18.10.2023, 20:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2024, 20:35 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Była jesień: ta najpaskudniejsza jesień, tuż przed nadejściem zimy, kiedy niebo pokrywają szare chmury, wszędzie pełno jest błota, a wiatr lubi porywać parasole, mające chronić przed co rusz padającym deszczem. W drugiej połowie listopada nawet Dolina Godryka stawała się jakoś brzydka. Las widoczny z okien jednego z górnych pięter Strażnicy sprawiał ponure wrażenie.
A może Brennie tylko tak się wydawało, bo w tym roku jakoś wszystko było bardziej szare, bardziej ponure i bardziej brzydkie niż w poprzednim. Mniej więcej od tego ranka przed kilkoma dniami, kiedy z nagłówków gazet zaczęły krzyczeć informacje o Voldemorcie, a ten cudny pseudonim padał raz za razem z radia (jeszcze nie bali się go używać – jeszcze było słowem kluczem w tym przypadku).
Wpadła do Strażnicy na podobieństwo huraganu. Najpierw przebyła oczywiście ścieżkę wśród gąszczu, przez który drogę torowało zaklęcie, a potem zbliżyła się do budynku, sprawiającego takie wrażenie, jakby miał zaraz się zawalić, nim dostała się do środka. Przewinęła się przez przygotowywane tutaj pracownie z notatnikiem, zajrzała do wszystkich szafek, a teraz rozsiadła się na parapecie. Okno otworzyła – może nie powinna, na zewnątrz było chłodno, ale po prostu potrzebowała powietrza – i absolutnie nierozważnie zwiesiła nogi na tę niewłaściwą stronę. Czerwono – złoty szalik, trochę już wyblakły po latach od intensywnego użytkowania, owinęła tak, że zakrywał jej szyję, ramiona i częściowo plecy, chroniąc nieco przed chłodniejszymi powiewami. W ręku trzymała ten swój nieszczęsny notatnik i zapisywała w nim listę dłuuugich zakupów, które powinna dokonać na Pokątnej.
Nie była najostrzejszym nożem w szufladzie, ale miała do zaoferowania Zakonowi dwie rzeczy, czyli swoje życie i swoje pieniądze. Ta druga mogła przydać się bardziej.
Drgnęła i omal nie wypadła z okna, kiedy kątem oka wyłapała czyjś ruch. Chociaż niby wiedziała, że tutaj nie powinien wejść nikt niepowołany… Odwróciła głowę błyskawicznie, pióro upuściła na podłogę, sięgając po różdżce… ale to był tylko Cain.
– Merlinie, zawieś sobie dzwoneczek na szyi! – zażądała, posyłając mu uśmiech. – W ogóle nie słyszałam, jak tutaj wchodziłeś. Co, Moody już cię wciągnął? – spytała. Pewnie sama by do niego pobiegła, ale zakładała, że albo Alastor, albo Patrick, i tak przewiążą go ładną wstążeczką i sprezentują Dumbledore’wi niczym najpiękniejszy prezent. A jej obecność tutaj... No, chyba nie powinna go dziwić, tak jakby znali się nie od dzisiaj, jeżeli nawet Brenna nie pobiegłaby do miejsca, gdzie można narazić życie, to jakimś cudem wszystko złożyłoby się tak, że i tak by tam trafiła. Nawet gdyby miał ją po prostu porwać dziwny podmuch wiatru. – Przyszedłeś obejrzeć Strażnicę czy na kogoś czekasz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.