16.10.2023, 12:38 ✶
- Okej, czyli to po p'ostu przeczucie - odpowiedziała jej spokojnym tonem, sugerującym, że odnotowała to w swojej głowie, jakby to przeczucie miało być jednym z elementów jakiejś skomplikowanej układanki.
Prawdziwie skomplikowanym był jednak potok słów, jakim obdarowywała ją Victoria. Może powinna robić sobie jakieś fizyczne notatki? Nie wiedziała, nie rozumie i nie wie - to się powtarzało najczęściej, ale było najmniej istotne. Te istotne fragmenty ginęły gdzieś w tym, jak wiele jej mówiono, a Sarah... nie była najgłupszym człowiekiem na świecie, ale nie była też człowiekiem o niebywale wyrobionej percepcji, żeby w ogóle zrozumieć, o czym Lestrange do niej mówi, musiała się niesamowicie skupić. Jej mina nie wyrażała więc wiele poza tym, że jej słuchała, że nie odpłynęła myślami nigdzie daleko - brak uśmiechu, brak przytakiwania - po prostu płynęła razem z tą historią i próbowała nie utonąć na rwących wodach emocji, jakie druga z Zimnych wiązała z nocą Beltane.
O Matko, jak to porównała do tego, co powiedział jej Atreus... Nie to, żeby coś do niego miała (oprócz nadziei, że się jednak poczuje samotny i postanowi ją odwiedzić), ale o Matko przenajświętsza, co na nich wszystkich patrzy z tarczy Księżyca na nocnym niebie - dlatego właśnie uważała, że mężczyźni byli z zupełnie innej planety niż kobiety. Skłamałaby wielce mówiąc, że jej do nich nie ciągnęło, bo ciągnęło ją do nich aż za bardzo, ale nic to nie zmieniało w tym, że to z kobietami można się było najlepiej dogadać, to kobiety zbudowały najlepsze części tego świata, to kobiety, którym tak chętnie chciano odbierać prawa, były piękne, wspaniałe i mądre, no spójrzcie tylko na Victorię. Gdyby ktoś próbował jej wmówić, że bycie homoseksualistą było wyborem, to wyśmiałaby go gorzko - bo czy ty widziałeś człowieku, jakie są kobiety - czy ktokolwiek wybrałby bycie gejem z własnej woli?
Sarah odetchnęła głośno.
- To jest barhdzo dużo informacji - przyznała otwarcie, ale sekundę później uniosła dłonie w obronnym geście i szybko dodała - ale nie za dużo, oczywiście! Po p'ostu tam się wydarzyło tak dużo rzeczy. Zastanawiam się, czy na pewno powinno patszeć się na to holistycznie, tak jak to rh'obili wszyscy, któlych o to pytałam dotychczas, czy może... - wstała na moment, żeby wyciągnąć z szuflady jednej z komód pergamin i ołówek - to wcale nie są puzzle, tylko niezależne od siebie zdarzenia. - Zasunęła ją z lekkim stęknięciem. Chuderlawe ręce ledwo radziły sobie z tak solidnymi, starymi konstrukcjami z litego drewna. Macmillan wyglądała, jakby się miała zaraz przewrócić od zwyczajnego funkcjonowania. - Wiesz, dlaczego Beltane i Samhain nazywane są najważniejszymi sabatami w kole rhoku?
Usiadła znów naprzeciw.
- Nie wpuścili mnie na Polanę, chociaż to ważne dla mnie miejsce kultu - zamilkła na moment. - Więc nie wiem, jak ona te'az wygląda, a ty?
Prawdziwie skomplikowanym był jednak potok słów, jakim obdarowywała ją Victoria. Może powinna robić sobie jakieś fizyczne notatki? Nie wiedziała, nie rozumie i nie wie - to się powtarzało najczęściej, ale było najmniej istotne. Te istotne fragmenty ginęły gdzieś w tym, jak wiele jej mówiono, a Sarah... nie była najgłupszym człowiekiem na świecie, ale nie była też człowiekiem o niebywale wyrobionej percepcji, żeby w ogóle zrozumieć, o czym Lestrange do niej mówi, musiała się niesamowicie skupić. Jej mina nie wyrażała więc wiele poza tym, że jej słuchała, że nie odpłynęła myślami nigdzie daleko - brak uśmiechu, brak przytakiwania - po prostu płynęła razem z tą historią i próbowała nie utonąć na rwących wodach emocji, jakie druga z Zimnych wiązała z nocą Beltane.
O Matko, jak to porównała do tego, co powiedział jej Atreus... Nie to, żeby coś do niego miała (oprócz nadziei, że się jednak poczuje samotny i postanowi ją odwiedzić), ale o Matko przenajświętsza, co na nich wszystkich patrzy z tarczy Księżyca na nocnym niebie - dlatego właśnie uważała, że mężczyźni byli z zupełnie innej planety niż kobiety. Skłamałaby wielce mówiąc, że jej do nich nie ciągnęło, bo ciągnęło ją do nich aż za bardzo, ale nic to nie zmieniało w tym, że to z kobietami można się było najlepiej dogadać, to kobiety zbudowały najlepsze części tego świata, to kobiety, którym tak chętnie chciano odbierać prawa, były piękne, wspaniałe i mądre, no spójrzcie tylko na Victorię. Gdyby ktoś próbował jej wmówić, że bycie homoseksualistą było wyborem, to wyśmiałaby go gorzko - bo czy ty widziałeś człowieku, jakie są kobiety - czy ktokolwiek wybrałby bycie gejem z własnej woli?
Sarah odetchnęła głośno.
- To jest barhdzo dużo informacji - przyznała otwarcie, ale sekundę później uniosła dłonie w obronnym geście i szybko dodała - ale nie za dużo, oczywiście! Po p'ostu tam się wydarzyło tak dużo rzeczy. Zastanawiam się, czy na pewno powinno patszeć się na to holistycznie, tak jak to rh'obili wszyscy, któlych o to pytałam dotychczas, czy może... - wstała na moment, żeby wyciągnąć z szuflady jednej z komód pergamin i ołówek - to wcale nie są puzzle, tylko niezależne od siebie zdarzenia. - Zasunęła ją z lekkim stęknięciem. Chuderlawe ręce ledwo radziły sobie z tak solidnymi, starymi konstrukcjami z litego drewna. Macmillan wyglądała, jakby się miała zaraz przewrócić od zwyczajnego funkcjonowania. - Wiesz, dlaczego Beltane i Samhain nazywane są najważniejszymi sabatami w kole rhoku?
Usiadła znów naprzeciw.
- Nie wpuścili mnie na Polanę, chociaż to ważne dla mnie miejsce kultu - zamilkła na moment. - Więc nie wiem, jak ona te'az wygląda, a ty?
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.