12.11.2022, 20:43 ✶
Zamaskowany czarodziej, któremu wydał to polecenie nie zawahał się ani przez chwilę i uniósł różdżkę w stronę witryny sklepowej, intonując właściwe zaklęcie. A gdy wiązka tego zaklęcia sięgnęła swojego celu, stało się to, co miało się stać. Sam sklep został zdemolowany. Przebywający w jego wnętrzu ludzie zostali poważnie ranni albo nawet pozbawieni życia. Dzięki wyczarowanej przez Yaxleya i Deborah tarczy, zdołali uniknąć bezpośrednich następstw wywołanej przez nich eksplozji w postaci obrażeń od deszczu szklanych odłamków, drewnianych szczap czy kamiennych ścian. Jednakże wszechobecny pył w dużej mierze osiadał na ich czarnych szatach, niczym śnieg w zimowy dzień. Nie zwracał na to uwagi. Oczyszczeniem jego szat zajmie się służący w rodowej posiadłości skrzat domowy.
Zdemolowanie frontu oraz wnętrza lokalu, jak i krzyki ofiar nie pozwoliły mu osiąść na laurach. Nie był to koniec ich zadania, które stanowiło część czegoś większego. O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jego powodzenie zależało od działań innych grup popleczników Czarnego Pana i tego, czy uda się jego ludziom wykonać powierzone im zadania. Zakładał margines błędu, jednak to nie oznaczało, że grupę która nie sprostała swoim obowiązkom powita z otwartymi ramionami i ciepłym słowem, jakby tylko otrzymali Trolla z pracy domowej w szkole magii. Po wszystkim oczekiwał ustnego sprawozdania ze strony każdej z grup, które pozwoli mu określić kto powinien zostać nagrodzony stosowną pochwałą, kto zostanie wzorem do naśladowania, a kto zasłuży na karę i jak po tej misji wypadną morale. Odniesiony triumf dodaje zawsze skrzydeł, porażka je podcina. Wysokie morale zawsze popychały ludzi do walki. Nawet jeśli przyjdzie czynić im rzeczy wielkie i w świetle prawa niegodziwe.
W chwili, w której Deborah przekroczyła próg zdewastowanego sklepu miotlarskiego, on sam zwrócił się w stronę ulicy. Na której pośród opadającego pyłu dostrzegł pierwsze sylwetki pięciu Brygadzistów oraz pierwsze wiązki zaklęć z ich różdżek, posłanych w ich stronę.
— Protego! — Unosząc różdżkę wzniósł potężną tarczę, po której rozproszeniu przystąpił do ataku. — Drętwota! — Rzucone przez niego zaklęcie błysnęło na czerwono, przebijając się przez osłonę stojącego w pierwszym szeregu funkcjonariusza. Padł on jak długi na ziemię, bez przytomności oraz zostając z miejsca otoczonym przez swojej kolegów po fachu. Nie stanowili dla niego żadnego wyzwania. Cechowała ich także słabość oraz ograniczała ich konieczność działania zgodnie z prawem. Jego sojusznicy będą mogli wesprzeć go w tym starciu, gdy już wykończą tych, którzy zdołali przetrwać ten wybuch. W tym czasie znów musiał wyczarować tarczę, gdyż już wymiana zaklęć rozgorzała na dobre. Następnie rzucił niewerbalnie zaklęcie Levicorpus, mające zawiesić przeciwnika za kostkę u nogi, głową ku dołowi. Drugi Brygadzista zdołał uchronić się przed działaniem tego zaklęcia.
Słowa: 420
Zdemolowanie frontu oraz wnętrza lokalu, jak i krzyki ofiar nie pozwoliły mu osiąść na laurach. Nie był to koniec ich zadania, które stanowiło część czegoś większego. O ile wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jego powodzenie zależało od działań innych grup popleczników Czarnego Pana i tego, czy uda się jego ludziom wykonać powierzone im zadania. Zakładał margines błędu, jednak to nie oznaczało, że grupę która nie sprostała swoim obowiązkom powita z otwartymi ramionami i ciepłym słowem, jakby tylko otrzymali Trolla z pracy domowej w szkole magii. Po wszystkim oczekiwał ustnego sprawozdania ze strony każdej z grup, które pozwoli mu określić kto powinien zostać nagrodzony stosowną pochwałą, kto zostanie wzorem do naśladowania, a kto zasłuży na karę i jak po tej misji wypadną morale. Odniesiony triumf dodaje zawsze skrzydeł, porażka je podcina. Wysokie morale zawsze popychały ludzi do walki. Nawet jeśli przyjdzie czynić im rzeczy wielkie i w świetle prawa niegodziwe.
W chwili, w której Deborah przekroczyła próg zdewastowanego sklepu miotlarskiego, on sam zwrócił się w stronę ulicy. Na której pośród opadającego pyłu dostrzegł pierwsze sylwetki pięciu Brygadzistów oraz pierwsze wiązki zaklęć z ich różdżek, posłanych w ich stronę.
— Protego! — Unosząc różdżkę wzniósł potężną tarczę, po której rozproszeniu przystąpił do ataku. — Drętwota! — Rzucone przez niego zaklęcie błysnęło na czerwono, przebijając się przez osłonę stojącego w pierwszym szeregu funkcjonariusza. Padł on jak długi na ziemię, bez przytomności oraz zostając z miejsca otoczonym przez swojej kolegów po fachu. Nie stanowili dla niego żadnego wyzwania. Cechowała ich także słabość oraz ograniczała ich konieczność działania zgodnie z prawem. Jego sojusznicy będą mogli wesprzeć go w tym starciu, gdy już wykończą tych, którzy zdołali przetrwać ten wybuch. W tym czasie znów musiał wyczarować tarczę, gdyż już wymiana zaklęć rozgorzała na dobre. Następnie rzucił niewerbalnie zaklęcie Levicorpus, mające zawiesić przeciwnika za kostkę u nogi, głową ku dołowi. Drugi Brygadzista zdołał uchronić się przed działaniem tego zaklęcia.
Słowa: 420