– No tak, tak masz rację. W Mungu są źli ludzie, bo każą ci szukać źródła problemu, a nie pozwalają ci spokojnie z tym problemem żyć i nie chcą ci dawać na to po prostu substancji wspomagających sen – zaśmiała się cicho odpowiadając mu typowym dla siebie sarkazmem. Avelina nie miała nic złego na myśli, jeśli nie chciał nie zmusi go przecież żeby się leczył, ale Stanley w swoim przeświadczeniu był naprawdę zabawny. Wierzyła, że jak kiedyś będzie na tyle mu to dokuczać to wybierze się do specjalisty. Faceci byli uparci i czasami naprawdę unikali przyjmowania pomocy.
– Niedługo nie będę tu pracować. Chce otworzyć z koleżanką swój własny biznes, ale na razie szukamy odpowiedniego lokalu i dostawców. Od produktów zwierzęcych już kogoś mamy, został nam zielarz i jeszcze nie wiem do kogo się udam. Muszę poszukać – ostrzegła go. – Na pewno prześlę do ciebie informacje o tym, że coś otworzyłam – uśmiechnęła się do niego. Miała nadzieję, że Stanley będzie jednym z jej stałych klientów, a to ważne w takich małych biznesach. Musiała naprawdę zacząć w tym kierunku mocniej działać jak chciała otworzyć się do końca sierpnia. Na jesień będzie idealnie się otworzyć, bo wtedy ludzie częściej łapią przeziębienia.
– Mam nadzieję, że problem ze snem nie będzie szedł w złym kierunku, a jak zacznie być gorzej to udasz się do lekarza – nie, nie chciała go zmuszać, aby szedł teraz, ale jest sporo chorób, które mogą doprowadzić do wyniszczenia organizmu, że nie chciałaby, aby go to spotkało. Wiele osób przychodzi tutaj z różnymi problemami i Avelina wie jak to naprawdę przeszkadza. – Chętnie spróbuję. Będę czekać na wiadomość.