Czarodziej bez różdżki, to jak czarodziej bez ręki… tylko bardziej. Bo za pomocą magii można było robić różne rzeczy nawet jeśli nie miało się jednej ręki, a bez tego magicznego patyczka – człowiek jakby tracił kilka kończyn, które robiły za niego rzeczy. Różdżka mężczyzny wystrzeliła w powietrze, a Victoria wyciągnęła rękę żeby ją złapać. Za to czarnoksiężnik (?) rzucił się na nogi Victorii, pewnie chcąc ją staranować, ale naprawdę nie miał dzisiaj szczęścia. Brenna znowu na niego skoczyła i obaliła na ziemię, a mężczyzna wyłożył się jak długi tuż pod nogami stojącej nad nim Victorii.
Światło rozbłysło z jej różdżki, bo chciała się dokładnie przyjrzeć mężczyźnie, który z taką ostrożnością podchodził do domku, że wystrzelił Drętwotę w biednego Apollo, który teraz że stęknięciem dochodził już do siebie po upadku, a i najwyraźniej zaklęcie przestało już trzymać.
Jej różdżka ciągle była wycelowana w mężczyznę.
- Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów – przedstawiła krótko całą grupę przed leżącym na ziemi czarodziejem, kiedy Brenna próbowała go obezwładnić. Victoria postanowiła pomóc i po prostu wyczarowała wokół jego stóp magiczne więzy, żeby nie miał jak się podnieść i uciec, ani możliwości kopać, kiedy Brenna będzie go skuwać. I wtedy w końcu pojawił się Sadwick. Jak on nasłuchiwał, że nie słyszał szarpaniny ani tego, że Apollo zleciał z drzewa… - Pokazalabym odznakę, ale mam zajęte ręce – odparła niewzruszona na wyzwiska czarodzieja.
Opuściła różdżkę dopiero, kiedy Brenna (sama albo z pomocą brygadzisty) związała mężczyznę.