Ciepło bijące od ciała Augustusa było przyjemne, dobre; było jej pragnieniem od zawsze i chciała tak trwać w nieskończoność. Obserwowała jak ptaki latają po niebie, jak chmury leniwie suną się po niebie, jak słońce obniża swoją wysokość. Jeszcze parę godzin i będzie zmierzchać, a wtedy zrobi się zimno oraz nieprzyjemnie. Ona będzie musiała wrócić do domu, będzie musiała wejść do zimnego łóżka, a to co wydarzyło się chwilę temu było tylko złudnym wspomnieniem, marą, która zatruła jej umysł nadzieją. Nie chciała czuć tej nadziei, tego jak serce jej pęka, gdy on jej dotykał. Każdy jego gest parzył i zaklinał w niej więcej nadziei, bolesnej i nieprzyjemnej. Chciała, aby w końcu ją pocałował, wziął to, czego mężczyźni chcą od kobiet. Dał jej uniesienie, które spełniłoby i zamknęło to pragnienie na dnie jej serca. I pewnie obudzi się znowu za parę lat, ale wtedy już na pewno będzie za późno. Chciała w głębi serca, aby sprawił, by czuła się brudna, ale i spełniona. Chciała, aby był podłym człowiekiem, aby nie był taki inteligentny, przyjazny, kochany, sprawiający, że na dźwięk jego głosu przechodził jej dreszcz. Próbowała zapamiętać kolor jego oczu, kształt ust, gdy tak się do niej uśmiechał, jego włosy, które lśniły w słońcu i mieniły się ciepłymi barwami. Chciała zapamiętać wszystko, aby sycić oczy do snu.
– A myślisz dlaczego nadal nikogo nie mam? – odpowiedziała mu pytaniem. Nie potrafiła sobie nikogo znaleźć, każdy kto pojawiał się w jej życiu był nieidealny. Czegoś jej w tych relacjach brakowało, ale to mogło też być spowodowane tym, że nie wyleczyła się z Rookwooda, że wmawiała sobie iż on jest tym czego ona pragnie. Zrobiło jej się smutno, że nie przyszedł do niej z innego powodu, ale była głupia myśląc, że była ważną częścią jego życia. Nie przestała jednak się uśmiechać, smutno, ale nadal uśmiech tkwił jej na twarzy. Była naiwna; w końcu on miał żone i dzieci, pewnie ich wszystkich kochał, a to co mówił jej ostatnio było tylko głupią manipulacją, aby ją do łóżka zaciągnąć. Potrzebował wrażeń zapewne przez to, że tyle lat był z jedną kobietą. Chociaż kto wie, czy nie miał więcej takich jak ona, naiwnych i głupich czekających na jakiś znak z niebios, że były dla niego ważne.
Gdy zaczął proponować jej wspólny wyjazd serce znowu zabiło jej szybciej przez głupią nadzieję, która myślała, że to może się udać. Poderwała się w górę i usiadła na jego udach okrakiem, sukienka podsunęła się do góry ukazując jej własne w pełnej krasie; nie przejęła się tym. Pocałowała jego czoło słuchając tego, co jej opowiadał.
– Nie masz pojęcia jak bardzo bym tego chciała, nie masz pojęcia ile bym dała, aby móc z tobą spędzić życie, ale nie możemy – szepnęła mu do ucha, a potem złożyła delikatny pocałunek na jego szyi. – Nie możesz być egoistą, nie możesz zostawić swoich dzieci. Nawet jeśli nie kochasz żony, one nie powinny być karane tym, że ja ciebie kocham – poczuła jak serce złamało się jej na milion kawałków. Pocałowała go w usta zamykając oczy. Dłonie trzymała na jego policzkach.