Nic nie mógł poradzić na to, że wyglądała po prostu uroczo mimo posiadania pazura, więc uśmiechnął się trochę szerzej, bo nie od wczoraj czuł do takich osób miętę. Miała co do niego rację, ale nie do wszystkiego, bo się ta jego twarz uspokoiła już niemal zupełnie, jakby chwila spędzona na świeżym powietrzu wyleczyła go z całego stresu. Prawda o nim była bowiem taka, że czuł się nieswojo w tłumie ludzi, ale przy rozmowach w cztery oczy nie tylko nabierał pewności siebie, ale i zamieniał w kokietkę.
Szukała go.
Wciąż utrzymywał ten uśmiech na gębie, ale wewnątrz posmutniał, bo jego się nie szukało w dobrych celach ani z dobrymi intencjami. Jego się szukało wtedy, kiedy brakowało sensownego wyjścia z sytuacji, kiedy się wszystko waliło na głowę, a rozsądne rozwiązania nie pasowały choćby się je próbowało dopasować na siłę. Nikt z „normalnego świata” przecież nie chciał mieć nic wspólnego z jakimiś typami spod ciemnej gwiazdy. Jeśli się dało uniknąć takich kontaktów, wszyscy z tej opcji korzystali.
- Nie jest mi zimno - odparł, nie spojrzał na siebie nawet, a jedynie zmarszczył brwi, odklejając się od ściany i ruszając w jej kierunku. - Wydawało mi się, że coś mówiłaś o tym, że nigdy z moich usług nie skorzystasz, a może widziałem to po prostu w twoich oczach. - Chciał coś zażartować o tym, że może po prostu jest samotna, ale wyglądała tak poważnie... Darował to sobie. Zaczepiał równych sobie, a nie panienki w opałach - je, wbrew temu co o nim myślano, otaczał opieką. Nie kłamał wtedy, kiedy mówił, że odwdzięczy się za akt łaski.
- Tutaj ktoś nas może usłyszeć - zauważył, po czym zaoferował jej swoje ramię, chociaż żaden był z niego dżentelmen.
Szukała go.
Wciąż utrzymywał ten uśmiech na gębie, ale wewnątrz posmutniał, bo jego się nie szukało w dobrych celach ani z dobrymi intencjami. Jego się szukało wtedy, kiedy brakowało sensownego wyjścia z sytuacji, kiedy się wszystko waliło na głowę, a rozsądne rozwiązania nie pasowały choćby się je próbowało dopasować na siłę. Nikt z „normalnego świata” przecież nie chciał mieć nic wspólnego z jakimiś typami spod ciemnej gwiazdy. Jeśli się dało uniknąć takich kontaktów, wszyscy z tej opcji korzystali.
- Nie jest mi zimno - odparł, nie spojrzał na siebie nawet, a jedynie zmarszczył brwi, odklejając się od ściany i ruszając w jej kierunku. - Wydawało mi się, że coś mówiłaś o tym, że nigdy z moich usług nie skorzystasz, a może widziałem to po prostu w twoich oczach. - Chciał coś zażartować o tym, że może po prostu jest samotna, ale wyglądała tak poważnie... Darował to sobie. Zaczepiał równych sobie, a nie panienki w opałach - je, wbrew temu co o nim myślano, otaczał opieką. Nie kłamał wtedy, kiedy mówił, że odwdzięczy się za akt łaski.
- Tutaj ktoś nas może usłyszeć - zauważył, po czym zaoferował jej swoje ramię, chociaż żaden był z niego dżentelmen.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.