16.10.2023, 01:11 ✶
Nie była pewna, czy stojący przed nią jegomość to tak na poważnie, czy może sobie z niej jawnie żartował. Uśmiechnęła się krzywo, w wyraźnie wymuszony sposób, jakby cała ta interakcja nieco ją brzydziła, bo zwyczajnie nie mogła rozgryźć tego stojącego przed nią społecznego dziwoląga. Wyglądał, jakby był absolutnie poważny. Jakby nie był w stanie załapać ironicznego tonu czy specyficznego ułożenia słów w wypowiedzianym przez nią zdaniu, a to z kolei wprawiało ją w wyraźny dyskomfort.
Jakże dobrze, że nie była w stanie czytać myśli innych, bo by chyba Ururu jawnie wyśmiała, wiedząc co sądził o całym procesie okradania innych. Słowo prawnik na pewno nie stało w jej słowniku blisko jakichkolwiek skojarzeń z nielegalnym procederem, bo powiedzmy sobie szczerze, ani w tym, ani w następnym życiu na kogoś takiego raczej jej stać nie będzie. Cała logika kradzieży opierała się na zwinnych dłoniach i robienia tego wtedy, kiedy nikt nie miał szansy zauważyć swojej straty. Właśnie dlatego byli tacy dobrzy w występach, ona i jej rodzina, by odwracać uwagę kolorowymi piórkami, światłami i niestworzonymi ruchami, tylko po to by jednocześnie inni wyłuskiwali nadprogramowe galeony z sakiewek.
- Nie potrzebuję medyka - odpowiedziała kwaśno, ale zrobiła to zaraz po tym, jak nabrała w płuca parę oddechów, żeby sprawić czy aby na pewno się tu zaraz nie udusi. Ma całe szczęście jednak, problemy z oddychaniem absolutnie jej teraz nie dotyczyły i nawet zamroczenie i ćmienie głowy wyraźnie się już uspokoiło. Mdłości nawet też złagodniały, pozwalając nieco pewniej wyprostować się, ale dłoń wciąż spoczywała na kamiennej ścianie budynku, dla stabilizacji.
- Szczury? Mocz? - jakże dobrze, że nie reagowała na same nieprzyjemne słowa, bo żołądek natychmiast wykonałby salto. Zamiast tego skrzywiła się tylko znowu, z jeszcze większym obrzydzeniem i przesuwając się krok w bok, jakby tak dalej od niego. - Chodziło mi o kadzidła - odpowiedziała cierpko, przez moment zastanawiając się, czy przypadkiem absolutnie i całkowicie nie zwariowała. Bo może ten duszący zapach kadzidła tylko się jej przyśnił, albo coś zjadła nieświeżego? Przez moment zastanawiała się nad tym, ale ostatecznie potrząsnęła głową, odganiając te myśli. Nie, to ona miała rację, a on gadał jak potłuczony.
- Nie trzeba - odpowiedziała mu wreszcie oschle, odrzucając jego propozycję odprowadzania gdziekolwiek. Cofnęła też dłoń, którą do tej pory podpierała się o ścianę, w pełni samodzielnie stając na nogach i prostując się dumnie, jakby miało jej to pomóc w zniechęceniu mężczyzny do jakichkolwiek dalszych interakcji. - Poradzę sobie sama.
Jakże dobrze, że nie była w stanie czytać myśli innych, bo by chyba Ururu jawnie wyśmiała, wiedząc co sądził o całym procesie okradania innych. Słowo prawnik na pewno nie stało w jej słowniku blisko jakichkolwiek skojarzeń z nielegalnym procederem, bo powiedzmy sobie szczerze, ani w tym, ani w następnym życiu na kogoś takiego raczej jej stać nie będzie. Cała logika kradzieży opierała się na zwinnych dłoniach i robienia tego wtedy, kiedy nikt nie miał szansy zauważyć swojej straty. Właśnie dlatego byli tacy dobrzy w występach, ona i jej rodzina, by odwracać uwagę kolorowymi piórkami, światłami i niestworzonymi ruchami, tylko po to by jednocześnie inni wyłuskiwali nadprogramowe galeony z sakiewek.
- Nie potrzebuję medyka - odpowiedziała kwaśno, ale zrobiła to zaraz po tym, jak nabrała w płuca parę oddechów, żeby sprawić czy aby na pewno się tu zaraz nie udusi. Ma całe szczęście jednak, problemy z oddychaniem absolutnie jej teraz nie dotyczyły i nawet zamroczenie i ćmienie głowy wyraźnie się już uspokoiło. Mdłości nawet też złagodniały, pozwalając nieco pewniej wyprostować się, ale dłoń wciąż spoczywała na kamiennej ścianie budynku, dla stabilizacji.
- Szczury? Mocz? - jakże dobrze, że nie reagowała na same nieprzyjemne słowa, bo żołądek natychmiast wykonałby salto. Zamiast tego skrzywiła się tylko znowu, z jeszcze większym obrzydzeniem i przesuwając się krok w bok, jakby tak dalej od niego. - Chodziło mi o kadzidła - odpowiedziała cierpko, przez moment zastanawiając się, czy przypadkiem absolutnie i całkowicie nie zwariowała. Bo może ten duszący zapach kadzidła tylko się jej przyśnił, albo coś zjadła nieświeżego? Przez moment zastanawiała się nad tym, ale ostatecznie potrząsnęła głową, odganiając te myśli. Nie, to ona miała rację, a on gadał jak potłuczony.
- Nie trzeba - odpowiedziała mu wreszcie oschle, odrzucając jego propozycję odprowadzania gdziekolwiek. Cofnęła też dłoń, którą do tej pory podpierała się o ścianę, w pełni samodzielnie stając na nogach i prostując się dumnie, jakby miało jej to pomóc w zniechęceniu mężczyzny do jakichkolwiek dalszych interakcji. - Poradzę sobie sama.