• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were

[5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
18.10.2023, 21:54  ✶  

To były chyba najtrudniejsze dni jej życia – w tym sensie, że w życiu nie była tak słaba i tak zmęczona. I nigdy nie było jej tak zimno. Tak kurewsko zimno, jakby siedziała w samym lodowatym piekle, gdzie został tylko płacz i zgrzytanie zębami (z zimna). Przez te ostatnie dwa dni nawet gdyby chciała nie opuściłaby domu, jej ukochany ogródek nie istniał, ledwo stała na nogach, trzęsła się i na domiar wszystkiego – tęskniła za tym cholernym wampirem, jakby właśnie był jej odkrytą miłością życia. Nie rozumiała tego, ale… starała się przejść nad tym do porządku dziennego, bo nic przecież nie da użalanie się nad sobą. I tak cały swój wolny czas poświęciła na spanie (czy tam na próby spania, chociaż była tak cholernie zmęczona, że nawet nie potrzebowała do tego eliksirów), gapienie się w przestrzeń albo w piwnicy, warząc eliksiry najróżniejszej maści, sprawiając że zapasy jakie mieli w domu topniały w zastraszającym tempie. Czuła się słaba, jakby jej ciało ledwo mogło unieść jej ciężar, a widmo bólu, który rozdzierał każdą komórkę jej ciała… cóż. Nadal pamiętała jak to bolało. I najgorsza miesiączka świata czy inne kamienie nerkowe nie bolało jak to.

Była niepewna, czy podoła pracy. I prawdę mówiąc wcale nie chciała jej podołać. Czy nie zrobiła już dość? Czy nie weszła w same ognie, by dostać się do Limbo i stanąć oko w oko z Lordem Voldemortem? Kazał im klęknąć przed sobą – i nie zrobiła tego. A nawet stanęła naprzeciwko… czego właściwie? Zostań. Poczekaj tu z nami na innych. Tamten głos kusił, ale Lestrange wiedziała, że ma jeszcze dużo do zrobienia. Dużo do przeżycia… Chciała żeby dano jej spokój. I nie wierzyła, że uda jej się pójść w teren, że sobie tam poradzi. Dlatego napisała do Harper i poprosiła, żeby na jakiś czas pozwoliła jej zostać w Biurze, bo choć domyślała się ile jest pracy (i wcale nie chciała do niej iść), to zwyczajnie i tak tylko by przeszkadzała. Okazało się też, że roboty papierkowej to było po czubek głowy, a nawet i więcej.

Całe szczęście.

Nie była dzisiaj ubrana całkowicie przepisowo – to znaczy nie miała tych ciężkich, wiązanych butów, bo i tak nie poszłaby w teren. Spodnie zamieniła na spódnicę, ale poza tym nie było większych zmian – nadal była na czarno, nadal miała koszule i marynarkę, po prostu wyglądała jak typowa biurwa, tyle że z odznaką aurora. Była blada, miała nieco podkrążone oczy, choć pociągnięte czernią kąciki i długie rzęsy nieco odwracały od tego uwagę. Poza tym wyglądała po prostu schludnie – uczesana, z rozpuszczonymi włosami zebranymi z tyłu delikatnie klamrą,z torebką na ramieniu – musiała ja wziąć, bo gdzieś musiała zabrać wszystkie swoje leki i eliksiry, jakie kazał jej brać ojciec. Nic poza tym się nie zmieniło. Nigdy nie była ruchliwa, zwykle powolna w swojej egzystencji raczej milczącej niż gadatliwej, choć nie można było powiedzieć że była nieśmiała, nic z tych rzeczy. Ludzie, którzy znali ją bardziej, mogli liczyć na całkiem spory potok słów, to przed nieznajomymi była całkowicie cicha.

I całkowicie chłodna w obyciu – a teraz to już w ogóle była zimna, chociaż naprawdę niespecjalnie.

Listownie dostała wiadomość, że przydzielono jej partnera, który pokój teraz zajmuje i że wszystkie jej rzeczy zostały tam przeniesione. Nie umiała się tym bardziej przejąć niż "niech będzie". I z takim właśnie nastawieniem otworzyła drzwi.

Najpierw jej ciemne oczy zbadały otoczenie, dopiero potem spoczęły na Cainie, który nawet wstał, żeby ją powitać. A już w windzie i korytarzy kiwała tylko głową do ludzi, cicho mamrocząc pod nosem przywitanie, kiedy tak się wszyscy na nią gapili.

Wszyscy. Się. Na. Nią. Gapili.

WSZYSCY. Jakby była samą Morganą, która im się nagle po tysiącu lat objawiła.

Cicho zamknęła za sobą drzwi.

Te wszystkie detale ubioru Bletchleya jakoś jej umknęły, to było najmniej istotne. Jego wygląd? Ładny chłopak. Victoria miała ewidentną słabość do wysokich i ciemnowłosych, ale moc Beltane nie pozwalała jej stwierdzić niczego więcej.

- Hej – powiedziała czysto na przywitanie, a jej głos nie był z tych wysokich dziewczęcych trelów, był nieco niższy, ale na pewno nie gruby. Raczej przyjemny i do niej pasujący. Na moment się zawahała na tą wyciągnięta dłoń i Cain mógł to zauważyć, ale ostatecznie wyciągnęła też swoją. Przeraźliwie zimną. I uścisnęła mu dłoń, możliwie krótko, bo nie chciała mu sprawić dyskomfortu. Znała go rzecz jasna. Ale jakoś nigdy nie było okazji do jakiejś dłuższej interakcji. - Powiedzmy, że się wyspałam – odpowiedziała i widząc jego entuzjazm, spojrzała na swoje biurko. Papiery. Równiutko ułożone. Odetchnęła i można było nawet mieć wrażenie, że z ulgą. To, że Cain miał takie spokojne ruchy też jej nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Ona była równie powolna życiowo. Zazwyczaj. Spojrzała na swoje kupkę papierów a potem na biurko bruneta, porównując jego kupkę, była nawet równa, nie ściemniał. - To dobrze – nie chciała żadnego specjalnego traktowania z tytułu, że właściciele przez pewien czas uważano ją za martwą i spisywano na straty. Podział po połowie jej odpowiadał. - Miło mi, naprawdę. Do tej pory musiałam siedzieć raczej sama – odpowiedziała, ale bez takiego entuzjazmu. To nie dlatego, że się nie cieszyła, było jej wszystko jedno, ale po prostu nie miała na to zbyt siły. Ale i tak spróbowała się uśmiechnąć. - Chyba długo cię nie było – zauważyła, podchodząc do swojego biurka, na którym położyła swoją torebkę i odsunęła krzesło.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cain Bletchley (4027), Victoria Lestrange (3975)




Wiadomości w tym wątku
[5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Cain Bletchley - 18.10.2023, 21:11
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Victoria Lestrange - 18.10.2023, 21:54
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Cain Bletchley - 18.10.2023, 22:40
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Victoria Lestrange - 18.10.2023, 23:07
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 08:15
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Victoria Lestrange - 19.10.2023, 10:09
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 13:15
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Victoria Lestrange - 19.10.2023, 15:26
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 19:08
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Victoria Lestrange - 19.10.2023, 20:07
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 21:10
RE: [5.05.1972] Cain & Victoria | What a plot twist you were - przez Victoria Lestrange - 19.10.2023, 21:32

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa