W pracy Avelina była bardzo skrupulatna, pracowała szybko oraz skutecznie. Wiedziała, co powinna robić, kiedy i jak. Wiedziała, że jak Stanley przyszedł do niej prosić o pomoc bez recepty to musiała zadziałać inaczej, aby mu pomóc bez oczu innych osób. W pewnym sensie ten biznes był na jej głowie, to ona zajmowała się papierkami, dostawcami, zgarnianie potrzebnych surowców na różne eliksiry, więc mogła zarobić dla siebie pod ladą bez obawy o to, że będzie mieć kłopoty. Tak, wiedziała, że Stanley był Brygadzistą , ale raczej nie zrobi jej problemów, gdy da mu eliksiry bez recepty. Wyglądał na osobę zmęczoną, potrzebującą tych leków, więc chyba nie był na tyle szalony, aby wrzucić ją do aresztu za to, prawda?
Zachichotała na jego wspomnienie i poczuła coś przyjemnego w serduszku. Popatrzyła na niego i pokręciła lekko głową. Było w tym coś naprawdę miłego, że potrafił po takim czasie nadal pamiętać takie szczegóły. Szkoła dla Aveliny nie była zbyt przyjemnym doznaniem, a to dlatego, że wtedy straciła na dobre Augustusa. Gdy wróciła na piąty rok nauki nie była już tą samą osobą; raczej się bardziej wyciszyła, wycofała, pomagała nadal tym, którzy chcieli od niej zadań z eliksirów, czy innych przedmiotów, w których była dobra, ale raczej unikała tłumów i wesołych spotkań. Była wtedy totalnie nie tą osobą, którą chciała być. Z czasem się jej polepszyło, pogodziła się z tym, że już nie będzie mogła rozmawiać z Rookwoodem, że on ma swoje życie, a ona swoje.
– Powtarzasz się – uśmiechnęła się – mam nadzieję, że nie będę miała przez to problemów – zmrużyła oczy patrząc na niego podejrzliwie. Położyła papierowe opakowanie z fiolkami obok niego. – Mam nadzieję, że nie kupowałeś ich wcześniej w jakimś podejrzanym źródle? Wiem, że jako Brygadzista pewnie masz różne znajomości – mruknęła – przychodź do mnie po uzupełnienie zapasów i znajdź czas na pójście na badania – dodała.
– Może to wina tego gdzie sypiasz? – może Stanek miał niewygodne łóżko? Albo spał w biurze zamiast w domu? Nie znała jego trybu życia, ale miała nadzieję, że dbał o siebie lepiej niż zakładała. – Czemu ogórki? – zachichotała delikatnie rozbawiona. – Musisz mi kiedyś pokazać. Co z nimi będziesz robić? Moja babcia ma pełną piwnice zakonserwowanych i zakiszonych ogórków. Oprócz tego robi jeszcze kompoty z owoców, które ma u siebie w sadzie i nawet marynuje grzyby, które zbiera często z dziadkiem w lesie – ożywiła się lekko.