12.11.2022, 20:09 ✶
Po powrocie do kraju spodziewała się, że jej rodzina ją przyjmie, lecz utracone znajomości sprawią, że mimo rosnącej popularności poczuje się bardzo samotna. Na całe szczęście, czy to los, czy może innego rodzaju przeznaczenie sprawiło, że bliskim stał się jej podopieczny jej ojca. Uwielbiała te długie rozmowy o wszystkim i o niczym, przekomarzanie się, gdy zaczepiała go drobnie i wszystkie zaproszenia, gdzie nie tylko dostawał bilety na występy do teatru, ale również na rodzinne pikniki i wspólne wyjścia, odreagowując cały stres związany z pracą aurorów.
Tym bardziej starała się, aby w domu Adelard czuł jedynie ciepło i dobroć, które mogły go spotkać. Jej ojciec był zdystansowany, lecz nie krzewił w niej negatywnych odczuć ani nie prezentował jej wymagań, dlatego tym bardziej, nie przejmując się opinią szanownej pani niegdyś Black potem Longbottom, nie zamierzając rezygnować z jej syna, tylko dlatego, że coś jej się śmiało nie podobać. Nie była z typu uległych i jeżeli Adelard uznał, że była kimś, kto mógł być dla niej najlepszy, tak właśnie zamierzała zrobić i dać mu to, na co zasługiwał. Wiedziała też, że nie postrzegał jej jako kaleki, ale partnerki w tym związku i jego troska była wyrazem troski, jaką okazałby każdemu.
- Już dobrze, dziękuję. – Odchrząknęła lekko, ostatecznie opanowując się, gdy pomoc nadeszła w odpowiednim momencie. I gdy chrząknęła jeszcze parę razy, ostatecznie się opanowała, delikatnie wycierając drobne łzy, które pojawiły się w kącikach oczu. Podniosła głowę, spoglądając gdzieś w ogólnym kierunku Adelarda, którego ciepło wyczuwała teraz. Przesunęła jeszcze dłonią, starając się jeszcze wyczuć paznokciami czy nie pozostałości po odłamkach filiżanki, ale wydawało się, że nie jest to problemem. Widać jej przewidujący mąż zadbał również o ten fragment. Jak zawsze, nie tylko czuły, ale i dbały o wszystko.
- Dziękuję, już o wiele lepiej. Chyba że nie wiem, mógłbyś powiedzieć, czy nie wyglądam jak dramatyczna aktorka kinowa, która będzie biec przez życie z rozmazanym makijażem. – Uśmiechnęła się w jego kierunku, wyciągając dłoń, aby wyczuć jego obecność, koło siebie, najpierw przejeżdżając dłonią po jego ramieniu, wyczuwając, jaką tkaninę ma jego garnitur, następnie kierując się do tego, jaki krawat mógł na siebie założyć, a ostatecznie przesuwając dłonią wyżej by móc podnieść się ze swojego miejsca i ucałować jego policzek.
- Powiedz mi jak wyglądasz. – Lubiła, kiedy opisywał jej kolory, ale też jak opisywał siebie, czując, że dzięki temu odkrywa go na nowo i za każdym razem kocha go coraz mocniej. Gdzieś poza pomieszczeniem rozległo się jeszcze bicie zegara, ale pochłonięta mężem Faye nie zwracała na to absolutnie uwagi, nie licząc na to, czy spóźnią się, czy nie, obecnie pochłonięta całkowicie swoim mężem. Cóż, jeżeli już coś robić to z pasją, a kto jak nie Adelard zasługiwał na całą jej pasję i uwagę? Uśmiechnęła się jeszcze, podnosząc się lekko na palcach i składając na jego ustach pełen pasji pocałunek, nie przejmując się, że mogłaby odcisnąć teraz karmazynowy kolor szminki na jego policzku i ustach.
Tym bardziej starała się, aby w domu Adelard czuł jedynie ciepło i dobroć, które mogły go spotkać. Jej ojciec był zdystansowany, lecz nie krzewił w niej negatywnych odczuć ani nie prezentował jej wymagań, dlatego tym bardziej, nie przejmując się opinią szanownej pani niegdyś Black potem Longbottom, nie zamierzając rezygnować z jej syna, tylko dlatego, że coś jej się śmiało nie podobać. Nie była z typu uległych i jeżeli Adelard uznał, że była kimś, kto mógł być dla niej najlepszy, tak właśnie zamierzała zrobić i dać mu to, na co zasługiwał. Wiedziała też, że nie postrzegał jej jako kaleki, ale partnerki w tym związku i jego troska była wyrazem troski, jaką okazałby każdemu.
- Już dobrze, dziękuję. – Odchrząknęła lekko, ostatecznie opanowując się, gdy pomoc nadeszła w odpowiednim momencie. I gdy chrząknęła jeszcze parę razy, ostatecznie się opanowała, delikatnie wycierając drobne łzy, które pojawiły się w kącikach oczu. Podniosła głowę, spoglądając gdzieś w ogólnym kierunku Adelarda, którego ciepło wyczuwała teraz. Przesunęła jeszcze dłonią, starając się jeszcze wyczuć paznokciami czy nie pozostałości po odłamkach filiżanki, ale wydawało się, że nie jest to problemem. Widać jej przewidujący mąż zadbał również o ten fragment. Jak zawsze, nie tylko czuły, ale i dbały o wszystko.
- Dziękuję, już o wiele lepiej. Chyba że nie wiem, mógłbyś powiedzieć, czy nie wyglądam jak dramatyczna aktorka kinowa, która będzie biec przez życie z rozmazanym makijażem. – Uśmiechnęła się w jego kierunku, wyciągając dłoń, aby wyczuć jego obecność, koło siebie, najpierw przejeżdżając dłonią po jego ramieniu, wyczuwając, jaką tkaninę ma jego garnitur, następnie kierując się do tego, jaki krawat mógł na siebie założyć, a ostatecznie przesuwając dłonią wyżej by móc podnieść się ze swojego miejsca i ucałować jego policzek.
- Powiedz mi jak wyglądasz. – Lubiła, kiedy opisywał jej kolory, ale też jak opisywał siebie, czując, że dzięki temu odkrywa go na nowo i za każdym razem kocha go coraz mocniej. Gdzieś poza pomieszczeniem rozległo się jeszcze bicie zegara, ale pochłonięta mężem Faye nie zwracała na to absolutnie uwagi, nie licząc na to, czy spóźnią się, czy nie, obecnie pochłonięta całkowicie swoim mężem. Cóż, jeżeli już coś robić to z pasją, a kto jak nie Adelard zasługiwał na całą jej pasję i uwagę? Uśmiechnęła się jeszcze, podnosząc się lekko na palcach i składając na jego ustach pełen pasji pocałunek, nie przejmując się, że mogłaby odcisnąć teraz karmazynowy kolor szminki na jego policzku i ustach.