• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[listopad 1970] Cienie rosną

[listopad 1970] Cienie rosną
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#6
19.10.2023, 10:39  ✶  

Ach, właśnie, kłamstwo a niedopowiedzenia... Niektórzy uważali że nie było różnicy, ale się mylili. Była bardzo duża nawet różnica. Kłamać trzeba umieć. Trzeba potrafić panować nad ciałem, nad tonem, spojrzeniem. Przypilnować, żeby nic nie odbiegało od normy. Cain tworzył na to swój własny sposób - zamiast uznawać kłamstwo za odbieganie od normy to raczej czynił całą normę podatnym kłamstwem. Brzmi dziwnie? Być może bez wyjaśnienia. Natomiast pominąć coś czy przeskoczyć... Tak, to też trzeba zrobić umiejętnie. Niektórzy mieli wypisane na twarzy próby utajnienia wiadomości. Mieszali się, spinali, nie wiedzieli jak zatańczyć w ten rytm, żeby nikt się nie zorientował. Z tego powodu też niektórzy byli podatni bardziej na kłamstwa od innych. Brenna też wypracowała sobie swój sposób na kłamanie. To pomijanie niektórych rzeczy. Zbudowała też swój świat, gdzie wszyscy stawali się bardziej podatni do spijania słów z jej ust. Bez znaczenia, co dokładnie z tych słów miało płynąć. Cain temu nie przyganiał. On to szanował.

Zrobił teatralny gest, by i kompozycji słów i ruchów stała się zadość, niby to się kłaniając jak aktor na deskach teatru, kiedy doceniła jego starania. I z żadnym z tych gestów nie spieszył się za bardzo. Niektórzy posądzali go wręcz o bycie flegmatykiem i nawet by się z tym nie kłócił. Składało się na to bardzo wiele czynników, których nawet nie chciało mu się wyliczać. Przy Brennie było proste porównanie - ona była gepardem, on był leniwcem.

Zaśmiał się na to dramatyczne smarowanie w nos jego własną chusteczką. Oj tak, Brenna by była do tego zdolna. Ba! Bardzo by jej to pasowało. Dżentelmen wręcza jej chustę na otarcie łez, a ta głośno i wyraźnie i wyraźnie zaczyna wcierać w nią swoje gile zamiast łez. Królowa romantyczności. Ale co on tam widział. W końcu nie mógł mówić o wielkich miłosnych doświadczeniach. Dlatego lepiej było w towarzystwie takiej Brenny, która chociaż nie oczekuje od ciebie, że przysuniesz jej krzesło do stolika i nie zabije wzrokiem kiedy żartujesz, że ma okres.

- Brenno. - Uśmiechnął się ciepło po jej słowach, tak jakby było do czego się uśmiechać i z czego. A nie było, nawet ona sama zrzuciła żartobliwy ton, kiedy o tym mówili. O tym czasie ciemności, w którym przyszło im żyć. - Jak dobrze mieć w tobie bratnią duszę. A już sądziłem, że tylko ja i Alastor będziemy chodzić z nosem na kwintę. - Żartował z tym nosem na kwintę, bo nikt z nich tak nie chodził... No dobra, Moody czasami wyglądał jakby mu kot do gaci nasrał, ale to on. Starszemu wolno, ten dziadek pewnej miał już reumatyzm.

Co się jej jednak bezbłędnie udało to ta żaba wyciągniętą z plecaka. Nieco zaskoczony (a być zaskoczony nie powinien) wyciągnął po nią rękę i obrócił pudełeczko, spoglądając na nie z uśmiechem. I to całkowicie szczerym, rozczulonym uśmiechem, kiedy wspomnienia wracały do czasów szkolnych, kiedy zakup takiej żaby był prawdziwą przygodą. Chociaż w przypadku Caina - jej kradzież. Dopóki Brenna go nie przyłapała i nie dała mu swojej. Teraz na pieniądze nie narzekał, chociaż się nie przelewało. Długi ciągnęły się jak smród po gaciach. Przynajmniej było za co żyć z pensji aurora. Przez chwilę nie odpowiadał, patrząc na to pudełko i to nawet nie radośnie a smutno. Było coś przeszywająco prawdziwego w tej krótkiej chwili, kiedy żaba była taka lekka w dłoniach i ten gest przy tym trudnym temacie był tak lekki i ciepły. W końcu powoli wyciągnął żabę z powrotem do Brenny i położył ją obok niej na blacie.

- Dobrze wiedzieć, że niektóre rzeczy się jednak nie zmienią. - Tak, torebki jakoś nie pasowały do Brenny, kiedy o niej myślałeś. Sukienki niby też nie. A jednak była nadal kobietą i przecież sukienki powinny być główną ozdobą jej garderoby. Czasy się zmieniały. W niektórych przypadkach - na szczęście. W innych - niestety. - Dobrze będzie walczyć u twojego boku. Na znak naszego połączenia następny złapany zwolennik klęknie przed tobą na kolana i zaproponuje ci ślub. - Uśmiechnął się, rozpraszając tę melancholię, jaka osiadła na meblach i jak przy ozdobach - na ludzkich ramionach..



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2795), Cain Bletchley (2637)




Wiadomości w tym wątku
[listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 18.10.2023, 20:17
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 18.10.2023, 23:37
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 18.10.2023, 23:48
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 08:47
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 09:05
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 10:39
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 11:05
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 14:09
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 14:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa