Upartość w dokuczaniu miał na wysokim poziomie, ale Avelina nie czuła złości – wręcz przeciwnie było okej. Trochę jak z bratem, który próbuje udowodnić, że ma rację i wygra każdą potyczkę. Avelina w takich przepychankach nie miała żadnych szans. Był chuda i zdecydowanie za mało jadła. Zjedzenie ciastka od Nory i wypicie kawy niewiele jej dawały. Nie jadła też mięsa, więc i witamin jej brakowało. W aparycji była wręcz przeciwieństwem Sauriela, z charakteru też – może odrobinę w podejściu do życia byli podobni, bo oboje przede wszystkim polegali na sobie, a ludzi traktowali jak dodatek – dla Aveliny ludzie byli ważni, ale wolała swoje problemy rozwiązywać sama. Rzadko prosi innych o pomoc, ostatnio prosiła właśnie Augustusa przy złamaniu klątwy.
Gdy jej powiedział, że wygląda słodko zmrużyła oczy niczym polujący kot, ale nie rzuciła się na niego, spokojnie. Avelina lubiła przyglądać się ludziom, ale raczej ich nie atakowała. Jakby miała kogoś zabić to zapewne zrobiłaby to za pomocą trucizny i tak, aby nikt się nie domyślił, że to ona. Paxton nie należała do osób bojowych, ale nawet tego nie była w stanie ukryć.
– Już się tak nie podlizuj, nie uczysz się na ocenę – wytknęła mu język, ale czuła się naprawdę przez niego doceniona. Avelina nie płakała, gdy ktoś jej powiedział coś nie miłego. Sama nie należała w swoim żarcie do miłych osób. Raczej właśnie odpowiadała wrednie i sarkastycznie. Dobrze, że się śmiał ze swoich błędów, miło się patrzyło na kogoś, kto pozytywnie podchodził do wszystkiego, co robił. Widząc, że kolejne próby mu nie wychodziły Avelina skupiła się bardziej na jego sposobie rzucania tych czarów. – Rozluźnij się trochę – mruknęła.
Zaśmiała się cicho.
– Nie ma ludzi idealnych – zauważyła i pokiwała głową na słowa o tym, że musiało ją to dręczyć. – Nie musisz się tak poświęcać, nie znałam go, ale w czasie klątwy było naprawdę okropnie. Mam wrażenie, że zadziałała na mnie inaczej niż na innych. Miałam poczucie pustki i tęsknoty. Nie polecam nikomu. Z każdym dniem było coraz gorzej. – westchnęła wzdrygając się lekko. Teraz czuła to samo, ale wobec Augustusa i nie jest, aż tak potężne, bo nie jest spowodowane klątwą. – Moi rodzice nie będą szukać mi partnera raczej. Są zdania, że mogę sobie kogoś sama znaleźć – zaśmiała się niepewnie. Nawet nie chciałaby, aby ktoś jej szukał partnera. Nie rozumiała aranżowanych małżeństw, bo jednak wolałaby poznać lepiej tą drugą osobę niż jej deklarować, że będą razem na wieki wieków amen, a potem by się okazało, że zamiast się lubić czuliby do siebie wstręt. Avelina była ciężką osobą do kochania, a Sauriel mógł to zobaczyć. Ludzie lubią wygadane osoby, a ona? Siedziała cały czas w pracy. – Nawet bym nie chciała, aby mi ktoś szukał męża. Byłoby mi dziwnie. Chyba, że bym tą osobę znała, ale w sumie i tak byłoby dziwnie – wzruszyła ramieniem – Może mam po prostu pecha i źle wybieram partnerów – wyszczerzyła się nawet wesoło. Traktowała to jako kolejne doświadczenie, którego nie ominie. – Albo! Za mało wychodzę ze swojej pracy. Większość czasu tam spędzam, a zwykle przychodzą do mnie starzy ludzie po zrealizowanie jakiejś recepty i innego podobne osoby. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w jakimś barze – westchnęła.
– Stanley? Sadzi ogórki? Czy on z parapetu spadł? Jak go pamiętam to nie potrafił odróżnić mięty od pietruszki – otworzyła szerzej oczy i pokręciła głową – A u mnie? No jak już mówiłam nadal pracuje tam gdzie pracowałam odkąd skończyłam szkołę, ale w planach mam założenie swojego własnego miejsca z eliksirami. Apteka, sama bym oczywiście wszystko robiła, ale musiałabym ogarnąć dostawcę ziół i składników – wyjaśniła i podniosła się z krzesła. – Pamiętaj o intencji – machnęła różdżką i zamieniła zapałkę w igłę, a zaraz potem zmieniła ją z powrotem w zapałkę.