Norka często zbyt wiele myślała, wracała do przeszłości. Zastanawiała się nad swoimi wyborami, ale też nad tym, na co nie miała wpływu. Dumała nad tym, czy jej życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej. Nie miało to większego sensu, ale taka już była. Czy gdyby nie podjęła jednej, głupiej decyzji, to wyjechałaby do Francji? Skończyła te wszystkie wspaniałe kursy, o których marzyła, być może już dawno byłaby sławną cukierniczką. Kto to wiedział, najistotniejsze, że teraz, po wielu latach starań udało się jej spełnić swoje marzenie. Pracowała na to bardzo ciężko, ale udało jej się osiągnąć sukces. Może nie tak spektakularny jak sukcesy stojącego przed nią mężczyzny.
Trochę ją peszyła jego obecność, był przecież naprawdę znany w świecie czarodziejów. Miała też pewną opinię na temat mężczyzn jak on. Chłopców, którzy latali na miotełkach za zaklętymi piłkami. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, jednak nie umiała się od tego powstrzymać. Jego życie bardzo mocno musiało się różnić od tego jej, Norka dosyć szybko musiała dorosnąć i zacząć twardo stąpać po ziemi.
Cóż, jego stwierdzenie spowodowało, że dotarło do niej, że faktycznie uznanie jej za kogoś, kto mógłby dokonać jakichkolwiek zniszczeń nie miało większego sensu. Była malutka, drobniutka, do tego w tym momencie wyglądała jak siedem nieszczęść.
Nie sądziła, że ją pamięta. Nie było powodu, żeby ktoś taki jak on kojarzył taką osobę, jak ona. Niczym się nie wyróżniała, już w czasie nauki w Hogwarcie. No, może poza tym, że miała sporo przyjaciół dla których była w stanie zrobić wszystko, zresztą to akurat się nie zmieniło. - To fakt, nie wyglądam, ale pozory mogą mylić. - Szczególnie w czasach, w jakich przyszło im żyć.
- Tylko trochę deszczu... - Powiedziała cicho pod nosem, bo dla niej zdecydowanie coś więcej. Prawdziwa tragedia.
Spojrzała na niego, kiedy zaprosił ją do siebie. Przyglądała mu się uważnie. Nie powinna się zgodzić, nie wypadało, żeby szła z praktycznie obcą osobą do jej mieszkania. Tyle, że była mokra, było jej zimno i naprawdę zaczynało być wszystko jedno. Chciała doprowadzić się do porządku i wysuszyć. Brenna nie byłaby zadowolona, gdyby dowiedziała się, jak bardzo jest lekkomyślna. Jednak, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. - Nie wiem, czy powinnam, ale chętnie skorzystam z zaproszenia. - Postanowiła się podzielić swoim wahaniem.
- To chyba ty jesteś tym, który powinien się obawiać, nie ja. - W końcu jedyną osobą, którą mogły spotkać ewentualne konsekwencje jej wizyty, był właśnie Aury.