18.10.2023, 22:32 ✶
Ach, serce mi się łamało, kiedy Laurent był taki przerażony, biedny. Wyobrażałem sobie, że Zofia musiała być podobnie zdruzgotana, kiedy tęskniła za swoim światem, kiedy nie miała we mnie odpowiedniego wsparcia, kiedy usychała z miłością do wody, żyjąc w bezdusznym i dusznym mieście. Miałem za swoje, miałem cholernie za swoje i za swoje błędy, za wszystko.
Stałem jednak niewzruszony, bo czasami trzeba było być dupkiem, nieprzejednanym gościem, gromistą burzą czy wzburzonym morzem, żeby później było lepiej, żeby było łatwiej, żeby twoi wrogowie nie chodzili po świecie, śmiejąc ci się w twarz. Szkoda tylko, że to własnym dzieciom musiałem załatwiać te doświadczenia, musztrę, psychiczną karę. Nie chciałem tego i nigdy do tego nie dążyłem, ale fakt był faktem, że na szacunek trzeba było sobie zasłużyć, a ja najwyraźniej aż zanadto im folgowałem, rzucałem pieniądze na każde ich zachcianki, ogólnie rozpieszczałem ile wlazło.
- Laurencie, nie usprawiedliwiaj Pandory. Nie masz pojęcia jak jest, tylko teoretyzujesz, a ja chcę konkrety - odparłem, siadając, bo nie chciałem się dłużej męczyć, stojąc tak nad biurkiem, poza tym zapowiadała nam się bezlitośnie długa rozmowa. Tak długa aż wsiąknie Laurentowi do głowy, że ojciec ma wiedzieć o synu i córce wszystko, niezależnie od tego, czy to sprawiedliwe, czy niesprawiedliwe.
- Życie ogólnie jest niesprawiedliwe, więc... Opowiedz mi wszystko co tylko wiesz, a co może mnie zainteresować, co powinienem wiedzieć o tobie, o Pandorze, o reszcie rodziny. Zacznij od Pandory i jej potencjalnego chłoptasia. Radzę nie ukrywać istotnych, ale zawstydzających faktów, bo zapewniam cię, że jak się dowiem okrężną drogą, a się dowiem, co ku temu to nie mam złudzeń, to nie będę tak łaskawy jak w tej chwili - odparłem chłodno, tym samym zapowiadając, że to jeszcze nie był szczyt moich możliwości. Sięgnąłem po czysty arkusz papieru i zamoczyłem pióro w atramencie by nieco nasiąknęło. Tak, zamierzałem robić notatki, więc oczekiwałem naprawdę obszernej spowiedzi ze strony Laurenta.
- Tylko poproszę fakty, a nie teorie. Teoretyzować będę sobie do poduszki - stwierdziłem niczym szef, a nie ojciec. To mogło niechybnie przypomnieć Laurentowi, że jest stary to nie tylko bawił się w stajnie czy lunche z królowymi, ale miał też swoje inne sprawy, czarne i ciemniejsze, że miał władzę tam, gdzie niekiedy światło nawet nie dochodziło. - Rób sobie, proszę, przerwy na oddychanie.
Stałem jednak niewzruszony, bo czasami trzeba było być dupkiem, nieprzejednanym gościem, gromistą burzą czy wzburzonym morzem, żeby później było lepiej, żeby było łatwiej, żeby twoi wrogowie nie chodzili po świecie, śmiejąc ci się w twarz. Szkoda tylko, że to własnym dzieciom musiałem załatwiać te doświadczenia, musztrę, psychiczną karę. Nie chciałem tego i nigdy do tego nie dążyłem, ale fakt był faktem, że na szacunek trzeba było sobie zasłużyć, a ja najwyraźniej aż zanadto im folgowałem, rzucałem pieniądze na każde ich zachcianki, ogólnie rozpieszczałem ile wlazło.
- Laurencie, nie usprawiedliwiaj Pandory. Nie masz pojęcia jak jest, tylko teoretyzujesz, a ja chcę konkrety - odparłem, siadając, bo nie chciałem się dłużej męczyć, stojąc tak nad biurkiem, poza tym zapowiadała nam się bezlitośnie długa rozmowa. Tak długa aż wsiąknie Laurentowi do głowy, że ojciec ma wiedzieć o synu i córce wszystko, niezależnie od tego, czy to sprawiedliwe, czy niesprawiedliwe.
- Życie ogólnie jest niesprawiedliwe, więc... Opowiedz mi wszystko co tylko wiesz, a co może mnie zainteresować, co powinienem wiedzieć o tobie, o Pandorze, o reszcie rodziny. Zacznij od Pandory i jej potencjalnego chłoptasia. Radzę nie ukrywać istotnych, ale zawstydzających faktów, bo zapewniam cię, że jak się dowiem okrężną drogą, a się dowiem, co ku temu to nie mam złudzeń, to nie będę tak łaskawy jak w tej chwili - odparłem chłodno, tym samym zapowiadając, że to jeszcze nie był szczyt moich możliwości. Sięgnąłem po czysty arkusz papieru i zamoczyłem pióro w atramencie by nieco nasiąknęło. Tak, zamierzałem robić notatki, więc oczekiwałem naprawdę obszernej spowiedzi ze strony Laurenta.
- Tylko poproszę fakty, a nie teorie. Teoretyzować będę sobie do poduszki - stwierdziłem niczym szef, a nie ojciec. To mogło niechybnie przypomnieć Laurentowi, że jest stary to nie tylko bawił się w stajnie czy lunche z królowymi, ale miał też swoje inne sprawy, czarne i ciemniejsze, że miał władzę tam, gdzie niekiedy światło nawet nie dochodziło. - Rób sobie, proszę, przerwy na oddychanie.