdy ona tak bardzo pochłaniała się widokiem tego co działo się dookoła, jej kuzynka od razu przystąpiła do akcji. Wszystko to było w jej wykonaniu takie proste i szlachetne, że można by nie zgadywać, że spędziła w takich sytuacjach większość życia ratując ludzi na oddziale w Mungu.
Lecz Seraphina pierwszy raz miała styczność aż z taką przemocą i czuła, że nie jest to pierwszy raz i nie ostatni gdy jej umysł nie zrozumie. I teraz też wiedziała, że jej uczucia przelewały się właśnie przez nią tak szybko, ze nie dałaby rady określić, co jednak dokładnie czuła w tym momencie. Złość? Nie, tej w ogóle nie było. Obawę? Tak, ta zdecydowanie się pojawiała ale i znikała co chwilę i w takich wypadkach nigdy nie wiedziała, czy nie łączy się z ekscytacją. Ekscytacją, że coś w końcu się dzieje ale i obawą, czy dziać się nie będzie jej samej. Niezrozumieniem, bo przemoc powinna być ostatnim środkiem, gdy już nic nie da się zmienić, dzierżonym na pierwszy ogień przez niekompetentnych i niedoświadczonych. A teraz chyba przede wszystkim czuła skonfundowanie – tym, co miało się stać i tym, co miało się wyrobić.
Podniosła się ze swojego miejsca, spoglądając na poplamioną czerwienią suknię. Czasem sam materiał wydawał się rozświetlać otoczenie bielą, w tym wypadku jednak niczym gąbka nasiąkał czerwienią co raz mocniej i co raz bardziej. Gdy postąpiła parę kroków w stronę kobiety, którą wskazała jej Florence, dostrzegła, że chociaż jej klatka piersiowa się unosiła, wiedziała, że nie będzie to na długo jeżeli panna Bulstrode czegoś nie zrobi. Wyciągnęłaby własną różdżkę, ale co dokładnie miałaby rzucić? Zamiast tego kucnęła na ziemi przy kobiecie, trzymając ją tak aby nie pozwolić jej wstać.
- Tak? Czy nie? Nie wiem jak to się robi…. – Niewiele razy w swoim życiu nie była czegoś pewna, ale to był jeden z takich przypadków.
Lecz Seraphina pierwszy raz miała styczność aż z taką przemocą i czuła, że nie jest to pierwszy raz i nie ostatni gdy jej umysł nie zrozumie. I teraz też wiedziała, że jej uczucia przelewały się właśnie przez nią tak szybko, ze nie dałaby rady określić, co jednak dokładnie czuła w tym momencie. Złość? Nie, tej w ogóle nie było. Obawę? Tak, ta zdecydowanie się pojawiała ale i znikała co chwilę i w takich wypadkach nigdy nie wiedziała, czy nie łączy się z ekscytacją. Ekscytacją, że coś w końcu się dzieje ale i obawą, czy dziać się nie będzie jej samej. Niezrozumieniem, bo przemoc powinna być ostatnim środkiem, gdy już nic nie da się zmienić, dzierżonym na pierwszy ogień przez niekompetentnych i niedoświadczonych. A teraz chyba przede wszystkim czuła skonfundowanie – tym, co miało się stać i tym, co miało się wyrobić.
Podniosła się ze swojego miejsca, spoglądając na poplamioną czerwienią suknię. Czasem sam materiał wydawał się rozświetlać otoczenie bielą, w tym wypadku jednak niczym gąbka nasiąkał czerwienią co raz mocniej i co raz bardziej. Gdy postąpiła parę kroków w stronę kobiety, którą wskazała jej Florence, dostrzegła, że chociaż jej klatka piersiowa się unosiła, wiedziała, że nie będzie to na długo jeżeli panna Bulstrode czegoś nie zrobi. Wyciągnęłaby własną różdżkę, ale co dokładnie miałaby rzucić? Zamiast tego kucnęła na ziemi przy kobiecie, trzymając ją tak aby nie pozwolić jej wstać.
- Tak? Czy nie? Nie wiem jak to się robi…. – Niewiele razy w swoim życiu nie była czegoś pewna, ale to był jeden z takich przypadków.