19.10.2023, 01:33 ✶
Jego nie interesowało właściwie, co i gdzie miał zrobić. Jeśli Stanley go potrzebował, Anthony rzucał wszystko i prostu był, bo nie wyobrażał sobie innego scenariusza. Gdy dotarli do mieszkania, a jego kuzyn szykował się do przemowy, rozsiadł się wygodnie z westchnieniem, wiedząc, co ich czeka — wszak miewał nawyki dziadka coraz częściej. Wyjął papierosa, wsuwając sobie pomiędzy wargi i podpalił, spoglądając raz na Sauriela, raz na Staszka.
- Bo się wzruszę Stasieńku. - zatrzepotał rzęsami po dłuższej chwili słuchania go, strząsając popiół do popielniczki i spojrzał z rozbawieniem na byłego Krukona. Borgin starszy, lider ich szkolnej bandy, wcale nie musiał wchodzić im w dupę czy mówić ładnych rzeczy, żeby po prostu zrobili to, co zaplanował. Wszystko tłumaczył i argumentował, chociaż w głowie Tośka malował się obraz tego, że z nimi po prostu czuł się najpewniej i wiedział, że robota będzie zrobiona. Bo co mieli zrobić niby, pozwolić, żeby Voldemort go zabił? Przełknął ślinę, spoglądając w bok. Nie mógł się przełamać do nazwania Czarnoksiężnika "Panem", ogólnie rzecz biorąc miał trochę mętliku w głowie w związku z tymi całymi przedsięwzięciami, które mieli. Był trochę rozdarty, bo wiedział, że ani ich kuzynka, ani Brenna, ani Atreus nie są po tej stronie. I może przyjść dzień, że będzie trzeba przeciw nim stanąć, a ciemnowłosy chłopak nie wiedział, czy sobie z tym poradzi. Jak mógłby ich skrzywdzić? Pokręcił jednak głową, wracając myślami i przede wszystkim spojrzeniem do kuzyna, który nadal mówił.
- Wszystkie trybuny? Ewentualnie dwóch po obydwu stronach tej, co siedzi ten mugol i wtedy go dopadniesz? W innym wypadku może faktycznie umrzeć przy zawaleniu, jak Sauriel mówi. - zapytał z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając się na kanapie. Odchylił głowę do tyłu i spojrzał w sufit, zaciągając się dymem. Z zahipnotyzowaniem mugoli nie było problemu, nie potrzebował nawet wahadełka, a nawet i przy słabych czarodziejach udawało się czasem bez. Był w tym dobry, ćwiczył wiele lat. - Właściwie, dlaczego to są zawsze głowy? Masz jakiś fetysz Stasiu?
Zapytał nagle, ściągając brwi i prostując się, aby na niego spojrzeć. Nie miał też problemu z wyobrażeniem sobie Rookwooda, który urywa komuś głowę lub czaruje brzydkie rzeczy. W przeciwieństwie do nich, Tony nie miał jeszcze mrocznego znaku. Usiadł, oparł łokcie na kolanach i nachylił się do przodu, wpatrując się w jakiś punkt na podłodze. - Mogę wejść na trybunę z tym gościem i wyprowadzić go z niej, zanim to wysadzisz. Skoro to mugol, to mi nie odmówi, a Ty będziesz miał swoje trofeum.
Wzruszył delikatnie ramionami po swojej sugestii. Z jego umiejętnością i siłą Sauriela, mieli naprawdę duże możliwości. Wywnioskował z tej przemowy, że chciał dużo ofiar, głowę, zamęt i mroczny znak, aby wiedzieli, że Voldemort przygląda się również Szkocji. To powinno wprowadzić popłoch, zwłaszcza w Ministerstwie. Zacisnął nieco wargi, zastanawiając się nad drugim papierosem. Jego brat byłby lepszym dziedzicem i lepszym liderem, niż on, a jednak to jemu przypadła ta ograniczająca rola. Sięgnął po jedną z butelek z cydrem na stole. - Otworzyć wam też? - zaproponował, pozbywając się swojej kapselka i robiąc kilka łyków, mruknął cicho z zadowoleniem. Miał słabość do cydru. - Ewentualnie, jakbym wyprowadził go po cichu, możecie rzucić pożogę na cały stadion i zablokować wyjścia. Nie wiem, jak dużej masakry oczekuje od Ciebie.. - przerwał, robiąc kolejnego łyka. Wiedział, o kogo mu chodziło.
- Bo się wzruszę Stasieńku. - zatrzepotał rzęsami po dłuższej chwili słuchania go, strząsając popiół do popielniczki i spojrzał z rozbawieniem na byłego Krukona. Borgin starszy, lider ich szkolnej bandy, wcale nie musiał wchodzić im w dupę czy mówić ładnych rzeczy, żeby po prostu zrobili to, co zaplanował. Wszystko tłumaczył i argumentował, chociaż w głowie Tośka malował się obraz tego, że z nimi po prostu czuł się najpewniej i wiedział, że robota będzie zrobiona. Bo co mieli zrobić niby, pozwolić, żeby Voldemort go zabił? Przełknął ślinę, spoglądając w bok. Nie mógł się przełamać do nazwania Czarnoksiężnika "Panem", ogólnie rzecz biorąc miał trochę mętliku w głowie w związku z tymi całymi przedsięwzięciami, które mieli. Był trochę rozdarty, bo wiedział, że ani ich kuzynka, ani Brenna, ani Atreus nie są po tej stronie. I może przyjść dzień, że będzie trzeba przeciw nim stanąć, a ciemnowłosy chłopak nie wiedział, czy sobie z tym poradzi. Jak mógłby ich skrzywdzić? Pokręcił jednak głową, wracając myślami i przede wszystkim spojrzeniem do kuzyna, który nadal mówił.
- Wszystkie trybuny? Ewentualnie dwóch po obydwu stronach tej, co siedzi ten mugol i wtedy go dopadniesz? W innym wypadku może faktycznie umrzeć przy zawaleniu, jak Sauriel mówi. - zapytał z delikatnym wzruszeniem ramion, poprawiając się na kanapie. Odchylił głowę do tyłu i spojrzał w sufit, zaciągając się dymem. Z zahipnotyzowaniem mugoli nie było problemu, nie potrzebował nawet wahadełka, a nawet i przy słabych czarodziejach udawało się czasem bez. Był w tym dobry, ćwiczył wiele lat. - Właściwie, dlaczego to są zawsze głowy? Masz jakiś fetysz Stasiu?
Zapytał nagle, ściągając brwi i prostując się, aby na niego spojrzeć. Nie miał też problemu z wyobrażeniem sobie Rookwooda, który urywa komuś głowę lub czaruje brzydkie rzeczy. W przeciwieństwie do nich, Tony nie miał jeszcze mrocznego znaku. Usiadł, oparł łokcie na kolanach i nachylił się do przodu, wpatrując się w jakiś punkt na podłodze. - Mogę wejść na trybunę z tym gościem i wyprowadzić go z niej, zanim to wysadzisz. Skoro to mugol, to mi nie odmówi, a Ty będziesz miał swoje trofeum.
Wzruszył delikatnie ramionami po swojej sugestii. Z jego umiejętnością i siłą Sauriela, mieli naprawdę duże możliwości. Wywnioskował z tej przemowy, że chciał dużo ofiar, głowę, zamęt i mroczny znak, aby wiedzieli, że Voldemort przygląda się również Szkocji. To powinno wprowadzić popłoch, zwłaszcza w Ministerstwie. Zacisnął nieco wargi, zastanawiając się nad drugim papierosem. Jego brat byłby lepszym dziedzicem i lepszym liderem, niż on, a jednak to jemu przypadła ta ograniczająca rola. Sięgnął po jedną z butelek z cydrem na stole. - Otworzyć wam też? - zaproponował, pozbywając się swojej kapselka i robiąc kilka łyków, mruknął cicho z zadowoleniem. Miał słabość do cydru. - Ewentualnie, jakbym wyprowadził go po cichu, możecie rzucić pożogę na cały stadion i zablokować wyjścia. Nie wiem, jak dużej masakry oczekuje od Ciebie.. - przerwał, robiąc kolejnego łyka. Wiedział, o kogo mu chodziło.