16.10.2023, 13:55 ✶
Macmillan upiła wielki łyk tej czerwonej pigwówki i otarła usta. Mogłaby dla klimatu jeszcze otrzeć oczy ze wzruszenia, że jej daje takie głębokie życiowe rady, ale nawet ona ze swoim upośledzeniem percepcji mogła spojrzeć prawdzie w oczy - typ się po prostu chciał do niej dojebać, chociaż ewidentnie sobie żartowała. Ale dobra, Sarah, weź się w garść. To, że ten cały Leviathan nie miał za grosz poczucia humoru, jeszcze nie znaczyło, że jest najgorszym człowiekiem na świecie. Miał tutaj naprawdę silną konkurencję, bo musiał zmierzyć się między innymi z mordercami rodziny Charles'a, tymi świrami Borginami, Salazarem Slytherinem, który żył w niej jak jebany pasożyt, Lordem Voldemortem (znając jej niesamowite szczęście - kolejnym kandydatem do jej ręki, pewnie mama by się ucieszyła gdyby okazał się jej kuzynem), jej bratem, tym kolesiem co odwiedził sabat Ostara i przez godzinę narzekał na to, że w bezmięsnych pasztecikach nie było ani grama mięsa... mogłaby tak wymieniać jeszcze długo.
- Nic nie pszychodzi ci do głowy? To dobrze...? Chyba.
Jeszcze jeden łyk.
- O to, że za mało mówię, albo że nie mówię głośno - celowo nie dodała, wyraźnie, nie chcąc wystawiać się na jakiś przytyk - maltwić się nie musisz, ale tak, wyjechałabym gdybym nie miała innego wybo'u. - Bo była naiwna, zdaniem niektórych była też głupia, czasami zachowywała się, jakby przez kompleksy nie miała szacunku do siebie, ale... to nie zmieniało nic w tym, że gdyby ktoś z kim miałaby dzielić nazwisko, dom i dzieci by jej nie szanował, to nawet najsilniejszy rytuał i najlepiej wrzucony na pal wianek nie pomoże, o czym przekonał się miesiąc temu młody Rookwood.
Usłyszawszy ostatnie zdanie, które Leviathan wypowiedział, Sarah cmoknęła ustami, jakby chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Przez moment milczała, jakby analizowała wszystkie za i przeciw zanim jednak się przemoże do pokazania, jaka wielka przepaść charyzmy dzieliła go z tym pajacem, po czym odsunęła sobie stołek barowy stojący przy blacie, usiadła na nim i spojrzała na niego z tak głębokim zdziwieniem, że przykryło czar nawet jej buzi.
- A czego ty oczekiwałeś, zgadzając się na arhanżowane małżeństwo, jak nie tego, że o wyjście za ciebie pophrosili mnie nasi ojcowie? Bo chyba nie wyob'ażałeś sobie, że mnie uwiodłeś na odległość, masz w sobie nap'awdę mało magii kiedy tam stoisz jak st'ach na whróble, zamiast się ze mną napić i coś o sobie opowiedzieć. Chciałam ci zadać pytania o twoje życie, o ciebie, żeby się jakoś poznać. Po co żeś tu przyjechał?
- Nic nie pszychodzi ci do głowy? To dobrze...? Chyba.
Jeszcze jeden łyk.
- O to, że za mało mówię, albo że nie mówię głośno - celowo nie dodała, wyraźnie, nie chcąc wystawiać się na jakiś przytyk - maltwić się nie musisz, ale tak, wyjechałabym gdybym nie miała innego wybo'u. - Bo była naiwna, zdaniem niektórych była też głupia, czasami zachowywała się, jakby przez kompleksy nie miała szacunku do siebie, ale... to nie zmieniało nic w tym, że gdyby ktoś z kim miałaby dzielić nazwisko, dom i dzieci by jej nie szanował, to nawet najsilniejszy rytuał i najlepiej wrzucony na pal wianek nie pomoże, o czym przekonał się miesiąc temu młody Rookwood.
Usłyszawszy ostatnie zdanie, które Leviathan wypowiedział, Sarah cmoknęła ustami, jakby chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Przez moment milczała, jakby analizowała wszystkie za i przeciw zanim jednak się przemoże do pokazania, jaka wielka przepaść charyzmy dzieliła go z tym pajacem, po czym odsunęła sobie stołek barowy stojący przy blacie, usiadła na nim i spojrzała na niego z tak głębokim zdziwieniem, że przykryło czar nawet jej buzi.
- A czego ty oczekiwałeś, zgadzając się na arhanżowane małżeństwo, jak nie tego, że o wyjście za ciebie pophrosili mnie nasi ojcowie? Bo chyba nie wyob'ażałeś sobie, że mnie uwiodłeś na odległość, masz w sobie nap'awdę mało magii kiedy tam stoisz jak st'ach na whróble, zamiast się ze mną napić i coś o sobie opowiedzieć. Chciałam ci zadać pytania o twoje życie, o ciebie, żeby się jakoś poznać. Po co żeś tu przyjechał?
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.