18.10.2023, 01:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2023, 01:02 przez Leviathan Rowle.)
Odprawili ten dziwaczny taniec, których chyba przydarzał się każdemu, kto musiał minąć się z drugą osobą. Zniecierpliwienie? Oczywiście, ale był to raczej wynik zaistniałego kręcenia się z prawej na lewą, a nie ewentualnego pośpiechu.
- Prosto? - powtórzył po niej, marszcząc przy tym brwi. Co ona, w niego chciała wejść? Podniósł dłoń, samym gestem zadając jej istotne w tym momencie pytanie, czyli zwykłe 'o co ci chodzi kobieto' i można by pomyśleć, że jej kolejne zdanie nieco te wątpliwości rozwieje, ale wcale tak nie było. Przez chwilę chyba był gotowy przyjąć jej rozwiązanie i zwyczajnie wykorzystać szansę, żeby przejść przez te drzwi i pójść w swoją stronę, ale dziewczyna wyraźnie miała do niego jakąś sprawę.
- Chodźże tutaj - i nie denerwuj mnie, wymruczał wreszcie do niej, kiedy oznajmiła, że w sumie to go szukała, ale w jego tonie nie było złości. Brzmiał bardziej jak zmęczony próbą nadmiernego komplikowania sobie życia. Wyciągnął do niej dłoń, łapiąc ją za szatę na wysokości łokcia i ciągnąc za sobą z korytarza przed drzwiami z powrotem do pokoju wspólnego. Tak, żeby nie musieli stać w przejściu i przeszkadzać innych.
- Znalazłaś mnie, wiec możemy powiedzieć, że teraz mam czas - rzucił, tonem gładkim niczym jedwab, jakby wcale nie przeszkadzało mu kręcenie się wokół siebie przed drzwiami, ani też zawracanie mu głowy. Wolał zwyczajnie załatwić co chciała teraz, kiedy już mieli siebie pod ręką i w sumie to nigdzie się im, a przynajmniej jemu, nie śpieszyło. Wypracowanie z zielarstwa mogło poczekać. - No więc, o co chodzi? - wolna dłoń mimowolnie przesunęła się po materiale szkolnej koszuli, którą miał na sobie, bo szata leżała zwinięta gdzieś w jego dormitorium. Może to była sprawa do prefekta? A jako prefekt, mógł prezentować się przynajmniej porządnie.
- Prosto? - powtórzył po niej, marszcząc przy tym brwi. Co ona, w niego chciała wejść? Podniósł dłoń, samym gestem zadając jej istotne w tym momencie pytanie, czyli zwykłe 'o co ci chodzi kobieto' i można by pomyśleć, że jej kolejne zdanie nieco te wątpliwości rozwieje, ale wcale tak nie było. Przez chwilę chyba był gotowy przyjąć jej rozwiązanie i zwyczajnie wykorzystać szansę, żeby przejść przez te drzwi i pójść w swoją stronę, ale dziewczyna wyraźnie miała do niego jakąś sprawę.
- Chodźże tutaj - i nie denerwuj mnie, wymruczał wreszcie do niej, kiedy oznajmiła, że w sumie to go szukała, ale w jego tonie nie było złości. Brzmiał bardziej jak zmęczony próbą nadmiernego komplikowania sobie życia. Wyciągnął do niej dłoń, łapiąc ją za szatę na wysokości łokcia i ciągnąc za sobą z korytarza przed drzwiami z powrotem do pokoju wspólnego. Tak, żeby nie musieli stać w przejściu i przeszkadzać innych.
- Znalazłaś mnie, wiec możemy powiedzieć, że teraz mam czas - rzucił, tonem gładkim niczym jedwab, jakby wcale nie przeszkadzało mu kręcenie się wokół siebie przed drzwiami, ani też zawracanie mu głowy. Wolał zwyczajnie załatwić co chciała teraz, kiedy już mieli siebie pod ręką i w sumie to nigdzie się im, a przynajmniej jemu, nie śpieszyło. Wypracowanie z zielarstwa mogło poczekać. - No więc, o co chodzi? - wolna dłoń mimowolnie przesunęła się po materiale szkolnej koszuli, którą miał na sobie, bo szata leżała zwinięta gdzieś w jego dormitorium. Może to była sprawa do prefekta? A jako prefekt, mógł prezentować się przynajmniej porządnie.