Mogły tę rozmowę przeprowadzić kiedykolwiek indziej, bo faktycznie czas i miejsce raczej kiepsko nadawało się do tego typu pogawędki, plotek i wspominek o Hogwarcie. Zamiast tego cierpliwie przecież czekały na kupca, który podejrzewany był o czarnoksięstwo, skoro chciał dla siebie jednorożce – a rytuałów, do których mógł użyć ich niesamowitej krwi, było przecież całkiem sporo…
Ta sowa i ją zaskoczyła, bo ta noc była taka cicha i spokojna… I wydawałoby się, że wszystko mają pod kontrolą, a teleportacja Apolla wprost na drzewo przegoniła wszystkie ptaki. Najwyraźniej byli tak dobrze zamaskowani, że sowa nie bała się siąść na drzewie, a leciała tak cicho, że nikt nie zwrócił na nią uwagi… I masz ci babo placek.
Apollo, sparaliżowany, nie miał się jak dobrze trzymać i spadł z łoskotem, ale Victoria nie miała czasu się w tym momencie nim przejmować, skoro teleportowała się tuż za plecy potencjalnego czarnoksiężnika. W tym samym czasie Brenna też rzuciła się z dachu wprost na mężczyznę, i niczym kocica (a nie żadna wilczyca) wylądowała z łapami na nim, obalając go na ziemię. Lestrange zdążyła tylko unieść brwi, bo facet był na tyle gibki (albo przylepił sobie różdżkę do ręki), ze zaraz raził zaklęciem jej przyjaciółkę – wystarczająco, by z niego zeszła i już odwrócił się w kierunku brunetki.
Victoria zaś machnęła różdżką, chcąc za pomocą Expelliarmusa wytrącić mu jego zabaweczkę z ręki – zawsze to większa szansa na to, że przestanie się tak wierzgać i razić ich wszystkich dookoła zaklęciami.
Translokacja
Sukces!
Akcja nieudana