17.10.2023, 21:04 ✶
Co tu się nie działo? Cuda wianki. I to nie te same, co Godryk Gryffindor zawieszał mojej Avelinie, tylko takie niemieszczące się w głowie. Gdybym wiedział, że Longbottomowie to tacy furiaci, poszukałbym pomocy gdzieś indziej, wśród swoich przyjaciół czy na Śmiertelnym Nokturnie, byleby nie mieć do czynienia z Danielle Longbottom... Ale stało się, więc byłem zmuszony wziąć to na klatę.
Tylko jak miałem być silny i cywilizowany, kiedy Paxton gryzła mnie w rękę? Byłem w aż tak dogłębnym szoku i na dodatek tak mocno mnie ugryzła, że mimowolnie wypuściłem różdżkę z rąk. Obiła się z brzdękiem o podłogę. Musiałem jej przyznać srogą wygraną, bo nieczęsto pozwalałem na wytrącanie mi różdżki z ręki, na ogrywanie mojej osoby. Toć to było poniżej godności Augustusa Rookwooda, a tu na dodatek kończył z wielkim odciśniętym śladem po zębach Aveliny. Ja kończyłem z wielkim odciśniętym śladem po zębach Aveliny. A to wszystko wina Gryffindora i tej paskudnej klątwy, gdyż byłem pewien, że moja Avelina by mi czegoś takiego nie zrobiła.
- OSZALAŁAŚ?! - zapytałem podniesionym głosem, w pierwszym takim wrażeniu, ale to tylko dlatego że mnie to zabolało nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Plus, godziło w moją męską dumę. Zaraz się zreflektowałem. - Jak niby mamy ci pomóc, skoro Longbottom oszalała? Potrzebujemy klątwołamacza w pełni sił psychicznych. Trzeba wezwać BUM by ją zneutralizowali. Zagraża nie tylko nam, ale też społeczeństwu - zauważyłem, bo to nie było normalne zachowanie.
Zerknąłem na swoją rękę. Nie miałem pojęcia, jak się wytłumaczę Imogen. Musiałem zażyć eliksir i Avelina była mi to winna jak nic. Potarłem te znamię po jej zębach, po czym schyliłem się by podnieść swoją różdżkę. Nie zamierzałem się z nią rozstawać ani na chwilę dłużej, mimo że umiałem w magię bezróżdżkową. Przyzwyczajenie i pozory, i zamierzałem trzymać gardę, gdyby ta wariatka zamierzała jeszcze rzucać we mnie zaklęciami.
- Strofuj ją, a nie strofujesz mnie... Bolało - odparłem do Aveliny, żeby nie miała wątpliwości. Cóż, pewnie i tak nie zamierzała się tym zanadto przejąć, bo przecież wzdychała go kogoś innego, kogoś, kto właściwie nie istniał i był tylko błaznem, aktorem. Niesamowicie mnie to mierziło. Gnój. Dorwałbym go i zgniótł jak robaka.
Tylko jak miałem być silny i cywilizowany, kiedy Paxton gryzła mnie w rękę? Byłem w aż tak dogłębnym szoku i na dodatek tak mocno mnie ugryzła, że mimowolnie wypuściłem różdżkę z rąk. Obiła się z brzdękiem o podłogę. Musiałem jej przyznać srogą wygraną, bo nieczęsto pozwalałem na wytrącanie mi różdżki z ręki, na ogrywanie mojej osoby. Toć to było poniżej godności Augustusa Rookwooda, a tu na dodatek kończył z wielkim odciśniętym śladem po zębach Aveliny. Ja kończyłem z wielkim odciśniętym śladem po zębach Aveliny. A to wszystko wina Gryffindora i tej paskudnej klątwy, gdyż byłem pewien, że moja Avelina by mi czegoś takiego nie zrobiła.
- OSZALAŁAŚ?! - zapytałem podniesionym głosem, w pierwszym takim wrażeniu, ale to tylko dlatego że mnie to zabolało nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Plus, godziło w moją męską dumę. Zaraz się zreflektowałem. - Jak niby mamy ci pomóc, skoro Longbottom oszalała? Potrzebujemy klątwołamacza w pełni sił psychicznych. Trzeba wezwać BUM by ją zneutralizowali. Zagraża nie tylko nam, ale też społeczeństwu - zauważyłem, bo to nie było normalne zachowanie.
Zerknąłem na swoją rękę. Nie miałem pojęcia, jak się wytłumaczę Imogen. Musiałem zażyć eliksir i Avelina była mi to winna jak nic. Potarłem te znamię po jej zębach, po czym schyliłem się by podnieść swoją różdżkę. Nie zamierzałem się z nią rozstawać ani na chwilę dłużej, mimo że umiałem w magię bezróżdżkową. Przyzwyczajenie i pozory, i zamierzałem trzymać gardę, gdyby ta wariatka zamierzała jeszcze rzucać we mnie zaklęciami.
- Strofuj ją, a nie strofujesz mnie... Bolało - odparłem do Aveliny, żeby nie miała wątpliwości. Cóż, pewnie i tak nie zamierzała się tym zanadto przejąć, bo przecież wzdychała go kogoś innego, kogoś, kto właściwie nie istniał i był tylko błaznem, aktorem. Niesamowicie mnie to mierziło. Gnój. Dorwałbym go i zgniótł jak robaka.