• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[listopad 1970] Cienie rosną

[listopad 1970] Cienie rosną
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
19.10.2023, 09:05  ✶  
Nie lubiła kłamać. I kłamała bardzo rzadko, najczęściej w takich sprawach jak „to wcale nie boli” albo „ależ wszystko w porządku, wcale nie oberwałam tak bardzo”. Ale umiała bawić się słowem, a w kolejnych miesiącach stawała się w tym tylko coraz lepsza. Nie łgała, póki nie była do tego zmuszona, zresztą w kłamstwach – kłamstwach nie była jakaś dobra, za to stawała się mistrzynią półprawd i niedopowiedzeń. Albo w opowiadaniu prawdy w tak absurdalny sposób, że każdy uznawał, że Brenna go wkręca.
- Lepiej - pochwaliła Brenna Caina, a po jej ustach błąkał się uśmieszek.
Sama też doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak łatwo może tu pójść lawina. Jedno z nich wpadnie i istnienie całego Zakonu przestanie być tajemnicą. Miała wiele wątpliwości wobec tej decyzji Dumbledore'a - czuła, że lepiej, gdyby pracowali w mniejszych komórkach, mając łączników - ale też ufała mu po prostu, poza tym nie było ich znowu aż tak wielu, aby mogli budować wielką strukturę. Zresztą... dużo osób miało znaleźć się po prostu w sieci. I śmiała się z tego - śmiać się miała przez kolejne miesiące, kolejne lata, bo Voldemort przynosił ze sobą dosyć cieni, i sprawiał, że gorycz i strach wkradały się do zbyt wielu serc i umysłów.
Brenna nie wiedziała tego jako nastolatka, ale jako dorosła przeczuwała przynajmniej, że jej pajacowanie, nawet jeżeli wielu irytuje i doprowadza do chęci mordu, innych pociesza. Nie wspominając już o tym, że było doskonałą zasłoną dymną.
Cokolwiek jednak miała przynieść przyszłość, Cain Bletchley nie musiał się zastanawiać, czy ona stanie po właściwej stronie. Nie istniał świat, w którym Brenna mogłaby poprzeć Voldemorta, bo wtedy nie byłaby już Brenną.
- W sumie to mam, ale pożyczenie takiej od ciebie, żeby wydmuchać w nią hałaśliwie nos, byłoby bardziej dramatyczne - oświadczyła. Chociaż przyszła tu z plecakiem, nie torebką. Torebka dyndająca na jednym ramieniu utrudniała nieco szybkie poruszanie się, a Brenna bardzo nie lubiła, kiedy coś ją spowalniało.
Zawahała się, kiedy spytał, czy będzie kiepsko. Uderzyła piętą o ścianę. Nie to, że zbił ją z tropu, czy nie chciała odpowiadać. Raczej zastanawiała się przez moment, jak ubrać myśli w słowa.
I tym razem zdecydowała się nie żartować. To było poważne pytanie.
- Będzie - przyznała szczerze, z tym czarnowidztwem, które tak często krytykował u niej brat. - Zginą ludzie, bo nie wierzę, że złapiemy tego drania jutro, pojutrze czy za miesiąc. Wszystkie najgorsze męty zbiegną się do niego, czy to dla władzy czy potęgi, czy dlatego, że dzięki niemu będą mogli robić krzywdę innym bezkarnie. Inni dołączą ze strachu. Ministerstwo będzie działać, ale dokładnie jak ćwierć wieku temu, sparaliżują je szpiedzy i biurokracja. Ale po to tutaj jesteśmy, prawda? Żeby coś z tym zrobić. Poza tym...
Brenna sięgnęła po plecach, oparty z boku parapetu o ramę okna i wydobyła z niego... nie, nie chusteczkę. Czekoladową żabę. I znów uśmiechnięta, wyciągnęła ją w stronę w Bletchleya.
- Obrażasz mnie. Miałabym nie mieć czekolady już przygotowanej? Daję słowo. Tego nam tutaj nie zabraknie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2795), Cain Bletchley (2637)




Wiadomości w tym wątku
[listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 18.10.2023, 20:17
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 18.10.2023, 23:37
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 18.10.2023, 23:48
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 08:47
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 09:05
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 10:39
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 11:05
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 14:09
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 14:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa