16.10.2023, 19:44 ✶
Uśmiech przebiegł przez usta Cathala, krótki, jakby rozbawiony, ale niemal natychmiast znikł. Mógłby odpowiedzieć, że zrobiłaby większe wrażenie, gdyby potrafiła wymówić poprawnie słowo „spierdalać” – ale tak naprawdę nie czuł potrzeby walki na słowa ze stojącą przed nią dziewczyną czy udowadniania jej czegokolwiek właściwie. Po co miałby wytykać jej tę ułomność, skoro z pewnością zdawała sobie z tejże sprawę sama?
Chociaż nie. Nie miał do niej wiele szacunku. Ten Cathal miał tylko do określonych jednostek. Ale niekoniecznie musiał się z tym nadmiernie obnosić.
– Nie krępuj się. W ogrodach posiadłości, która nie należy właściwie do nikogo, i na teren której mogą wejść wyłącznie członkowie konkretnego rodu, pewien mężczyzna, którego nazwiska nie znam, i o którym nic nie wiem, niecnie stał i palił papierosa… To będzie najbardziej fascynujące zgłoszenie w Biurze Brygady tego tygodnia. Nie wiem, jak sobie poradzę z tym tłumem funkcjonariuszy, którzy ruszą moim śladem – zachęcił ją, niemalże łagodnym tonem.
Jeśli szło o antyczne ruiny, to Cathal akurat całkiem się z nią zgadzał. Ich nie należało zaśmiecać. Problem polegał na tym, że dla niego to nie było przepiękne, opuszczone miejsce – coś wartego podziwiania, zwiedzania, przetrwania w ogóle.
To było siedlisko jadowitych węży, i wcale nie miał na myśli tych, które pełzały w hodowli.
Naprawdę powinien puścić je z dymem, ale wtedy Slytherin w jego głowie prawdopodobnie dostałby szału i nie dawał mu spokoju przez kolejne pół roku.
– Nie ma tu niczego wartego zachowania – skwitował. Ale kiedy powiedziała proszę, sięgnął po różdżkę – i nie, nie wycelował w dziewczynę, a machnął drewnem, unicestwiając resztkę po papierosie. Skoro aż tak jej zależało i faktycznie zamierzała to potem sprzątać (na litość bogini, za żadne skarby nie potrafił zrozumieć dlaczego), nic go nie kosztował ten gest. A chociaż po części z czystego, wrodzonego uporu, który często wytykali mu bliscy współpracownicy, wciąż się nie przedstawiał, nie musiał iść w zaparte w przypadku papierosa, skoro tak ładnie prosiła.
– Na twoim miejscu martwiłbym się raczej tymi szalejącymi roślinami, nie jednym niedopałkiem – dorzucił, po czym po prostu ruszył w bok, w ścieżkę, wiodącą na tyły posiadłości. Chciał przekonać się, jak sytuacja z nadmiernie rozplenioną roślinnością wyglądała tam. Do licha, może sama ziemia zapragnęła pozbyć się pozostałości po Gauntach?
@Sarah Macmillan
Chociaż nie. Nie miał do niej wiele szacunku. Ten Cathal miał tylko do określonych jednostek. Ale niekoniecznie musiał się z tym nadmiernie obnosić.
– Nie krępuj się. W ogrodach posiadłości, która nie należy właściwie do nikogo, i na teren której mogą wejść wyłącznie członkowie konkretnego rodu, pewien mężczyzna, którego nazwiska nie znam, i o którym nic nie wiem, niecnie stał i palił papierosa… To będzie najbardziej fascynujące zgłoszenie w Biurze Brygady tego tygodnia. Nie wiem, jak sobie poradzę z tym tłumem funkcjonariuszy, którzy ruszą moim śladem – zachęcił ją, niemalże łagodnym tonem.
Jeśli szło o antyczne ruiny, to Cathal akurat całkiem się z nią zgadzał. Ich nie należało zaśmiecać. Problem polegał na tym, że dla niego to nie było przepiękne, opuszczone miejsce – coś wartego podziwiania, zwiedzania, przetrwania w ogóle.
To było siedlisko jadowitych węży, i wcale nie miał na myśli tych, które pełzały w hodowli.
Naprawdę powinien puścić je z dymem, ale wtedy Slytherin w jego głowie prawdopodobnie dostałby szału i nie dawał mu spokoju przez kolejne pół roku.
– Nie ma tu niczego wartego zachowania – skwitował. Ale kiedy powiedziała proszę, sięgnął po różdżkę – i nie, nie wycelował w dziewczynę, a machnął drewnem, unicestwiając resztkę po papierosie. Skoro aż tak jej zależało i faktycznie zamierzała to potem sprzątać (na litość bogini, za żadne skarby nie potrafił zrozumieć dlaczego), nic go nie kosztował ten gest. A chociaż po części z czystego, wrodzonego uporu, który często wytykali mu bliscy współpracownicy, wciąż się nie przedstawiał, nie musiał iść w zaparte w przypadku papierosa, skoro tak ładnie prosiła.
– Na twoim miejscu martwiłbym się raczej tymi szalejącymi roślinami, nie jednym niedopałkiem – dorzucił, po czym po prostu ruszył w bok, w ścieżkę, wiodącą na tyły posiadłości. Chciał przekonać się, jak sytuacja z nadmiernie rozplenioną roślinnością wyglądała tam. Do licha, może sama ziemia zapragnęła pozbyć się pozostałości po Gauntach?
@Sarah Macmillan