16.10.2023, 12:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2023, 12:46 przez Olivia Quirke.)
Uśmiechnęła się lekko na propozycję Aveliny.
- A jak inaczej ma się nauczyć, jeśli zawsze będziemy za niego sprzątać? - zapytała retorycznie, bo doskonale wiedziała, że i tak ogarnie co się da bez jego pomocy. Nie lubiła jak rodzice darli koty, ale mimo tego wiedziała, że bardzo się kochali. Mimo lekkiej apodyktyczności matki ona i jej ojciec tworzyli naprawdę zgrane małżeństwo. Chociaż nie mogła powiedzieć, żeby mieszkanie razem z nimi nie zaczynało jej uwierać. Niby nie mieli nic przeciwko, ale Olivia czuła, że powoli nadchodził czas na wyfrunięcie z gniazda. Problem w tym, że nie była w stanie całkowicie odciąć się od rodziców - przynajmniej jeszcze. I tutaj niczym rycerz na białym rumaku przychodziła z pomocą Avelina.
Quirke podsunęła Avelinie śmieszną filiżankę - dużą, ze spodkiem, w różowe i czerwone róże, ze złotymi brzegami. Porcelana była chyba jedną z tych lepszych, ale była kompletnie nie do pary z tą filiżanką, którą wzięła sobie ruda. Jej filiżanka była czarna, ze wzorem przypominającym konstelacje. Jakby się tak zastanowić, to dużo rzeczy tutaj pozornie do siebie nie pasowało, nie tylko babcine naczynia, do których każdy z Quirków miał ogromny sentyment.
- Wiem, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że powinnam być wiesz. Bardziej obecna - powiedziała, przygotowując herbatę. W tej kwestii nie ufała czajnikowi ani magii. Musiała idealnie dobrać temperaturę wody i z zegarkiem w ręku odmierzyć czas parzenia. Inaczej herbata byłaby za mocna lub za bardzo dymna, przynajmniej na jej standardy. A gdyby zrobiła się gorzka, to całość mogłaby wylać do kibla. - Ostatnio uciekają mi całe dnie i miesiące, włóczę się sama po Londynie a mogłabym z kimś. Nawet nie po to, żeby rozmawiać, ale żeby być.
Westchnęła, zerkając na wskazówki zegara. Wyciągnęła metalowe jajko-zaparzacz i odwróciła się do Aveliny.
- Mówisz, że brakuje ci wrażeń? Nie jestem pewna, czy sprostam wyzwaniu klątwy miłosnej - zaśmiała się cicho, ale jakoś tak dziwnie. Jakby coś ukrywała. A może to było tylko wrażenie? Olivia ostrożnie nalała herbaty do filiżanki Aveliny. - Potrzebuję porady. To trochę samolubne, że tak po prostu i wprost pytam, gdy miałaś tyle problemów, ale matka ostatnio tak wchodzi mi na głowę, że czuję, że to czas.
Nalała i sobie, a potem usiadła na wygodnym krześle z poduchą w niebiesko-białe pasy. Quirke nachyliła się i splotła dłonie przed filiżanką z parującą herbatą. Miała dymny aromat i nieco palony posmak, zaskakująco łagodny i tylko z odrobiną ziemnej nuty. Mało goryczki, zero słodyczy, za to wędzone aromaty tylko podkręcały dziwną mieszankę smaku.
- Wiesz. Żeby mieć coś swojego zawodowo i prywatnie. Mieszkanie lub pokój. Własnych klientów. Odciąć pępowinę, rozumiesz. Muszę to zrobić za jednym zamachem, bo i mieszkam z rodzicami, i pracuję z matką. I tu właśnie jest problem, bo… Nie wiem jak się pracuje na swoim, wszystko załatwia ona - wyrzuciła z siebie, napinając nieco mięśnie szczęki. Trochę żałowała, że zamiast słuchać rodzicielki, zaszyła się w pracowni i bawiła w alchemika. Teraz może i wiedziała co i jak warzyć, ale co robić by otworzyć własny sklep - nie miała pojęcia. - A ty przecież pracujesz u kogoś, więc tak myślałam… Bo praktycznie robisz wszystko, więc może. Byś miała jakieś rady?
- A jak inaczej ma się nauczyć, jeśli zawsze będziemy za niego sprzątać? - zapytała retorycznie, bo doskonale wiedziała, że i tak ogarnie co się da bez jego pomocy. Nie lubiła jak rodzice darli koty, ale mimo tego wiedziała, że bardzo się kochali. Mimo lekkiej apodyktyczności matki ona i jej ojciec tworzyli naprawdę zgrane małżeństwo. Chociaż nie mogła powiedzieć, żeby mieszkanie razem z nimi nie zaczynało jej uwierać. Niby nie mieli nic przeciwko, ale Olivia czuła, że powoli nadchodził czas na wyfrunięcie z gniazda. Problem w tym, że nie była w stanie całkowicie odciąć się od rodziców - przynajmniej jeszcze. I tutaj niczym rycerz na białym rumaku przychodziła z pomocą Avelina.
Quirke podsunęła Avelinie śmieszną filiżankę - dużą, ze spodkiem, w różowe i czerwone róże, ze złotymi brzegami. Porcelana była chyba jedną z tych lepszych, ale była kompletnie nie do pary z tą filiżanką, którą wzięła sobie ruda. Jej filiżanka była czarna, ze wzorem przypominającym konstelacje. Jakby się tak zastanowić, to dużo rzeczy tutaj pozornie do siebie nie pasowało, nie tylko babcine naczynia, do których każdy z Quirków miał ogromny sentyment.
- Wiem, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że powinnam być wiesz. Bardziej obecna - powiedziała, przygotowując herbatę. W tej kwestii nie ufała czajnikowi ani magii. Musiała idealnie dobrać temperaturę wody i z zegarkiem w ręku odmierzyć czas parzenia. Inaczej herbata byłaby za mocna lub za bardzo dymna, przynajmniej na jej standardy. A gdyby zrobiła się gorzka, to całość mogłaby wylać do kibla. - Ostatnio uciekają mi całe dnie i miesiące, włóczę się sama po Londynie a mogłabym z kimś. Nawet nie po to, żeby rozmawiać, ale żeby być.
Westchnęła, zerkając na wskazówki zegara. Wyciągnęła metalowe jajko-zaparzacz i odwróciła się do Aveliny.
- Mówisz, że brakuje ci wrażeń? Nie jestem pewna, czy sprostam wyzwaniu klątwy miłosnej - zaśmiała się cicho, ale jakoś tak dziwnie. Jakby coś ukrywała. A może to było tylko wrażenie? Olivia ostrożnie nalała herbaty do filiżanki Aveliny. - Potrzebuję porady. To trochę samolubne, że tak po prostu i wprost pytam, gdy miałaś tyle problemów, ale matka ostatnio tak wchodzi mi na głowę, że czuję, że to czas.
Nalała i sobie, a potem usiadła na wygodnym krześle z poduchą w niebiesko-białe pasy. Quirke nachyliła się i splotła dłonie przed filiżanką z parującą herbatą. Miała dymny aromat i nieco palony posmak, zaskakująco łagodny i tylko z odrobiną ziemnej nuty. Mało goryczki, zero słodyczy, za to wędzone aromaty tylko podkręcały dziwną mieszankę smaku.
- Wiesz. Żeby mieć coś swojego zawodowo i prywatnie. Mieszkanie lub pokój. Własnych klientów. Odciąć pępowinę, rozumiesz. Muszę to zrobić za jednym zamachem, bo i mieszkam z rodzicami, i pracuję z matką. I tu właśnie jest problem, bo… Nie wiem jak się pracuje na swoim, wszystko załatwia ona - wyrzuciła z siebie, napinając nieco mięśnie szczęki. Trochę żałowała, że zamiast słuchać rodzicielki, zaszyła się w pracowni i bawiła w alchemika. Teraz może i wiedziała co i jak warzyć, ale co robić by otworzyć własny sklep - nie miała pojęcia. - A ty przecież pracujesz u kogoś, więc tak myślałam… Bo praktycznie robisz wszystko, więc może. Byś miała jakieś rady?