• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[14.06.1972] Laurent & Kayden | Show me the meaning of being lonely

[14.06.1972] Laurent & Kayden | Show me the meaning of being lonely
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
17.10.2023, 10:28  ✶  

Niezręczność była najgorszym koszmarem, jaka mogła napotkać człowieka. Nie wpadał często w takie sytuacje, ale niestety się zdarzało, kiedy druga osoba bardzo nie rozumiała słowa "nie". I to byłoby najgorsze, co mogłoby ich spotkać tu i teraz. Laurent teraz zwątpił. Jego głowa zwątpiła. Zaczęło się od nieznośnego poczucia, że może sobie pomyśleć [Kayden], że go co najmniej prześladuje (bogowie, nie zdarzyło mu się to w życiu), albo że jest zwyczajnym natrętem, który nie wie, kiedy przestać. Skoro więc tak, to czy to wszystko było prawdą? Teraz miał wrażenie, że mu się śniło. I że ten dworek też mu się śnił. Tak absurdalnie bajeczny, idealnie pasujący do jego księcia z bajki. To było szalone, jakaś płachta przysłaniała mu rzeczywistość. Opadała na oczy i zamykała je za kurtyną. Z drugiej strony... wcale nie chciał tej kurtyny zrywać. Była najpiękniejszym, co widział w życiu. Była tak ożywiającym i napychającym energią doznaniem, że Laurent myślał: mogę stawić czoła wszystkiemu. Mógł być dzielny, walczyć z paniką, nadal gnać do przodu w swoich pragnieniach zmienienia tego świata na lepsze. Mógł chować blizny, znosić ciężkiego ojca, kryć pierwsze siwe włosy, które zdobiły jego głowę pod zaklęciami transmutacji i błyszczeć. Och, tak, jak błyszczał teraz nie błyszczał nigdy w swoim życiu. Poeci nazywali to motylkami w brzuchu, ale on nie czuł motylków w brzuchu - raczej czuł anielskie skrzydła, na których mógł swobodnie latać, albo i stado tych motyli wokół siebie, tworzących różowy puszek chmurki wznoszącej go do samego Nieba. Tylko - czy to na pewno prawdziwe..? Powstrzymał odruch uszczypnięcia się.

- Dzień dobry. - Odezwał się ciepło, radośnie, przymykając oczy w szerokim uśmiechu. Zerwałby promienie słońca z nieba i zaplótł z nich kolię, by w ramach kamieni osadzić w niej porwane z nieba gwiazdy. Wręczył tę kolię na powitanie z Kaydenem, ale niestety - mógł się tylko uśmiechnąć. Może to letnie słońce znajdzie chociaż jeden promyczek, by mu pożyczyć, żeby w tym uśmiechu mógł go przekazać..? Nie gorące, nie wywołujące pot na karku, ale wieńczące całą jasność i blask w jednym geście czy grymasie. Świat był zbyt biedny, żeby był w stanie przekazać wszystko, czego pragnął, temu przystojnemu mężczyźnie zwanego przez pomyłkę chyba "człowiekiem". Bliżej mu było do istoty niebiańskiej, do tych osławianych urodą wił, do Boga. Musiał chociaż jednym palcem dotknąć boskości, jak na sławnym obrazie Stworzenia Adama. Zanim jednak powieki rozchylił, żeby z ciekawością spojrzeć na Abeille, kobieta sama wpadła między wymianę zdań. - Rozmowy z panią to czysta przyjemność. Kiedy ktoś tworzy tak wspaniałe dzieła sztuki sam staje się najdoskonalszym z nich. - Ach, gładziutki język, gładziutki język tęczowego węża... Kiedy to wszystko było szczere! Ta kobieta była... wspaniała. Jego myśli biegały wokół "co gdyby" - co, gdyby moja mama taka była..? Ale te myśli w końcu potrafiły biegać po najróżniejszych drogach. Natomiast jeśli chodzi o propozycję, to przesunął z lekką niepewnością spojrzeniem na Kaydena, drgnął, bo nie chciał tego samego - tworzyć jakiejś niezręcznej sytuacji i nie bardzo wiedział, czy to by było w ogóle... w porządku. - Nie chciałbym przeszkadzać w rodzinnym obiedzie... - Wrócił znów spojrzeniem do kobiety.

- Ach, Laurencie! Bzdura, koniecznie musisz zostać! - Kobieta uśmiechnęła się pięknie na komplement, zanim zaczęła dyrygować skrzatem, by ta na pewno przyszykowała jedno nakrycie więcej. Tak, zdecydowanie radości jej nie brakowało, chyba wyznawała zasadę the more the merrier. Blondyn uśmiechnął się z rozczuleniem.

- Chyba jednak już za późno. - Zażartował w kierunku Kaydena.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Kayden Delacour (646), Laurent Prewett (1226)




Wiadomości w tym wątku
[14.06.1972] Laurent & Kayden | Show me the meaning of being lonely - przez Laurent Prewett - 14.10.2023, 21:38
RE: [14.06.1972] Laurent & Kayden | Show me the meaning of being lonely - przez Kayden Delacour - 17.10.2023, 02:35
RE: [14.06.1972] Laurent & Kayden | Show me the meaning of being lonely - przez Laurent Prewett - 17.10.2023, 10:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa