• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[listopad 1970] Cienie rosną

[listopad 1970] Cienie rosną
Keeper of Secrets
I am not actually tired, but numb and heavy, and can't find the right words.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 182cm wzrostu Cain jest przeciętnej budowy osoby, która coś tam ćwiczy - nie chudy, nie wielce umięśniony. Ma ciemnobrązowe włosy i oczy barwy burzowych chmur, tak ciemne, że z daleka mogą wydawać się czarne. Jego zainteresowane otoczeniem spojrzenie podkreślone jest wiecznymi worami pod oczami.

Cain Bletchley
#8
19.10.2023, 14:09  ✶  

Mistrz kłamstwa - brzmiało to wspaniale, chociaż samego siebie by tak nie określił. Daleko mu było chociażby do Lockhartów, którzy robili z człowiekiem, co chcieli - czyli sieczkę z twojego mózgu, zostawiając cię zachwyconym ich geniuszem i dopiero na drugi dzień docierało do ciebie, że zaraz - o czym ty to..? I z kim ty to..? Czar i urok Brenny zaś polegał właśnie na tym, że ona po prostu nie chciała nikogo krzywdzić i nikogo ranić z osób, które sobie ceniła. A nawet dla osób neutralnych zachowywała się tak, jakby chciała swoim błędem w kodzie polepszyć trochę kod istnienia tych innych istnień wpisanych w świat. W przyszłości nazwą to Matrixem i wszyscy będą się cieszyć i podziwiać, a jeśli Cain dożyje to jako staruszek powie "ha! a nie mówiłem! a wszystko zaczęło się od Brenny..." Nie spodziewał się jednak, że ktokolwiek z nich dożyje nawet 30, a co dopiero takich czasów. Natura ludzka była z natury fałszywa. O ile za fałszywe uznawało się zmienność - bo o nią tutaj chodziło. Każdy dojrzewał, dorastał, zmieniał swoje przekonania. Każdy. Brenna nie była tutaj obca. Różnica polegała na tym, że ona im więcej miała przeciwności tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że dobro, w które wierzyła i o które chciała walczyć zasługiwało na bycie pielęgnowanym i na wygranie.

- To całkiem dobry pomysł. Pewnie nawet nie zauważy. - Ponieważ będzie tak pochłonięty swoim smęceniem, że ta burzowa chmurka będzie tylko wizualizacją tego wszystkiego, a nie jakąkolwiek zmianą dla niego. Machnął lekko nogą, przesuwając szarymi oczami po jej włosach, linii szczęki, okrągłych policzkach. Oczach. Spojrzeniu. Chłonął jej barwę. Ciepłą i przyjemną. Wyciągnął aż swoje dłonie w jej kierunku i zatrzymał je w odpowiedniej odległości, ustawiając dokładnie tak samo, jak ustawia się je do płomieni kominka, żeby ogrzać się po chłodnym dniu spędzonym na dworze. Listopad w końcu nie rozpieszczał. - Ciepełko. - To było absurdalne, bo to ciepło nie było fizyczne. Niby. A jednak wręcz czuł dreszcze przenikające go na wskroś i na chwilę przymrużył oczy, cofając ręce na swoją pozycję. - Kiedy będziesz mu malować te chmury to nie zapomnij się ukryć, bo wszystkie rozproszysz. - Nawet jeśli Alastor już nie mógł odczytywać aur, ponieważ... spotkało go inne "przekleństwo". O wiele gorsze. Tak, żarty żartami, ale on również się martwił. I w tych żartach przesuwali między sobą to zmartwienie o niego, to chyba było jasne dla nich obojga. To nie było kpienie sobie, a myślenie o kimś w ten całkowicie przyjazny sposób. Może kiedy się ich nie znało to można byłoby to odebrać w inny sposób.

- Przepraszam, obiecuję, że się poprawię. Panie przodem. - W irytowaniu Śmierciożerców i ich wielkiego Lorda, który cierpiał na przerost ego, mogliby się wszyscy prześcigać na całym świecie. Tylko niekoniecznie wszystkim by to na zdrowie wyszło. Cenił sobie, że ludzie chcieli pomagać, że chcieli stać po dobrej stronie, ale niektórzy bardziej pomagali siedząc cicho, niż głośno się sprzeciwiając. Głównie dlatego, że wtedy było wiadomym, że takiej osobie nic się nie stanie, nie trzeba się nią pilnować. Zakulisowo zaś możliwe było osiągnięcie wielu rzeczy. Zepchnięcie z wieży byłoby bardzo niefortunnym zdarzeniem, ale zawsze można było powiedzieć: panie sędzio, to był wypadek!

Prawdopodobnie ten nawał żab był najszczęśliwszym dniem jego kariery w Hogwarcie.

- Wiem, że mogłabyś wyukupić dla mnie, Zakonu i ofiar Śmierciożerców wszystkie czekoladowe żaby na świecie, ale trzymaj ją dla mnie na specjalną okazję. Żebym na pewno docenił moment, w którym ją dostanę. - Miała rację - byłoby mu głupio, gdyby wiedział, że te żaby przysłała Brenna i zresztą i tak było mu głupio, że w ogóle coś takiego się stało. Znikąd. Deszcz żab z nieba. I jednocześnie był szalenie szczęśliwy, był wtedy kurwa jebanym królem żab. Chodził dumny jak paw ze swoimi kartami, ale i tak jak przyszło co do czego to temu jedną, tamtemu dwie żaby - rozchodził się w szalonym tempie, bo nie potrafił większości dzieci odmówić. - Skoro już mamy Lorda Voldemorta to czemu Dumbledore się nie nazwie też Lordem? Lord Dumbledore i jego Zercówśmierci. - Bo skoro byli ŚMIERCIO żercy, bo żarli śmierć, to oni musieli jeść żerców śmierci, żeby się wszystko lorowo zgadzało. Jaja sobie robił, rzecz jasna. Dumbledore nie musiał nikomu niczego udowadniać. Najwyraźniej w przeciwieństwie do Voldemorta.

- Ach, co tam klękanie Zakoniarza! Śmierciożerca! Jeszcze wyzna miłość do mugoli i mugolaków i obieca ci poprawę, a potem powie, że on zawsze pragnął happily ever after.- Przyłożył dłonie do klatki piersiowej, a potem otworzył je szeroko, jakby to co najmniej on był tym zwolennikiem Czarnego Pana, który klęczał przed Brenną. Na szczęście nie ruszył się z biurka, nadal na nim półsiedząc. - Tego ostatniego nie mogę obiecać. - Bo akurat pierścionka pewnie przy sobie miał nie będzie, chociaż może jakaś dobra magia, która by stworzyła tymczasowo...

Przechylił głowę, spoglądać z zamyśleniem na Brennę, kiedy powiedziała to proste, ale mocno celujące w serce wyznanie. Miłe. Bo to zawsze w końcu było sympatyczne, kiedy ktoś się cieszył z twojej obecności.

- Ja też się cieszę, Bren. Ja też.



• • •
Sarkazm (rzeczownik) - środek przeciw idiotom. Dostępny bez recepty.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2795), Cain Bletchley (2637)




Wiadomości w tym wątku
[listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 18.10.2023, 20:17
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 18.10.2023, 23:37
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 18.10.2023, 23:48
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 08:47
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 09:05
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 10:39
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 11:05
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Cain Bletchley - 19.10.2023, 14:09
RE: [listopad 1970] Cienie rosną - przez Brenna Longbottom - 19.10.2023, 14:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa