- Jasne, możemy poczekać, przecież chyba nigdzie mi nie uciekniesz. - Powiedziała spokojnie, chociaż może właśnie tego się bała. Nie chciała, żeby Cameron się rozmyślił, zależało jej na tym, żeby wszystko faktycznie zaczęło się układać. Pośpiech jednak nigdy nie był przyjacielem, a szkoda, bo sama Wood najchętniej każdy pomysł realizowałaby od razu, bez zastanowienia. W tym przypadku jednak zależało jej na tym, aby wszystko szło według tego, co Lupin sobie zaplanował. Zdawała sobie sprawę, że on też chce się czuć potrzebny i dojść do tego małymi krokami, będą mogli się bardziej cieszyć z tego sukcesu, jeśli wszystko pójdzie po ich myśli.
- No dzięki, ładnie nas podsumowałeś. - Zaśmiała się, bo mimo tej dziwnej sytuacji nie opuszczał jej dobry humor, chociaż nie miała pojęcia, co się tutaj właściwie wydarzyło. Ten krzak się palił, chwilę wcześniej teraz już nie i Bulstrode przepadł gdzieś w pizdu. Dobrze, że nie była to Brenna tylko on, bo wtedy faktycznie zaczęłaby panikować.
- Urok, iluzja? Tylko właściwie po co i dlaczego? - Nie wiedziała czemu miałoby służyć pojawianie się i znikanie aurora i palącego się krzaka na łące. Gdzie tu był jakikolwiek sens? Ta cała sprawa jej się nie podobała i była bardzo dziwna.
- Myślę, że tak będzie najlepiej. Ona się zna na wszystkim, na pewno będzie miała jakiś pomysł. - Nie to, co my.. Czasem miała wrażenie, że praktycznie nic nie wie i że to, że spędziła w szkole większość czasu na boisku miało z tym wiele wspólnego. Teraz wychodziły jej braki w wiedzy, tyle, że Cameron uczył się najwięcej z jej wszystkich znajomych i też nie bardzo wiedział z czym mają do czynienia, może więc to nie było nic standardowego? Pewnie dopiero się okaże.
Udali się więc w stronę posiadłości Longbottomów, gdzie Heather miała zamiar skonsultować się z Brenną. Miała nadzieję, że uda im się tam na nią trafić, bo wiedziała, że partnerka jest dosyć mocno zabiegana.