19.10.2023, 20:16 ✶
Napiłem się lemoniady - cudowna w ten ciepły dzień. Jak najbardziej była trafna jej propozycja z tym napojem, bo mogłem się pokusić o stwierdzenie, że nic by mnie tak w tej chwili nie orzeźwiło jak szklanka tego napoju. Najchętniej wypiłbym duszkiem i odetchnął z ulgą, ale nie chciałem być zanadto zachłanny w towarzystwie damy, a właściwie panienki, więc pozostawiałem w sobie chociaż taki drobne ostatki kultury osobistej.
Uśmiechnąłem się, kiedy wspomniała o tym moim czasie i chęci na spotkanie. Choć tego drugiego miałem pod dostatkiem, to tego pierwszego ani grama. Za wyjątkiem tego dnia, który przeznaczyłem właściwie dla Radoslava, bo to na nim tu przyleciałem. Nawet nie planowałem, więc całkowitym przypadkiem trafiłem do cyrku.
- Przyznam, mój kalendarz, że tak powiem, pęka w szwach, ale kiedy tylko będzie dostępna pisz proszę śmiało, a ja znajdę dla ciebie czas, o to się nie martw i nawet nie czuj się zobowiązana odmawiać sobie wizyty, bo ja cię zapraszam z pełną świadomością konsekwencji - odparłem uśmiechnięty, gestykulując co nieco przy tym. Zauważyłem, że im więcej lat miałem na karku, tym więcej machałem tymi rękoma podczas wypowiedzi, jakbym nie mówił, tylko rzucał zaklęcia. Bezsensowne porównanie, ale mnie bawiło. - To dzięki temu, że ochotę na spotkanie z taką osobą jak ty, Elaine, to ja będę miał zawsze - przyznałem, skinąwszy jej głową. Drobny komplement, ale w pełni szczery. Lubiłem przesiadywać w jej towarzystwie, więc przerwa zawsze mi się przyda, nawet jeśli miałem słuchać wykładów o roślinach i owadach. Kto wie? Może nawet dowiem się czegoś nowego bądź ciekawego?
- A z tym duchem, taka historia, że go nie było w zamku, kiedy jeszcze pobierałem nauki w szkole - zacząłem do panienki Bell, pochylając się nieco w jej kierunku, jak gdyby to jakaś konspiracja była. Nic z tych rzeczy. Po prostu bardzo kontrowersyjne. - To duch jednej z uczennic. Jest całkiem nowy. Ma na imię... Niech sobie przypomnę... Marta! Jęcząca Marta! Przyznaj, że bardzo obraźliwe - zacząłem swą opowieść.
Uśmiechnąłem się, kiedy wspomniała o tym moim czasie i chęci na spotkanie. Choć tego drugiego miałem pod dostatkiem, to tego pierwszego ani grama. Za wyjątkiem tego dnia, który przeznaczyłem właściwie dla Radoslava, bo to na nim tu przyleciałem. Nawet nie planowałem, więc całkowitym przypadkiem trafiłem do cyrku.
- Przyznam, mój kalendarz, że tak powiem, pęka w szwach, ale kiedy tylko będzie dostępna pisz proszę śmiało, a ja znajdę dla ciebie czas, o to się nie martw i nawet nie czuj się zobowiązana odmawiać sobie wizyty, bo ja cię zapraszam z pełną świadomością konsekwencji - odparłem uśmiechnięty, gestykulując co nieco przy tym. Zauważyłem, że im więcej lat miałem na karku, tym więcej machałem tymi rękoma podczas wypowiedzi, jakbym nie mówił, tylko rzucał zaklęcia. Bezsensowne porównanie, ale mnie bawiło. - To dzięki temu, że ochotę na spotkanie z taką osobą jak ty, Elaine, to ja będę miał zawsze - przyznałem, skinąwszy jej głową. Drobny komplement, ale w pełni szczery. Lubiłem przesiadywać w jej towarzystwie, więc przerwa zawsze mi się przyda, nawet jeśli miałem słuchać wykładów o roślinach i owadach. Kto wie? Może nawet dowiem się czegoś nowego bądź ciekawego?
- A z tym duchem, taka historia, że go nie było w zamku, kiedy jeszcze pobierałem nauki w szkole - zacząłem do panienki Bell, pochylając się nieco w jej kierunku, jak gdyby to jakaś konspiracja była. Nic z tych rzeczy. Po prostu bardzo kontrowersyjne. - To duch jednej z uczennic. Jest całkiem nowy. Ma na imię... Niech sobie przypomnę... Marta! Jęcząca Marta! Przyznaj, że bardzo obraźliwe - zacząłem swą opowieść.