Czy peszyło ją, że Sauriel się na nią patrzył – oczywiście, ale się do tego nie chciała przyznać. To ona zwykle obserwowała ludzi mało kiedy się wychylając z cienia. Wolała zdecydowanie być kimś nie wyróżniającym się z tłumu, ale teraz miała idealny moment do tego, aby mogła poćwiczyć pewność siebie. W końcu chciała wyjść z cienia, chciała zabłysnąć, ale czy jej osobowość się do tego nadawała? W szkole była odrobinę do przodu, każdą nieprzyjemną znajomość niszczyła sarkazmem i nawet odrobiną przekleństw. Wolała tam też chować się i nie wychylać, więc zostało jej niewiele szkolnych znajomości w aktualnym życiu – tylko ci, którzy byli na tyle uparci, aby ją wyciągać gdziekolwiek – jak teraz Sauriel. Napisał do niej, więc przybyła, ale czy sama by się do niego zgłosiła o spotkanie? Nie wiedziała, ale jeśli kiedykolwiek będzie chciał ją gdzieś wyciągnąć przyjmie jego zaproszenie z przyjemnością.
Skuliła się trochę, gdy zaczął targać jej włosy. Nie znosiła tego, jej włosy zawsze ciężko się układało. Na pierwszym roku miała czasami szopę na głowie, bo nie mogła ich opanować. Dopiero z czasem zaczęła wchodzić w świat kosmetyków do pielęgnacji włosów, aby były takie jak chciała. Nic więc dziwnego, że zaczęła się bronić przed jego atakiem, ale udało jej się nawet wykrzesać z siebie śmiech. Sauriel był zdecydowanie zbyt otwarty, ale było w tym coś urokliwego.
– Nie dotykaj moich włosów, błagam – wydusiła z siebie – Nie masz pojęcia, co musze robić, aby jakkolwiek normalnie wyglądały – wytknęła do niego język próbując jakoś je ułożyć. Miała takie szczęście, że w świecie magii istniała teleportacja i nie musiała wracać do domu przez miasto w rozwalonych włosach. – Oh, chciałabym umieć pierdolić głupoty, jak to ująłeś – uśmiechnęła się nawet szeroko. Widać było, że zaczynała się rozluźniać. Wypiła do końca wodę i cicho westchnęła.
Podziwiała go nawet w tym jak prosto podchodził do życia. Nie wiedziała o wszystkich jego ciemnych występkach, których się dopuszczał, ale czasami dobrze spędzało jej się czas przy osobie, która nie próbowała być w jakikolwiek sposób wobec niej wyrozumiała, czy delikatna. Mówił, co chciał nawet jak mogło ją to zranić, ale zazwyczaj nie raniło. Przyjmowała wszystkie słowa na klatę. Z Aveliny nie szło trudno wyciągnąć opowieści. Po prostu jeśli ktoś nie zadał jej pytania to nie mówiła, jeśli ktoś nie chciał od niej czegoś wiedzieć, to nie mówiła. Sama z siebie nigdy nie zaczynała mówić – chyba, że ktoś o coś poprosił. Oczywiście sekretów nie zdradzała, bo każdy miał swoje granice przyzwoitości nawet jeśli były na pierwszy rzut oka zatarte.
Gdy Sauriel rzucił zaklęcie i nagle poszły iskry Avelina krzyknęła i zachwiała się na krześle, na którym siedziała. Z jej ust wydostało się krótki kurwa, a potem z ulgą odetchnęła, bo na szczęście nie poleciała na glebę i nie nabiła sobie żadnego siniaka. Zaśmiała się cicho i położyła dłoń na swojej klatce piersiowej. Spojrzała na Sauriela sprawdzając, czy jest cały. Był.
– Już się tego pozbyłam. Spokojnie, ale było ciężko, jeśli będziesz potrzebować w tym pomocy to też mogę ci pomóc, ale nie zdejmę z ciebie klątwy, bo tego nie potrafię. – pokręciła głową zdecydowanie nie chcąc wspominać tamtego okresu. – Dzięki – powiedz to tym wszystkim mężczyzną w jej życiu. Jeden wrzuca wianek na pal, a potem znika. Drugi porzuca cię w Hogwarcie i wraca z ofertą przyjaźni po kilku latach. – Mam dwadzieścia sześć lat i zero perspektyw na partnera. Jak do trzydziestki nikogo nie znajdę idę do zakonu – odpowiedziała zarzucając nogę na nogę z lekkim uśmiechem. – Zimnowanie? – zapytała widząc jego zdenerwowanie pod tym tytułem. – O, co u Stanleya? – zapytała. Dawno nie miała z nim kontaktu. W szkole o dziwo pomógł jej z pojedynkami. Nie była w nich nadal perfekcyjna, ale coś tam pamiętała.