Maya podskoczyła słysząc za plecami hałas. Odwróciła się i spojrzała na chłopaka z delikatną obawą, ale szybko się zreflektowała i uniosła podbródek prostując się jak struna. Była czujna niczym jastrząb na polowaniu. Gdy zobaczyła tylko chłopaka wiążącego buty odwróciła się i poszła dalej udając, że wie dokąd zmierza. Jego gwizdanie zdecydowanie nie pomogło. W jej głowie zaczęło się roić, że może to jakiś psychopata? W dodatku bała się, że gdzieś na ulicach spotka Desmonda, a tego cholernie nie chciała. Ze spotkania z dawnym przyjecielem nie wyszłaby cało. Usłyszała jak chłopak zbliżył się do niej, więc zmusiła się do tego, aby spojrzeć na niego chłodno. Starała się nie wyrażać swojego strachu, próbowała panować nad emocjami, aby nie pojawiły się na jej włosach, czy twarzy. Mężczyzna się odezwał i powiedział zdecydowanie coś, czego się nie spodziewała.
– Po co ci są te informacje? – zapytała marszcząc brwi. Wiedziała, że wiele osób przez jej aparycje brało ją za dziecko, ale nic nie mogła na to poradzić. Nie urosła i tyle. Jej twarz wyrażała niedowierzanie, gdy chłopak zapytał ją o bycie oprychem. Dosłownie spojrzała na niego z delikatnie ukrywaną pogardą i niedowierzeniem.
– To ja powinnam zadać tobie to pytanie? – sama nie była pewna, czy spotkała jakiegoś przebiegłego gwałciciela, czy po prostu idiotę.