Nie rozumiał tej tajemniczości. Zawsze jak go brat wrzucał na takie spotkania od razu wiedział z kim się spotka. Teraz było w tym coś innego i zaczynało go to niepokoić. Stukał nerwowo palcami w stolik czekając, aż dadzą mu trunek. Gdy szklanka wylądowała przed nim napił się go jednym łykiem. Nie, nie był zdenerwowany tym, że ma zaraz poznać miłość swojego życia, nie był zdenerwowany tym, aby wypaść pięknie i elegancko. Jego brat coś przed nim ukrywał i to go denerwowało, że nie wiedział, że nie miał pewności w tym kogo tu spotka. Usłyszał zbliżające się z tyłu kroki, więc nie czekając podniósł się z krzesła, szturchając tym samym stolik i zbijając lampkę do wina, która na nim stała. Uśmiechnął się zawadiacko, a słysząc ten głos zamarł, włos zjeżył mu się na karku, a potem jego oczom ukazała się Lycoris Black. Był totalnie zaskoczony i mogła to zauważyć od razu, bo nawet rozdziawił usta. Kiedyś mówił Edwardowi o niej i o tym, że gdyby my było wolno to by ją rozszarpał, ale z drugiej strony czuł nawet ulgę, bo wiedział, że ona nigdy go nie zechce i nawet nie musiał się wysilać, aby psuć to spotkanie. Rozsiadł się na krześle już bardziej rozluźniony, kelner zebrał zbitą lampkę, a Vincent rozluźnił guzik od koszuli i ściągnął uwierający go krawat, który był wymogiem puszczenia go samego na to spotkanie.
– A przyszłaś tutaj poznać partnera na męża? – zapytał mrużąc oczy. – Jeśli tak to mój najdroższy brat będzie się smażyć w piekle – wyciągnął papierosa bo już nie mógł wytrzymać. Nawet nie zapytał, czy jej to przeszkadza po prostu go odpalił, a opakowanie położył na stoliku. Jeśli będzie chciała może się poczęstować.
Kurwa. Tego naprawdę się nie spodziewał. Nie sądził, że jego brat będzie dla niego, aż tak podły, aby wysyłać tutaj tę Black! Zaczął podrygiwać nerwowo nogą, ale z każdym zaciągnięciem dymu z papierosów złość go opuszczała. W końcu zaśmiał się do siebie i pochylił się ku niej.
– Gdybym wiedział, że chodzi o ciebie nie odjebałbym się tak – mruknął – ale to będzie łatwiejsze niż się spodziewałem. Mój brat nie odpuści tak łatwo – oparł się z powrotem o oparcie krzesła i spojrzał na przyzwoitki – Idźcie zapalić, albo co i nie podsłuchujcie – mruknął do nich. Mężczyźni popatrzyli na siebie i po prostu stanęli gdzieś z dala od nich pod ścianą obserwując ich uważnie. Kelner przyleciał z nową lampką do wina w tym czasie ustawiając ją równiutko na stoliku i poprawiając obrus, który Vincent wcześniej trochę rozwalił.
– Czego się panienka napije? – zapytał młody chłopak trzymając ręce z tyłu i będąc ewidentnie spiętym. Ciekawe, co Edward mu powiedział.