Maya nie potrafiła mu zaufać tak o! Bez powodu, bez podejrzeń. Nauczyła się tego, że ludzie to byli skurwysyny, a zwłaszcza mężczyźni. Wiedziała, że jeśli czegoś nie dostaną to potrafiliby zagarnąć to siłą. Zamieniali się w psychopatów, gdy tylko słyszeli słowo nie. Czuła się naprawdę dziwnie, gdy ten chłopak bez zbędnego zastanowienia do niej zagadał. Naprawdę myślała, że był psychopatą, więc wolała zachować spokój i być póki co grzeczną. W rękawie sukni miała ukrytą kieszeń na różdżkę, więc w razie czego będzie wiedziała jak ma się obronić.
– W sierpniu będę mieć osiemnaście, a mierze sto czterdzieści sześć centymetrów – odpowiedziała cicho patrząc na niego; zmarszczyła brwi i przyglądała mu się uważnie. Nie wyglądał jak psychopata, ale przypominał dziecko o aparycji dorosłego człowieka. I to odrobinę przystojnego? Nie miała zamiaru przyznać się do tego, że jego pierwsze wrażenie było nawet urokliwe. Nigdy nie spotkała, aż tak wesołego człowieka na ulicach tego miasta. Ruszyła dalej przed siebie, nie miała zamiaru się zatrzymywać w jakiejś uliczce, wolała iść, tak było bezpiecznie. Obejrzała się jeszcze upewniając się, że chłopak szedł. – Nokturn? – zatrzymała się i spojrzała na niego. – Skąd pewność, że chce cię poznać? – podeszła do niego i zadarła lekko głowę patrząc mu w oczy. – Podejrzany jesteś jakiś – dodała jeszcze celując w niego palcem, ale zachowując bezpieczną odległość. Usta jej lekko drgnęły jakby chciała się uśmiechnąć, ale tylko tak lekko, niezauważalnie.
– Na tym polega milczenie, że trzeba się nie odzywać – zauważyła. – Jestem Maya, skoro włóczysz się często na Nokturnie, to jak na niego stąd trafie? – zapytała – Nie żebym się zgubiła. Po prostu sprawdzam, czy nie kłamiesz – skłamała.