Myśli kotłowały się jak składniki w kociołku, ale Avelina zgubiła lub zapomniała przepis i nie mogła wywaru doprowadzić do końca. Krzyk Augustusa na jej delikatne ugryzienie go dotarł do niej jak zza grubej szyby. Chciała poszukać Godryka, chciała sprawdzić, czy jest bezpieczny, czy jest jej wierny, a nie mogła tego uczynić.
– Uspokój się, nie mogę przez ciebie myśleć! – krzyknęła na Rookwooda. Tak dużo gadał i nie były słowa, które rozumiała. Strach Dani zaczął jej się udzielać, bała się tej sytuacji. Nie rozumiała po co klątwołamacz, jak Danielle miała ją zaprowadzić do Godryka. Czyżby Rookwood ją okłamał? Odwróciła się w końcu do mężczyzny plecami i spojrzała na swoją przyjaciółkę. – Podczas Beltane, Godryk wziął mój wianek i wniósł na pal. Potem z nim wypiłam alkohol i rano go nie było. Ja się w nim zakochałam, chce go znaleźć. Nie wiem, gdzie mieszka i chyba mnie okłamał z imieniem – objęła się ramionami i wzdrygnęła na samą myśl o tym wydarzeniu. Było jej zimno i nieprzyjemnie, a jeszcze do tego zaborczy Rookwood na głowie, Danielle z absurdalnymi oskarżeniami. Czemu tak reagowała na tego faceta? Co on jej zrobił? Spojrzała podejrzliwie na Augustusa, ale nic nie powiedziała.
– Należało ci się – prychnęła – nie rozumiem was, co wy odwalacie?