Myśli mu uciekały, żadnej nie potrafił pochwycić na dłużej niż kilka chwil. Jednym uchem słuchał wywodu ojca, drugim wszystkie słowa wylatywały, wolne od przymusu pozostania w jego głowie. Słyszał pojedyncze słowa, ale sensu monologu złapać nie mógł. Był po prostu rozkojarzony, a rozkojarzenie było tragiczne, jeśli pracowałeś właśnie nad renowacją delikatnych antyków... Cieszył się więc gdy rodzice zaprosili go na obiad. Miał nadzieję, że odpędzą te chmury, w których pływał, zanim będzie za późno i przez nieuwagę zrobi coś głupiego. Zaraz... jakie było pytanie...? Bo ojciec ewidentnie się go o coś zapytał, spoglądając na niego wymownie, ale Kayden na tę chwilę miał w głowie pustkę, a na twarzy minę, jakby się dopiero co obudził i to w nie swoim łóżku. - Wybacz, ojcze, nie słuchałem... - Mruknął z lekkim zakłopotaniem, na co mężczyzna parsknął cicho i pokręcił głową z politowaniem. - Zauważyłem. Mówiłem teraz kompletnie bezsensowne rzeczy i patrzyłem, jak kiwasz głową. Cieszę się, że jesteś skłonny do nauki nurkowania, ale to chyba nie twoja domena... - Andreas zmarszczył brwi. - Słuchaj, co się do ciebie mówi. - Kayden byłby przewrócił oczami kompletnie nie po dżentelmeńsku, ale się wstrzymał i tylko zwrócił oczy w stronę ogrodów matki, pełnych róż, firletek, hortensji i białych jaśminowców. Kwiaty pięknie kwitnące o tej porze lata. Skupił uwagę na tym, co mówił do niego ojciec, starając się nie spoglądać na wszystko rozmarzonymi oczami. Doprawdy... był dorosły, a myśli miał tak dziecinne, że aż dostawał od nich migreny... Wciąż wracały tylko do jednej osoby, od której nie potrafił się odpędzić nawet wtedy, gdy naprawdę chciał skoncentrować się na pracy. Ile razy wczoraj włożył pędzel po malowaniu werniksem do herbaty? Lepiej tego nie wspominać...
Wrócił więc na ziemię, słuchając wywodu swojego ojca i co jakiś czas wtrącając swoje trzy grosze, aż nie dotarli pod drzwi domostwa. Gdy tylko się otworzyły, rozmowa ucichła, a zamiast niej pojawiło się słoneczne oblicze jego matki. - Mon cher fils, dobrze, że jednak jesteś, synu! - Powitał go radosny głos i drobne dłonie na jego twarzy, przez co nie potrafił się nie uśmiechnąć. Uśmiech jednak długo nie zagościł na bladej twarzy, usuwając się w kąt przed zaskoczeniem. No bo... ah... Laurent? Fakt, że się go tu nie spodziewał, było lekkim niedopowiedzeniem. Jego reakcja była stłumiona, bo w ogólnym rozgardiaszu trochę zaginęła jak we mgle. Tutaj pojawił się skrzat, żeby zabrać od ojca Kaydena teczkę, tu Abeille już witała męża w domu i zamykała drzwi, trajkocząc coś o wystawie i zgarniając tym samym jego uwagę na siebie, a Kayden...? A Kayden odnalazł rezon, a w tym i swój spokojny uśmiech, którym obdarzył Laurenta po przyjacielsku, mrużąc lekko oczy. - Witaj, Laurencie. Jeśli chcesz uciec przed moją gadatliwą rodzicielką, teraz jest okazja. - Zaśmiał się cicho. Domyślał się, że sprowadziły go tu interesy i że owa wystawa miała coś wspólnego z New Forest, choć wiedział, że ciężko jest uciec od ćwierkania jego matki i zastanawiał się, czy blondyn nie jest czasem zmęczony jej towarzystwem. Słowa były oczywiście żartobliwe i bardziej je rzucił po to, by rozładować trochę atmosferę. Tak zapobiegawczo, jakby się bał tej niezręczności, jaka mogła paść między nimi. Nie lubił takich sytuacji, nie miał do nich cierpliwości. Wolał więc dmuchać na zimne. - Nonsens! Laurent zostanie na obiedzie, prawda? - Zapytała z nadzieją Abeille, wpatrując się w blondyna z łagodnym uśmiechem na ustach. Jego ojciec jak na razie milczał, nie chcąc się wtrącać i z ciekawością przyglądał się rozgrywającej się scenie. Był to mężczyzna wyższy od Kaydena o parę centymetrów, z ciemnym zarostem, brązowymi włosami, w których widać było pasma siwizny i przenikliwymi, szarymi oczami. Widać, że to jego małżonka była tutaj sercem domu. I głosem. Tym, który zagadywał gości. - Duszko? Duszko! Przygotujcie ze Zmorkiem stół na tarasie. Zjemy na zewnątrz, taka piękna pogoda... - Wygląda na to, że Pani Delacour cieszyła się niezmiernie i promieniała, mając pod dachem gości i już naganiała domowe skrzaty do pracy.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)