16.11.2023, 13:38 ✶
Gdyby ktoś mu powiedział, że Vespera jest prawdziwą królową lodu, tylko wzruszyłby ramionami, nie próbując nawet wchodzić w dalszą polemikę. Być może patrzył na ich relację przez przysłowiowe różowe okulary, tak charakterystyczne dla świeżych znajomości, gdy wszystkie czerwone flagami wydawały się zwyczajnymi skrawkami materiału, jednak nie potrafił doszukać się w niej mitycznego chłodu. Wszak w ciągu zaledwie kilku tygodni ich romansu otrzymał od niej więcej ciepła, niż od byłej żony w trakcie całego ich małżeństwa. A gdy w przypływie odwagi zwierzył jej się ze swej skłonności do obdarowywania płomiennymi uczuciami również mężczyzn, zaś ona nim nie wzgardziła, wiedział już, że ma do czynienia z tą jedyną.
— Wszystko dla mojej pani — ukłonił się nisko z szelmowskim uśmiechem, lecz nie od razu zajął się poczęstunkiem. Bliskość Vespery była rozkosznie kojąca po całym ciężkim dniu i makabrycznej niespodziance, jaką zastali w zagajniku za Lecznicą. Poczuł się nagle niezwykle zmęczony oraz słaby; pragnął tylko złożyć głowę na jej udach i zasnąć, i spać tak długo, aż skończy się ten przeklęty maj, a po nim upalne lato i znów nadziejdzie jesień i wrzosowiska zakwitną purpurą, a sady zarumienią się od dojrzałych jabłek - wtedy będzie dobrze.
Przymknął oczy i westchnął. Oczywiście, że się nie zgodziła. Co właściwie sobie myślał, proponując jej coś tak nierozważnego? Zerknął w stronę zegara wiszącego na ścianie.
— Czy mogłabyś zostać ze mną jeszcze godzinę i wrócić do domu z jedną z uzdrowicielek z Little Hangleton? — zaproponował nieśmiało; nie spodziewał się, aby Vesperze uśmiechał się powrót z obcą kobietą. A może wcale nie były sobie obce? Wprawdzie uzdowicielka, o której mówił Perseus, była od Vespery blisko dwie dekady starsza, lecz w końcu mieszkały razem w jednej wiosce i ich drogi mogły wielkokrotnie się przeciąć — Albo... Albo... wyślijmy sowę po któregoś z twoich braci? Będę spokojniejszy, jeśli będziesz miała towarzystwo. To coś może nadal być na zewnątrz — odwrócił się w stronę okna, upewniając się, że wciąż zasłonięte jest ciężką kotarą. Na myśl o tym, że jakaś istota mogłaby ich obserwować przez cienką szybę przez jego kark przebiegł kolejny dreszcz.
— Wszystko dla mojej pani — ukłonił się nisko z szelmowskim uśmiechem, lecz nie od razu zajął się poczęstunkiem. Bliskość Vespery była rozkosznie kojąca po całym ciężkim dniu i makabrycznej niespodziance, jaką zastali w zagajniku za Lecznicą. Poczuł się nagle niezwykle zmęczony oraz słaby; pragnął tylko złożyć głowę na jej udach i zasnąć, i spać tak długo, aż skończy się ten przeklęty maj, a po nim upalne lato i znów nadziejdzie jesień i wrzosowiska zakwitną purpurą, a sady zarumienią się od dojrzałych jabłek - wtedy będzie dobrze.
Przymknął oczy i westchnął. Oczywiście, że się nie zgodziła. Co właściwie sobie myślał, proponując jej coś tak nierozważnego? Zerknął w stronę zegara wiszącego na ścianie.
— Czy mogłabyś zostać ze mną jeszcze godzinę i wrócić do domu z jedną z uzdrowicielek z Little Hangleton? — zaproponował nieśmiało; nie spodziewał się, aby Vesperze uśmiechał się powrót z obcą kobietą. A może wcale nie były sobie obce? Wprawdzie uzdowicielka, o której mówił Perseus, była od Vespery blisko dwie dekady starsza, lecz w końcu mieszkały razem w jednej wiosce i ich drogi mogły wielkokrotnie się przeciąć — Albo... Albo... wyślijmy sowę po któregoś z twoich braci? Będę spokojniejszy, jeśli będziesz miała towarzystwo. To coś może nadal być na zewnątrz — odwrócił się w stronę okna, upewniając się, że wciąż zasłonięte jest ciężką kotarą. Na myśl o tym, że jakaś istota mogłaby ich obserwować przez cienką szybę przez jego kark przebiegł kolejny dreszcz.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory