16.10.2023, 19:28 ✶
- Musisz się naprawdę beznadziejnie znać na wężach, sko'o nie wiesz jakie bajki lubią. A znasz chociaż bajkę o wężu? Tą, że masz ssSSSsspieldalać? - Napuszyła się, a potem spróbowała go przedrzeźnić i całkiem dobrze jej to wyszło. - PlAwDoPoDobNie DlAtEgO, żE iCh NiE PodAłeM. No co ty kulwa nie powiesz, błyskotliwy człowieku. Przedstaw mi się po phrostu, zanim cię gdzieś zgłoszę.
Na atak różdżką nie miał co liczyć, ale Macmillan posiadała w sobie coś kompletnie innego - była młoda i cholernie wygadana, od pewnego czasu narastała w niej też silna złość, w dupie też miała jego mniemanie o sobie. Najpierw Charles, później ten cholernik Leviathan. Jej ojciec, jej brat, jej znajomi, koledzy, przypadkowi ludzie i najwyraźniej teraz zaginieni krewni - wszyscy zachowywali się wobec niej tak podle, może po prostu miała już dosyć i dlatego się tak zdenerwowała... No bo ileż można traktować ją bez krzty szacunku. Dlaczego ona o wszystko musiała tak zaborczo walczyć, kiedy innym przychodziło to tak po prostu? Cathal miał pecha, albo jeżeli lubił się przepychać z gówniarami, szczęście, bo trafił na nią w naprawdę złym dla niej momencie.
- Szczerze, to nie dziwię się.
Najwyraźniej nie miała zamiaru upierać się w tym, że jest podobna do matki. Czyli posiadała oczy.
Komu to niby przeszkadzało? No a kto stał przed nim i zwracał mu uwagę? Jakiś taki nietęgi był umysłem ten jegomość. Węże? Mogły tego peta zjeść przez przypadek i zrobić sobie krzywdę. Duchy? Duchy też lubiły ładne miejsca i wbrew temu co mówił, wcale nie czuły się odrzucone przez to miejsce.
- Mi - powiedziała to jakoś głośniej, niż innego słowa składające się na tę wypowiedź - to przeszkadza pszeokhrutnie, nie po to Matka dała nam taki piękny świat, żeby go zaśmiecać. Wiesz, jak to potem wygląda? Idziesz zwiedzać jakieś piękne, opuszczone miejsca, zachwycasz się widokami antycznych rhuin, a na środku znajdujesz papielki po cukielkach.
Ale oprócz miłości Macmillan do natury, było w tym jeszcze drugie, już nie tak pompatyczne dno.
- Nie musisz być dla mnie miły, ale nie śmieć p h r o s z ę w miejscu, któle później ja muszę sprzątać. - Znowu zmarszczyła nos. - I nie mów w imieniu duchów.
Na atak różdżką nie miał co liczyć, ale Macmillan posiadała w sobie coś kompletnie innego - była młoda i cholernie wygadana, od pewnego czasu narastała w niej też silna złość, w dupie też miała jego mniemanie o sobie. Najpierw Charles, później ten cholernik Leviathan. Jej ojciec, jej brat, jej znajomi, koledzy, przypadkowi ludzie i najwyraźniej teraz zaginieni krewni - wszyscy zachowywali się wobec niej tak podle, może po prostu miała już dosyć i dlatego się tak zdenerwowała... No bo ileż można traktować ją bez krzty szacunku. Dlaczego ona o wszystko musiała tak zaborczo walczyć, kiedy innym przychodziło to tak po prostu? Cathal miał pecha, albo jeżeli lubił się przepychać z gówniarami, szczęście, bo trafił na nią w naprawdę złym dla niej momencie.
- Szczerze, to nie dziwię się.
Najwyraźniej nie miała zamiaru upierać się w tym, że jest podobna do matki. Czyli posiadała oczy.
Komu to niby przeszkadzało? No a kto stał przed nim i zwracał mu uwagę? Jakiś taki nietęgi był umysłem ten jegomość. Węże? Mogły tego peta zjeść przez przypadek i zrobić sobie krzywdę. Duchy? Duchy też lubiły ładne miejsca i wbrew temu co mówił, wcale nie czuły się odrzucone przez to miejsce.
- Mi - powiedziała to jakoś głośniej, niż innego słowa składające się na tę wypowiedź - to przeszkadza pszeokhrutnie, nie po to Matka dała nam taki piękny świat, żeby go zaśmiecać. Wiesz, jak to potem wygląda? Idziesz zwiedzać jakieś piękne, opuszczone miejsca, zachwycasz się widokami antycznych rhuin, a na środku znajdujesz papielki po cukielkach.
Ale oprócz miłości Macmillan do natury, było w tym jeszcze drugie, już nie tak pompatyczne dno.
- Nie musisz być dla mnie miły, ale nie śmieć p h r o s z ę w miejscu, któle później ja muszę sprzątać. - Znowu zmarszczyła nos. - I nie mów w imieniu duchów.
she is passion embodied,
a flower of melodrama
in eternal bloom.
a flower of melodrama
in eternal bloom.