Nie przejmowała się specjalnie tym, czy ogrodzenie wytrzyma jej ciężar. Co mogło jej się stać? Najwyżej wywali się na ten swój głupi ryj i nawet niezbyt daleko poleci. Na całe szczęście nic takiego się nie wydarzyło, chociaż w pewnym momencie czuła, że faktycznie płot może nie wytrzymać. No, ale dał radę. Co za fart.
Po chwili dołączyła do niej Brenna, znowu pod postacią wilka. Zdecydowanie łatwiej było jej przejść w tej formie przez dziurę w płocie. Jako człowiek by się nie zmieściła, ogrodzenie również mogłoby mieć problem, żeby wytrzymać jej ciężar. Srytnie to rozwiązała.
Ruda nie zdążyła odejść zbyt daleko, kiedy jej partnerka ponownie przemieniła się w człowieka. Musiała coś wyczuć. Ruszyła za nią, bo wydawało jej się, że coś dostrzegła w mroku. Jako zwierzę na pewno miała szersze możliwości związane z wyczulonymi zmysłami.
Budynek nie wyglądał szczególnie przyjaźnie. Jakby zaraz miał się rozsypać niczym domek z kart. Musiały być ostrożne. - Jesteś... - pewna Nie zdążyła dokończyć, bo Brenna już weszła do środka. Oby nic jej tam nie spadło na głowę. Heath rozglądała się jeszcze uważnie po okolicy szukając jakichś znaków.
Dostrzegła go. Jego jasne włosy zdradziły miejsce kryjówki. Wyróżniały się na tle ciemności, która panowała w okolicy. Wtedy Longbottom się odezwała, i wszystko zaczęło się pieprzyć.
Rozległ się trzask, który zwiastował to, że ten budynek nie postoi tu specjalnie długo. Chłopiec musiał ponownie korzystać z magii, nie miała mu tego za złe, w końcu nad tym nie panował, jednak bała się o Brennę. Co powinna zrobić? Ruszyć jej na ratunek, czy podejść do chłopaczka? Była to spora zagadka.
- Brenn, uciekaj stamtąd. - Krzyknęła, po czym pobiegła w stronę jasnej czupryny. - Mark, nie bój się. - Powiedziała cicho, żeby się jej nie przestraszył. - Nie zrobimy ci krzywdy. - Jakby te słowa miały być zapewnieniem.