18.10.2023, 09:40 ✶
Gdy Avelina powiedziała, że ma lepszy pomysł, Olivia uniosła brwi. Nie spodziewała się takiej reakcji. Przewidywała, że Avelina zacznie ją teraz… nie, nie pouczać, ona taka nie była. Nauczać - tak, to było lepsze określenie. Że zasypie ją prawdziwym gradem porad, nieomal rozrysowując w umyśle Olivii plan na następne tygodnie. Ale Paxton ją zaskoczyła, nie pierwszy raz zresztą. Teraz to ona zamieniła się w słuch. Ruda dmuchnęła na taflę brązowej cieczy, zanim zdecydowała się umoczyć usta w naparze. Wyszedł całkiem nieźle, ale mogła trochę dłużej parzyć liście.
Słuchała więc Aveliny z uwagą, nawet za mocno siorbnęła herbatę, przez co gorąca ciecz oparzyła jej usta i język. W niebieskich oczach pojawiły się łzy, Olivia zakaszlała.
- Co ty mówisz? Myślałam, że przejmiesz sklep, w którym teraz pracujesz - nawet nie kryła zdziwienia, odstawiając filiżankę. Ta nie miała spodka, więc porcelana stuknęła delikatnie o blat. - No tak, też mam wrażenie, że ostatnio znalezienie mężczyzny graniczy z cudem, przypominającym oswojenie jednorożca.
Pokiwała głową. W jej oczach pojawił się lekki cień rozgoryczenia, ale szybko zniknął, zastąpiony podekscytowaniem.
- Naprawdę byś chciała? I to nie tylko sklep, ale też mieszkanie? - rozpromieniła się. Dosłownie - jakby nagle pogoda zaczęła im sprzyjać i promienie słońca przebiły się przez szyby, by paść na oblicze Quirke. - To by było cudowne! Jeśli tylko powiesz mi, jak prowadzić księgi i ustalać ceny, to nie będziemy miały sobie równych i dosłownie zmieciemy konkurencję.
Naprawdę w to wierzyła. Co z tego, że ich byli pracodawcy byli konkurencją - oni przetrwają, starsi czarodzieje i czarownice nie lubili zmian. Ale młodsi? Ta scena należała do nich.
- Mam trochę oszczędności, może niewiele, ale u Gringotta mam mały kopczyk, z tym że nie wiem kompletnie, od czego zacząć i na co zwracać uwagę podczas szukania - nie wiadomo czy mówiła o mieszkaniu, czy lokalu. Ale chyba o jednym i drugim.
Słuchała więc Aveliny z uwagą, nawet za mocno siorbnęła herbatę, przez co gorąca ciecz oparzyła jej usta i język. W niebieskich oczach pojawiły się łzy, Olivia zakaszlała.
- Co ty mówisz? Myślałam, że przejmiesz sklep, w którym teraz pracujesz - nawet nie kryła zdziwienia, odstawiając filiżankę. Ta nie miała spodka, więc porcelana stuknęła delikatnie o blat. - No tak, też mam wrażenie, że ostatnio znalezienie mężczyzny graniczy z cudem, przypominającym oswojenie jednorożca.
Pokiwała głową. W jej oczach pojawił się lekki cień rozgoryczenia, ale szybko zniknął, zastąpiony podekscytowaniem.
- Naprawdę byś chciała? I to nie tylko sklep, ale też mieszkanie? - rozpromieniła się. Dosłownie - jakby nagle pogoda zaczęła im sprzyjać i promienie słońca przebiły się przez szyby, by paść na oblicze Quirke. - To by było cudowne! Jeśli tylko powiesz mi, jak prowadzić księgi i ustalać ceny, to nie będziemy miały sobie równych i dosłownie zmieciemy konkurencję.
Naprawdę w to wierzyła. Co z tego, że ich byli pracodawcy byli konkurencją - oni przetrwają, starsi czarodzieje i czarownice nie lubili zmian. Ale młodsi? Ta scena należała do nich.
- Mam trochę oszczędności, może niewiele, ale u Gringotta mam mały kopczyk, z tym że nie wiem kompletnie, od czego zacząć i na co zwracać uwagę podczas szukania - nie wiadomo czy mówiła o mieszkaniu, czy lokalu. Ale chyba o jednym i drugim.