Gdy zaczął mówić Avelina zdążyła już do niego podejść. Słysząc o tym, że ma problemy ze snem było oczywiste, że się zmartwi. Złapała go za przedramię i poprowadziła na zaplecze cały czas uważnie słuchając. Jednym ruchem różdżki sprawiła, że na drzwiach zawisła plakietka nie przeszkadzać. Posadziła go na krześle przy niewielkim stoliczku, przy którym Avelina zwykle jadła śniadanie. Widziała jego zmęczenie i nie podobało jej się to. Nawet jeśli mało kiedy się do siebie odzywali, nawet jeśli w szkole związały ich tylko wspólny interes to i tak potrafiła wykrzesać z siebie na tyle dużo empatii, aby o niego zadbać.
– No już, spokojnie. Nie ma rzeczy, których nie jestem w stanie załatwić – uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco. Wstawiła wodę w czajniku, aby móc zaparzyć mu zioła pobudzające. W miejscu, w którym teraz byli wyglądało normalnie. Był tu niewielki aneks kuchenny, dwie szafki, na prywatne rzeczy i para drzwi prowadząca do miejsca, gdzie Avelina zwykle robiła eliksiry. – To było oczywiste, że będę w takim miejscu. Pracuję tutaj odkąd skończyłam szkołę – odpowiedziała. – Bez recepty nic ci nie sprzedam z tej apteki, ale mogę ci sprzedać ode mnie – odpowiedziała. Dla przyjaciół nie raz robiła własne eliksiry. Miała też zapas eliksirów na bezsenność, które uwarzyła dla Augustusa, więc mogła mu sprzedać akurat te. Podeszła do jednej ze szafek, która była jej prywatną i zaczęła w niej grzebać. Musiało to trochę zabawnie wyglądać, bo weszła tam do połowy; szafka miała powiększany środek. W końcu wyszła z niej i spojrzała na Stanleya trzymając kilka fiolek z eliksirem. – Mimo wszystko powinieneś iść z tym do Munga. To nie jest normalne, że nie sypiasz. Ile w ostatnim czasie spałeś? Ostatnio co chwilę ludzie przychodzą po te eliksiry. Oszaleliście chyba?! – burknęła pod nosem i zapakowała mu w papierową torebkę zapas eliksirów, napisała na niej cenę, a gdy czajnik zaczął gwizdać zaparzyła dla niego ziółka. – Trzymaj, wypij, powoli, pomoże ci trochę opanować myśli i na chwilę uśpi twoje zmęczenie – odpowiedziała. Usiadła na wolnym krześle i spojrzała na niego uważnie. – Byłam wczoraj u Sauriela, mówił, że sadzisz ogórki. Nie mów, że zająłeś się nauką przyrodniczą? – uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.