19.10.2023, 19:01 ✶
– To faaakt. Ostatecznie wolę istniejącą niż tylko wyobrażoną – przyznała Brenna, która wychowana w magicznej rodzinie po prostu nie umiała sobie wyobrazić świata pozbawionego czarów. Zwłaszcza mając trzynaście lat. Owszem, znała mugoli z sąsiedztwa, ale ta ich rzeczywistość… wciąż była dla niej jak za zasłoną: nie zdawała sobie w pełni sprawy z tego, jak wyglądało ich życie. – Ale i tak mugole piszą lepsze książki – uparła się.
Mogło to wyglądać nieco maniakalnie, bo na słowa o tym, że ją zamkną, uśmiech Brenny stał się bardzo, bardzo szeroki, jakby całe życie o czymś takim marzyła. A ją to rozbawiło wyłącznie dlatego, że była córką gliniarza, wnuczką gliniarza, bratanicą gliniarza i bratanicą jeszcze jednego gliniarza i… mogłaby tak wymieniać dalej. O tak, o aresztowaniach i „panie władzo” to ona coś wiedziała.
Poza tym doskonale wiedziała, że nie wolno takich rzeczy robić. Przecież nie chciałaby zrobić komuś prawdziwej krzywdy.
– Się nie przejmuj. Nigdy nie rzuciłabym noża w Dani. Ona jest za delikatna – odpadła jednak w końcu, już znacznie poważniej. A potem wyciągnęła rękę, by poprawić jego uchwyt. – Ten palec tak – poinstruowała, obserwując, jak układa rękę, a potem wykonuje pierwsze cięcie. Miecz był tępy, więc krzywdy by jej nie zrobił, zresztą poruszał dłonią na tyle wolno, że dałaby radę uskoczyć. – Spróbuj w ten sposób… – doradziła jeszcze, sięgając po inną broń, by pokazać mu parę podstawowych rzeczy. Takich podstaw – podstaw, przy których nie groziło im, że zdemolują całą przyczepę. I po prawdzie chętnie nawet by go stąd wyciągnęła, by poćwiczyć dłużej, ale w pewnym momencie sobie przypomniała, że przyszła tu całkiem sama i ani słowem nikomu nie wspomniała, że właściwie to nie będzie się bawić w sadzie.
Chyba powinna wracać, zanim mama wpadnie w dziki szał.
– Było bardzo zabawnie, ale będę lecieć – stwierdziła, z pewnym żalem spoglądając na broń. – Świetna kolekcja. Jeszcze tu wpadnę – rzuciła obietnicę, a może tylko groźbę, zanim czmychnęła z wozu.
Mogło to wyglądać nieco maniakalnie, bo na słowa o tym, że ją zamkną, uśmiech Brenny stał się bardzo, bardzo szeroki, jakby całe życie o czymś takim marzyła. A ją to rozbawiło wyłącznie dlatego, że była córką gliniarza, wnuczką gliniarza, bratanicą gliniarza i bratanicą jeszcze jednego gliniarza i… mogłaby tak wymieniać dalej. O tak, o aresztowaniach i „panie władzo” to ona coś wiedziała.
Poza tym doskonale wiedziała, że nie wolno takich rzeczy robić. Przecież nie chciałaby zrobić komuś prawdziwej krzywdy.
– Się nie przejmuj. Nigdy nie rzuciłabym noża w Dani. Ona jest za delikatna – odpadła jednak w końcu, już znacznie poważniej. A potem wyciągnęła rękę, by poprawić jego uchwyt. – Ten palec tak – poinstruowała, obserwując, jak układa rękę, a potem wykonuje pierwsze cięcie. Miecz był tępy, więc krzywdy by jej nie zrobił, zresztą poruszał dłonią na tyle wolno, że dałaby radę uskoczyć. – Spróbuj w ten sposób… – doradziła jeszcze, sięgając po inną broń, by pokazać mu parę podstawowych rzeczy. Takich podstaw – podstaw, przy których nie groziło im, że zdemolują całą przyczepę. I po prawdzie chętnie nawet by go stąd wyciągnęła, by poćwiczyć dłużej, ale w pewnym momencie sobie przypomniała, że przyszła tu całkiem sama i ani słowem nikomu nie wspomniała, że właściwie to nie będzie się bawić w sadzie.
Chyba powinna wracać, zanim mama wpadnie w dziki szał.
– Było bardzo zabawnie, ale będę lecieć – stwierdziła, z pewnym żalem spoglądając na broń. – Świetna kolekcja. Jeszcze tu wpadnę – rzuciła obietnicę, a może tylko groźbę, zanim czmychnęła z wozu.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.