16.10.2023, 03:02 ✶
Jeśli Leviathan miałby się czegoś aktualnie napić, to zwyczajnie waliłby wódę w jakimś zacienionym kącie własnego mieszkania i zastanawiał się d l a c z e g o. Zamiast tego jednak musiał przed nią stać i czuł się do tego absolutnie zmuszony, nawet jeśli przecież nikt nad nim nie stał i nie mówił mu, że ma się tutaj zjawić. Mógł przecież zwyczajnie zignorować jej list, albo grzecznie odpisać, żeby spadała bo nie ma czasu na wycieczki krajoznawcze i zapoznawcze. Z drugiej strony miał wrażenie, że jakby teraz cokolwiek z nią wychylił, to nie skończyłoby się na jednym kieliszku, a sprawdzać gdzie zaprowadziłaby ich droga po paru wcale nie chciał.
Przez moment jeszcze stał, póki nie podeszła do barku i nie postanowiła napić się czegoś sama. Wtedy dopiero ruszył się, ponownie wracając do oglądania wnętrza, tym razem jednak nieco uważniej i z bliska oglądając bibeloty, które poniewierały się po pokoju.
- Skąd mam wiedzieć? - zapytał w odpowiedzi na jej pytanie, mimowolnie jednak uśmiechając się nieznacznie. Uśmiech ten jednak skierowany był do okna przed którym na moment się zatrzymał, oceniając rozpościerający się z niego krajobraz. Był ładny, ale Rowle zwyczajnie lubił widoki, które oferowała Walia.
- Ale czemu wyjeżdżać? Skoro nie chcesz tego ślubu, to czemu zwyczajnie nie powiedzieć o tym głośno i wyraźnie? - obejrzał się na nią przez ramię i przez dłuższy moment zwyczajnie obserwował jej reakcję i ją całą, wyraźnie zniechęconą i odnajdującą tę sytuację jako bardzo niezręczną. - Nie zrozum mnie źle, ale nie interesuje mnie związek z kimś, kto robi to tylko i wyłącznie dlatego, że każe mu to tata albo mama - przyganiał kocioł garnkowi, tak naprawdę, bo robił to tylko dlatego, że chwilowo nie miał powodów by się ojcu specjalnie sprzeciwiać. Z resztą, ten jakby bardzo dobrze znając swojego syna, dołączył do listu odpowiedni argument zachęcający do podporządkowania się. Nie znaczyło to jednak, że sam nie mógł mieć wymagań.
Przez moment jeszcze stał, póki nie podeszła do barku i nie postanowiła napić się czegoś sama. Wtedy dopiero ruszył się, ponownie wracając do oglądania wnętrza, tym razem jednak nieco uważniej i z bliska oglądając bibeloty, które poniewierały się po pokoju.
- Skąd mam wiedzieć? - zapytał w odpowiedzi na jej pytanie, mimowolnie jednak uśmiechając się nieznacznie. Uśmiech ten jednak skierowany był do okna przed którym na moment się zatrzymał, oceniając rozpościerający się z niego krajobraz. Był ładny, ale Rowle zwyczajnie lubił widoki, które oferowała Walia.
- Ale czemu wyjeżdżać? Skoro nie chcesz tego ślubu, to czemu zwyczajnie nie powiedzieć o tym głośno i wyraźnie? - obejrzał się na nią przez ramię i przez dłuższy moment zwyczajnie obserwował jej reakcję i ją całą, wyraźnie zniechęconą i odnajdującą tę sytuację jako bardzo niezręczną. - Nie zrozum mnie źle, ale nie interesuje mnie związek z kimś, kto robi to tylko i wyłącznie dlatego, że każe mu to tata albo mama - przyganiał kocioł garnkowi, tak naprawdę, bo robił to tylko dlatego, że chwilowo nie miał powodów by się ojcu specjalnie sprzeciwiać. Z resztą, ten jakby bardzo dobrze znając swojego syna, dołączył do listu odpowiedni argument zachęcający do podporządkowania się. Nie znaczyło to jednak, że sam nie mógł mieć wymagań.