18.10.2023, 00:31 ✶
Trzeba było przyznać, że trener miał gest, ale za to oni - zawodnicy - uwielbiali tego na co dzień surowego czarodzieja. Okazja też była odpowiednia, czyli rocznica zdobycia mistrzostwa Ligii Anglii, chociaż Katapultom zdarzało się to kilkunastokrotnie. Dodatkowo była to też celebracja wejścia do półfinału tegorocznej Ligi. W rozgrywkach czekał ich trudny rywal, ale Aury o tym w tej chwili nie myślał, nawet kapitan zostawiał myśli o grze na boisku. Miał świetny humor, w wynajętych na ten cel Trzech Miotłach było pełno ludzi, a królowały jasna zieleń i czerwień. W najbliższym tłumie dostrzegał nie tylko kolegów z drużyny, sztab i kibiców, ale też członków rodzin, sympatyków, czy osoby zaprzyjażnione.
Przez chwilę wyobraził sobie, że jego ojciec mógłby dołączyć do świętujących, aby okazać synowi wsparcie lub dumę z awansu do półfinału. Wizja Umberta Selwyna pośród kibiców z kuflami napełnionymi do ostatniej kropli piwem imbirowym i napitkami zawierającymi procenty niemal go rozbawiła, odsunął jednak te myśli od siebie, zwłaszcza, że Tim Smith - kolega z drużyny go o coś zagadnął. Bramka Tima była jedną z decydujących czynników, które przyczyniły się do zwycięstwa, podczas gdy Selwyn dwoił się i troił, broniąc tyczek Katapult przed zmierzającym ku nim kaflom, nic więc dziwnego, że chłopak cieszył się powodzeniem, a wręcz wydawał się onieśmielony wzrostem popularności.
- Dobra robota, chłopie. - mruknął Aury, poszturchując kolegę przyjacielsko. Aury tego wieczoru dumnie nosił sżatę w zielono-czerwone pasy Katapult, a przy stoliku poza niektórymi członkami drużyny znajdowali się znajomi i przyjaciele jeszcze z czasów Hogwartu. Po chwili obok Tima pojawiła się wybranka jego serca - Mary Hallis, odciągając go na chwilę. Obejrzał się za nimi, ale w lokalu był zbyt duży ruch i szybko stracił ich z oczu. Na jego przystojną twarz wypłynął uśmiech wyrażający największe samozadowolenie.
Zaraz też przy stoliku pojawiła się Brenna niosąc ich napitki. Aury skwapliwie przyjął swój kufel. Jak się bawić, to się bawić.
- Nie wiedziałem, że piwnice Trzech Mioteł mają jakiś swój kres, ale skoro do tej pory nie wypito wszystkich zapasów kremowego piwa i innych napitków, które tam nagromadzono, to raczej jednak tak prędko to nie nastąpi. Z resztą Madame raczej nie narzeka, poza tym, że ma dużo pracy. - taka impreza mogła tylko przydać popularności lokalowi, o ile ten w ogóle jej potrzebował, bo zwykle i tak było tu sporo mieszkańców, czy uczniów Hogwartu.
- Co poradzisz, ma chłopak powodzenie - odpowiedział, po czym zmarszczył brwi, a ręka z kuflem wypełnionym płynem zawisła w drodze do jego ust, wydawał się nieoczekiwanie czymś skonfundowany. - O czym mówisz? Przecież to właśnie Mary go odciągnęła na bok, i nie wiem, czy czasem nie wyszli na zewnątrz. - urwał, odstawił naczynie i spojrzał w stronę, w którą Mary poprowadziła Tima, nie dostrzegł jednak żadnego z nich.
Przez chwilę wyobraził sobie, że jego ojciec mógłby dołączyć do świętujących, aby okazać synowi wsparcie lub dumę z awansu do półfinału. Wizja Umberta Selwyna pośród kibiców z kuflami napełnionymi do ostatniej kropli piwem imbirowym i napitkami zawierającymi procenty niemal go rozbawiła, odsunął jednak te myśli od siebie, zwłaszcza, że Tim Smith - kolega z drużyny go o coś zagadnął. Bramka Tima była jedną z decydujących czynników, które przyczyniły się do zwycięstwa, podczas gdy Selwyn dwoił się i troił, broniąc tyczek Katapult przed zmierzającym ku nim kaflom, nic więc dziwnego, że chłopak cieszył się powodzeniem, a wręcz wydawał się onieśmielony wzrostem popularności.
- Dobra robota, chłopie. - mruknął Aury, poszturchując kolegę przyjacielsko. Aury tego wieczoru dumnie nosił sżatę w zielono-czerwone pasy Katapult, a przy stoliku poza niektórymi członkami drużyny znajdowali się znajomi i przyjaciele jeszcze z czasów Hogwartu. Po chwili obok Tima pojawiła się wybranka jego serca - Mary Hallis, odciągając go na chwilę. Obejrzał się za nimi, ale w lokalu był zbyt duży ruch i szybko stracił ich z oczu. Na jego przystojną twarz wypłynął uśmiech wyrażający największe samozadowolenie.
Zaraz też przy stoliku pojawiła się Brenna niosąc ich napitki. Aury skwapliwie przyjął swój kufel. Jak się bawić, to się bawić.
- Nie wiedziałem, że piwnice Trzech Mioteł mają jakiś swój kres, ale skoro do tej pory nie wypito wszystkich zapasów kremowego piwa i innych napitków, które tam nagromadzono, to raczej jednak tak prędko to nie nastąpi. Z resztą Madame raczej nie narzeka, poza tym, że ma dużo pracy. - taka impreza mogła tylko przydać popularności lokalowi, o ile ten w ogóle jej potrzebował, bo zwykle i tak było tu sporo mieszkańców, czy uczniów Hogwartu.
- Co poradzisz, ma chłopak powodzenie - odpowiedział, po czym zmarszczył brwi, a ręka z kuflem wypełnionym płynem zawisła w drodze do jego ust, wydawał się nieoczekiwanie czymś skonfundowany. - O czym mówisz? Przecież to właśnie Mary go odciągnęła na bok, i nie wiem, czy czasem nie wyszli na zewnątrz. - urwał, odstawił naczynie i spojrzał w stronę, w którą Mary poprowadziła Tima, nie dostrzegł jednak żadnego z nich.