— Tak. Nie przyjmujemy gości podczas pracy, a spotkania ze znajomymi stanowią doskonałą okazję do odpoczynku. — Zapewnił Brennę, obdarzając ją wesołym uśmiechem. Zorganizowaliby sobie kameralną biesiadę dla swojej rodziny i znajomych. Zapytałby syna kogo jeszcze chce zaprosić. Poza Pandorą, bo zaproszenie jej wydawało mu się oczywiste. Im więcej osób do nich dołączy, tym weselej. Ich dom był otwarty dla wszystkich, jeśli tylko nie mają złych zamiarów.
— My też chętnie pomożemy! — Zaoferował im swoją pomoc, a także pomoc swojego syna. Z pewnością to, czego potrzebowali ci ludzie, nie wiązało się ze złamaniem prawa, więc nie zamierzał się wahać. Sąsiadom należało pomagać.
— Dla wszystkich od razu, synu — Zasugerował swojemu synowi, uważając że każda z towarzyszących im osób powinna wypić kieliszek przyniesionego przez nich wybornego trunku, będącego w dodatku oficjalnie niedostępnym na terenie Wielkiej Brytanii. Jedynym sposobem na jego zdobycie jest sprowadzenie go z Islandii albo własnoręczne pędzenie. Alkoholu w ich domu nie brakowało, skoro pili głównie piwo. Dagur szampana również nie lubił, uważając go za trunek dla snobów. Do tego te okropne bąbelki. Będzie musiał jednak zrozumieć, jeśli nie będą chcieli spróbować Brennivín. Nie pożałują jednak, jeśli się odważą.
Stojąc obok syna zauważył to, że zawahał się przed napełnianiem kieliszków, zamierając w bezruchu na kilka sekund. Zrozumiał dlaczego. Poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku... po raz pierwszy sylwetka własnego syna wydawała mu się odległa, jakby stali się obcymi ludźmi zamiast rodziną, jakby łącząca ich więź ojca z synem zniknęła. Po raz pierwszy w życiu poczuł się naprawdę samotny i tego uczucia nie dawało się tak łatwo wyrzucić z głowy. Stracił nagle chęć do biesiadowania.
— Zostaw to na moment, chłopcze. — Zwrócił się do swojego pierworodnego, chcąc zamknąć go w typowo ojcowskim uścisku. To nie były dobre uczucia, których powinni doświadczać podczas tej biesiady. Sam tego potrzebował jako ktoś bardzo związany ze swoją rodziną. To nie było naturalne dla niego i jak początkowo to obserwowane na niebie zjawisko wydawało mu się piękne, tak teraz stawało się coraz bardziej... niepokojące.