19.10.2023, 00:53 ✶
Przez głowę by mu nie przeszło, aby potraktować ją zaklęciem, ostatecznie przecież Antek był całkiem przyzwoitym gościem, co było głównie zresztą zasługą Longbottom, na której całe nastoletnie i dorosłe życie próbował zrobić wrażenie. Przyjrzał się jej uważnie, nie zamierzając jednak naciskać, nie miał powodu, aby jej nie wierzyć, a zatrzymanie się przed dzieckiem, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku — niezależnie czy żywym, czy martwym, było w jej stylu.
- Skoro tak mówisz, to w porządku. - odparł jedynie, wzruszając delikatnie ramionami, idąc jej śladem i patrząc na dziewczynkę i jej zapałki, chociaż ton głosu brunetki go rozczulał. Ona była świadoma, jak jest urocza? Nie zdawał sobie do końca za to sprawy, że duchy mogły nie zauważyć, że umarły, chociaż był taki jeden Profesor w Hogwarcie, chociaż on to niczego ogólnie rzecz biorąc, nie widział.
Z zamyślenia wyrwało go syknięcie Brenny, niepokojącej skupiające całą uwagę Borgina, który delikatnie położył dłoń na jej ramieniu, otwierając buzię, aby coś powiedzieć. Widział też kątem oka to niebieskie światło od zapałeczki.
Potem było trochę tak, jakby użyli świstoklika, ale był pewien, że to nie było to samo. Czuł, jak jego mięśnie się napinają z zaniepokojenia, a spojrzenie próbuje przeniknąć przez panującą dookoła ciemność. Alejka zniknęła, nie byli już na Pokątnej. Tony cofnął się pół kroku, gdy wstała gwałtownie i wyjęła różdżkę, mimowolnie przesuwając dłonią po kieszeni marynarki, aby sprawdzić, czy jego magiczny patyk się tam znajdował. - Zmieniła nas w duchy? - zapytał cicho, gdy znów syknęła, tym razem mówiąc coś i próbując dotknąć wazy, w którą wpadła jej dłoń. Tego to się zupełnie nie spodziewał. Zmierzwił dłonią w zamyśleniu włosy, rozglądając się dookoła, nie miał pojęcia, gdzie był. Jakiś stary grobowiec? Trafili na miejsce kultu?
Zaczął się spektakl, którego się nie spodziewał, próbując dostrzec twarze osób, które tkwiły zaraz obok nich, a zdawały się ich zupełnie ignorować, nie widzieć. Jego palce mocniej zacisnęły się na rączce ot trzymanej teczki, ale zniechęcił się już do sięgnięcia po różdżkę, bo co mógł, jako taki duch zrobić? Ubiór jednej z postaci przypominał mu Brenne, podobnie jak sposób poruszania się, a gdy kazała się komuś chrzanić, to już jawnie wiedział, że to była ona, a nie tylko złudzenie złudzenia. Uniósł brwi i uśmiechnął się pod nosem nieco rozbawiony, bo "chrzań się" jakoś mu do niej pasowało, bardziej niż "kurwa" lub klasyczne w męskim towarzystwie "pierdol się". Mimowolnie zerknął w stronę swojej towarzyszki, potem znów na widmo.
Przekręcił głowę na widok kobiety, która wytrąciła Brennie różdżkę z dłoni — zniewalajacej zresztą, mało ludzkiej. Była idealna, ciemne włosy i oczy, ale mając obok siebie Longbottom, mogłaby mu tu nago tańczyć, a on i tak by patrzył na swoją pierwszą, szkolną i bardzo poważną, niezauważoną miłość.
Obserwował dalej. - I to jest to Twoje "Zawsze na siebie uważam?", bicie się po nocach w grobowcach? - zapytał tylko cicho i właściwie retorycznie, kręcąc głową. I jak miał się nie martwić? Nawet jeśli wiedział, że dziewczyna nie da sobie w kaszę dmuchać, że nie pozwoli sięgnąć do swojej szyi. Walczyła jak mały tygrys.
- Nie będę. - odpowiedział, bo wampirzyca razem z Brenną i kimś jeszcze, co sądził po dźwiękach, zniknęła we mgle. Zaczynało do niego docierać, gdzie właściwie się znajdują i był w stanie zrozumieć jej niezadowolenie. On też nie byłby zachwycony, gdyby trafili do jego wspomnień. Na pewno miała takie, których nie chciała nikomu pokazywać lub po prostu wolała do nich nie wracać, bo przywoływały tylko ból i rozczarowanie. Chrząknął, odwracając twarz w jej stronę. - Jeśli chcesz, to mogę zamknąć oczy i nie podglądać, ale wtedy wolałabym, żebyś pilnowała, żebym się nie wywalił lub mnie nie zostawiła we wspomnieniach, ponoć ciężko wrócić?
Mówił pół żartem, pół serio, posyłając jej lekki, łobuzerski uśmiech. Ciemny lok spłynął mu na czoło, a on nie wiedział, czego spodziewać się dalej. Po Brennie można było przecież wszystkiego, skoro już tłukła się po grobowcach.
- Skoro tak mówisz, to w porządku. - odparł jedynie, wzruszając delikatnie ramionami, idąc jej śladem i patrząc na dziewczynkę i jej zapałki, chociaż ton głosu brunetki go rozczulał. Ona była świadoma, jak jest urocza? Nie zdawał sobie do końca za to sprawy, że duchy mogły nie zauważyć, że umarły, chociaż był taki jeden Profesor w Hogwarcie, chociaż on to niczego ogólnie rzecz biorąc, nie widział.
Z zamyślenia wyrwało go syknięcie Brenny, niepokojącej skupiające całą uwagę Borgina, który delikatnie położył dłoń na jej ramieniu, otwierając buzię, aby coś powiedzieć. Widział też kątem oka to niebieskie światło od zapałeczki.
Potem było trochę tak, jakby użyli świstoklika, ale był pewien, że to nie było to samo. Czuł, jak jego mięśnie się napinają z zaniepokojenia, a spojrzenie próbuje przeniknąć przez panującą dookoła ciemność. Alejka zniknęła, nie byli już na Pokątnej. Tony cofnął się pół kroku, gdy wstała gwałtownie i wyjęła różdżkę, mimowolnie przesuwając dłonią po kieszeni marynarki, aby sprawdzić, czy jego magiczny patyk się tam znajdował. - Zmieniła nas w duchy? - zapytał cicho, gdy znów syknęła, tym razem mówiąc coś i próbując dotknąć wazy, w którą wpadła jej dłoń. Tego to się zupełnie nie spodziewał. Zmierzwił dłonią w zamyśleniu włosy, rozglądając się dookoła, nie miał pojęcia, gdzie był. Jakiś stary grobowiec? Trafili na miejsce kultu?
Zaczął się spektakl, którego się nie spodziewał, próbując dostrzec twarze osób, które tkwiły zaraz obok nich, a zdawały się ich zupełnie ignorować, nie widzieć. Jego palce mocniej zacisnęły się na rączce ot trzymanej teczki, ale zniechęcił się już do sięgnięcia po różdżkę, bo co mógł, jako taki duch zrobić? Ubiór jednej z postaci przypominał mu Brenne, podobnie jak sposób poruszania się, a gdy kazała się komuś chrzanić, to już jawnie wiedział, że to była ona, a nie tylko złudzenie złudzenia. Uniósł brwi i uśmiechnął się pod nosem nieco rozbawiony, bo "chrzań się" jakoś mu do niej pasowało, bardziej niż "kurwa" lub klasyczne w męskim towarzystwie "pierdol się". Mimowolnie zerknął w stronę swojej towarzyszki, potem znów na widmo.
Przekręcił głowę na widok kobiety, która wytrąciła Brennie różdżkę z dłoni — zniewalajacej zresztą, mało ludzkiej. Była idealna, ciemne włosy i oczy, ale mając obok siebie Longbottom, mogłaby mu tu nago tańczyć, a on i tak by patrzył na swoją pierwszą, szkolną i bardzo poważną, niezauważoną miłość.
Obserwował dalej. - I to jest to Twoje "Zawsze na siebie uważam?", bicie się po nocach w grobowcach? - zapytał tylko cicho i właściwie retorycznie, kręcąc głową. I jak miał się nie martwić? Nawet jeśli wiedział, że dziewczyna nie da sobie w kaszę dmuchać, że nie pozwoli sięgnąć do swojej szyi. Walczyła jak mały tygrys.
- Nie będę. - odpowiedział, bo wampirzyca razem z Brenną i kimś jeszcze, co sądził po dźwiękach, zniknęła we mgle. Zaczynało do niego docierać, gdzie właściwie się znajdują i był w stanie zrozumieć jej niezadowolenie. On też nie byłby zachwycony, gdyby trafili do jego wspomnień. Na pewno miała takie, których nie chciała nikomu pokazywać lub po prostu wolała do nich nie wracać, bo przywoływały tylko ból i rozczarowanie. Chrząknął, odwracając twarz w jej stronę. - Jeśli chcesz, to mogę zamknąć oczy i nie podglądać, ale wtedy wolałabym, żebyś pilnowała, żebym się nie wywalił lub mnie nie zostawiła we wspomnieniach, ponoć ciężko wrócić?
Mówił pół żartem, pół serio, posyłając jej lekki, łobuzerski uśmiech. Ciemny lok spłynął mu na czoło, a on nie wiedział, czego spodziewać się dalej. Po Brennie można było przecież wszystkiego, skoro już tłukła się po grobowcach.