On zazwyczaj musiał się do tych luster schylać, ale też lubił swoją masę, wzrost i strach, który wzbudzał, gdy gdzieś się pojawiał. Przyglądanie się jej było teraz jego nową rozrywką. Czas mijał, a on nie wiedział co miał począć. Chciał się zabawić, liczył na jakąś niedoświadczoną dziewczynkę, którą rzucono mu na pożarcie, a zamiast tego dostał ją. Miał zamiar wystraszyć niedoszłą narzeczoną, a teraz miał nie lada problem, bo nie wiedział, co chciała od niego Lycoris. Pojawili się tu na prośbę swojej rodziny. Vincent bardziej na rozkaz pod karą zamknięcia w wieży, a Lycoris zapewne z ciekawości. Przesunął dłonią po swojej brodzie i rozsiadł się wygodniej. Nienawidził tych restauracyjnych stoliczków – przy nim przypominały czasami stoliki dla dzieci. Czuł się coraz bardziej niekomfortowo, więc ściągnął marynarkę i podwinął rękawy koszuli, bo robiło się ciepło, albo to ona tak na niego działała. Czy był masochistą? Nigdy o tym nie myślał; ale naprawdę miał ochotę zabawić się z modliszką. Westchnął ciężko i wypił zawartość szklanki. Pstryknął na kelnera, aby przyszedł i podał jeszcze jedną szklankę z whisky.
Parsknął, ale już tego bardziej nie skomentował – nie potrzebował od niej miłych słów. Była idealna taka jaka była. Mogła być posągiem zimnym jak lód, ale jemu to nie przeszkadzało. Wiedział, że miała w sobie coś więcej, ale tego nie pokazywała. Wiedział też, że miała dobrą pamięć, więc nie zamierzał jej dodawać jakichś niepotrzebnych informacji. Była Lycoris Black; małą suką ze szkoły, która zatruwała mu życie, ale jednocześnie sprawiała, że każdy dzień w tamtym miejscu miał sens.
Patrząc na jej osobę, na jej włosy, oczy chłodne i nieprzejednane, ostre rysy twarzy – chciał ich dotknąć, chciał poczuć fakturę jej twarzy, ale nie drgnął nawet na chwilę. Po prostu łapał jej widok jak obserwuje się ładne obrazy w muzeach. Jego brat był miłośnikiem sztuki, więc chcąc nie chcąc był obyty z dziełami świata.
– A co podoba ci się? – on zawsze lubił się uśmiechać, a przez życie szedł po prostu drwiąc z wszystkiego. Przynajmniej nikt nie zostawał w nim na zbyt długo.
– Nie, będziesz musiała to zjeść – przekrzywił głowę – Więc czemu się tu zjawiłaś? – po chwili pojawił się przed nim kolejny drink i talerz z przystawkami.